Dziś kolejny wzmacniacz klasy D, ale tym razem rozbudowany o układ dwupunktowej barwy dźwięku.
Moc (oczywiście według producenta — w realu nie byłbym tak optymistyczny) to aż (
) 2x80W... No właśnie — to idealny przykład, jak działa marketing.
Jakoś tak się porobiło, że zdecydowana większość potencjalnych klientów podczas wyboru sprzętu (nie tylko audio) sięga po ten, który ma więcej... Więcej bajerów, mocy, możliwości... To nic, że 70% z tych parametrów nikt nigdy nie będzie wykorzystywać w praktyce. Ważne, że można się pochwalić ilością „zer po jedynce” ww. podanej mocy wzmacniacza czy liczbą dodatkowych funkcji w innym sprzęcie.
Ze wzmacniaczami tak się porobiło już dość dawno. Chyba od momentu, gdy na bazarach zaczęły się pojawiać „jamniki” made in ChRL z kolorową nalepką na maskownicy 1000W (a poniżej mniejszymi literkami „PMPO”). Prawda jest taka, że to całe PMPO nie oznacza niczego konkretnego. Teoretycznie ma to być moc muzyczna w impulsie, ale ponieważ nie istnieje w żadnych normach nic takiego, co by się nazywało PMPO, można tam podawać, co się chce. A że Chińczyk głupi nie jest i od wieków ma żyłkę handlowca... Nic dziwnego, że wykorzystał taką możliwość. Gorzej, bo wielu ludzi nabiera się na te cyferki i święcie w nie wierzy...
Tak jak i w tym wypadku: wzmacniacz, który tu opisuję, to dokładnie taki przypadek. Fizycznie nie ma takiej możliwości, by z tej kostki wyciągnąć 160W. Chociażby dlatego, że nawet w idealnych warunkach i sprawności rzędu 90%, tak maleńki radiatorek nie byłby w stanie oddać do otoczenia tych 16W, utrzymując przy tym temperaturę struktury układu scalonego (struktury — nie obudowy) w dopuszczalnym zakresie.
Innymi słowy, prędzej spali się układ, czy wyprowadzenia lub ścieżki (wystarczy sprawdzić szerokość wyjściowych), zanim układ taką moc, by oddał. A ponieważ moc jest jednostką fizyczną, wynikającą z innych parametrów...
No nic. Reasumując: nie należy się sugerować mocą podawaną przez sprzedawcę czy handlowca. Wystarczy sprawdzić parametry w katalogu lub użyć zdrowego rozsądku...
Ad rem — mimo że realna moc dla układu zastosowanego w tym wypadku wynosi ok. 2x50W (RMS), z tym że dla zniekształceń na poziomie 10%! Moc „KONSUMPCYJNA”, czy jak ją nazwać „użytkowa” to zaledwie 2x25W, a to i tak do uzyskania w idealnych warunkach (zasilanie, chłodzenie itp.). Czy jest to dużo, czy mało? To należałoby rozważyć we własnym zakresie. Osobiście słucham muzyki na niezbyt sprawnych kolumnach DiY podłączonych do wzmacniacza 2x15W i tylko kilkukrotnie (przez max. długość jednego utworu) wysterowałem go do max. możliwości. Po pierwsze, dla takiej głośności trudno było już rozróżnić wszelkie niuanse w muzyce, a po drugie — szkoda (i tak już mocno wyeksploatowanych latami pracy) uszu. No i... sąsiedzi. Nie to, żeby się skarżyli, ale po prostu w myśl zasady: „Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe”, staram się nie „podpadać”. W codziennym wykorzystywaniu wspomniany zestaw pracuje u mnie na max. 2x2W, może 2x3W (!!!), co w zupełności wystarcza do (biorąc pod uwagę hałas za oknem) dość głośnego słuchania, czy to telewizora (sygnał z TV ma podłączony do selektora, a z niego do wzmacniacza), czy radia, czy nawet CD.
Po co więc te apetyty na setki watów? Odpowiedzcie sobie sami...
Wracając do prezentowanego wzmacniacza — moduł jest dostarczany zmontowany, zapakowany w torebkę z folii zabezpieczającej:
Wewnątrz znajdziemy:
Samą płytkę kompletnego wzmacniacza mocy z układem barwy i potencjometrami, nakrętki potencjometrów, gałki do nich (nawet ładne) i ok. 20-centymetrowy przewód sygnałowy (dwużyłowy w ekranie, zakończony z obu stron, pasującymi do gniazda na płytce, wtyczkami).
Co do jakiejś instrukcji — nie ma w zestawie, ale nie jest to problem, ponieważ można się dowiedzieć wszystkiego, co potrzebne ze strony sprzedawcy lub z kart katalogowych. Co najważniejsze — zasilanie modułu to napięcie w zakresie od 12 do 24V DC (w zależności od oporności obciążenia!) przy wydajności prądowej do 4A max.
Potencjometry są odpowiedzialne za (od lewej strony patrząc) wzmocnienie, wysokie tony, niskie tony. Regulacja (nie sprawdzałem dokładnie, ale „nausznie” mogę stwierdzić, że wystarczająca) w zakresie ok. +/- 12dB.
Jak to gra? (Podstawowe pytanie...).
Jak dla mnie — biorąc pod uwagę uproszczoną konstrukcję (odsyłam do 1 artykułu z tego cyklu) filtrów wyjściowych i przede wszystkim klasę D — jest nieźle. Fakt faktem — nie da się pozbyć wrażenia (słusznego zresztą), że słuchamy klasy D, ale... płytka zawierająca kompletny wzmacniacz mocy, dodatkowo z układem korekcji barwy, jest naprawdę maleńka: szerokość ok. 60mm, głębokość ok. 30mm (bez potencjometrów!) i wysokość (z zapasem na minimalny odstęp od spodu — ew. zwarcie do obudowy — i góry (zachowanie cyrkulacji powietrza)) 35mm (sama wysokość modułu to ok. 15mm).
Rozstaw osi potencjometrów to ok. 25mm.
Wracając do gałek — dość porządnie wykonane i dobrze wyglądające, mimo że w całości plastikowe (chociaż wygląd imitujący te z nakładką aluminiowej, barwionej nasadki — „kubka”). Tak czy inaczej, nie trzeba się wstydzić (szukać innych).
Jedyne co, to należy zapewnić zasilacz o odpowiednich parametrach i może jeszcze przedwzmacniacz/selektor.
Podczas normalnej pracy radiatorek jest ledwo, ledwo ciepły. Przy graniu na max. zaczyna się nagrzewać do ok. 40, może 45°C (przy otwartej przestrzeni ponad nim!).
Więcej zdjęć:
Ciekawostki: radiator do wkładki radiatorowej US jest klejony taśmą dwustronną (specjalną do tego celu!). Sama płytka nie ma żadnych dodatkowych otworów montażowych, ale biorąc pod uwagę jej masę i wielkość: może „wisieć” na samych potencjometrach mocowanych do płyty czołowej.
Wejście zasilania na gniazdo śrubowe (ARK), podobnie wyjścia na głośniki.
Dla max. mocy wymaga zasilania 21V DC i obciążenia 4 omy na kanał.
Co prawda producent zaleca pracę w zakresie od 12V, ale w praktyce wzmacniacz działa i przy nieco niższym napięciu — co oczywiste, z mniejszą mocą.
I na koniec, można (!) zastosować zasilacz impulsowy — o ile ma odpowiednią filtrację na wyjściu. Sprawdziłem.
Czas na podłączenie zasilania:
I na zakończenie kilka próbek „muzycznych” — cudzysłów celowy — ostatecznie dźwięk zgrywany z mikrofonu kamerki...
Ze zrozumiałych względów nie wysterowałem wzmacniacza na max.
Dla pewności — sposób połączeń:
Podsumowując: moduł z korekcją barwy, opisany w artykule, to mały wzmacniacz do urządzeń niewymagających super jakości dźwięku. Dzięki zastosowaniu wzmacniacza w klasie D, o dużej sprawności, nadaje się szczególnie do zabudowy w niewielkich przestrzeniach obudowy. Mimo pracy w klasie D jakość dźwięku można uznać za przyzwoitą, a stosunkowo duża moc w połączeniu z niewielkimi wymiarami może zachęcić do wykorzystywania w urządzeniach audio w roli kompletnego wzmacniacza mocy. Należy się jednak liczyć z przypadłością charakterystyczną dla wszystkich tego typu wzmacniaczy, polegającą na wyeksponowaniu wysokich częstotliwości (tzw. brzmienie cyfrowe). Pomóc może, w pewnym stopniu, zastosowanie odpowiednich kolumn głośnikowych o lekko wycofanej najwyższej części pasma.
Niska cena, stosunkowo wysoka moc i zintegrowany dwupunktowy korektor barwy dźwięku to największe zalety modułu.
A czy znajdzie zastosowanie u Was, w Waszych projektach? Moim zdaniem może i bardzo możliwe, że spełni oczekiwania nawet tych trochę bardziej wybrednych.
Pozdrawiam.
Dodano po 28 [minuty]:
Uprzedzając ewentualne komentarze:
Są próby wytłumaczenia że skrót (PMPO) oznacza max moc w czasie impulsu, ale... zasilacza. W dodatku wynikającą li tylko z teorii, która jak wiadomo odbiega od realnych parametrów. Utarło się jednak że PMPO dotyczy mocy wzmacniacza zawyżonej (to już dowolność pełna - tak jak i sposób definiowania tejże mocy) od 10 do 18 razy.
Obie te definicje są dokładnie tyle samo warte - jak wyżej pisałem, bez uwzględnienia krytycznych REALNYCH wartości i nie określenia jednoznacznie czasu w którym niby ta moc miała by się wydzielić. Co do zwolenników mocy zasilacza (konkretnie kondensatora filtrującego, bo impuls może trwać na tyle krótko, ze pozostałe elementy nie mają wpływu) są nawet jakieś wzory. W teorii niby wszystko się zgadza, ale na poważnie (bo czasem sobie żartujemy) - co nam to daje? Przypominam - ładunek energii zgromadzonej w kondensatorze nigdy nie zostanie rozładowany do zera w podanym w tych wzorach czasie (10ms), po drugie nikt nie uwzględnia wewnętrznej ESR kondensatora, No i po trzecie - mimo podanego czasu 10 ms tak naprawdę nigdzie (w oficjalnych dokumentach) nikt nie określił jednoznacznie ile ten impuls miałby trwać, tak więc widzimy z tego, że każda wartość podanej przez producenta mocy jest zgodna z TEORETYCZNYMI wyliczeniami; przecież skracając czas do np. 1 ms możemy wyliczyć dużo więcej mocy niż przy 10 czy 5 ms. A ponieważ żaden producent tego czasu nie podaje...
Wszystko się zgadza.
Szkoda tylko że nie znający fizyki konsumenci dają się nabrać na te cyferki.
Tyle tytułem wytłumaczenia tej kwestii. W dalszych postach prosiłbym jednak do tego już nie wracać, nie tego dotyczy wątek, a ponieważ interpretacja danych wejściowych do obliczeń jest dowolna... i tak każdy ma rację.
Dziękuję i Pozdrawiam raz jeszcze.
Moc (oczywiście według producenta — w realu nie byłbym tak optymistyczny) to aż (
Jakoś tak się porobiło, że zdecydowana większość potencjalnych klientów podczas wyboru sprzętu (nie tylko audio) sięga po ten, który ma więcej... Więcej bajerów, mocy, możliwości... To nic, że 70% z tych parametrów nikt nigdy nie będzie wykorzystywać w praktyce. Ważne, że można się pochwalić ilością „zer po jedynce” ww. podanej mocy wzmacniacza czy liczbą dodatkowych funkcji w innym sprzęcie.
Ze wzmacniaczami tak się porobiło już dość dawno. Chyba od momentu, gdy na bazarach zaczęły się pojawiać „jamniki” made in ChRL z kolorową nalepką na maskownicy 1000W (a poniżej mniejszymi literkami „PMPO”). Prawda jest taka, że to całe PMPO nie oznacza niczego konkretnego. Teoretycznie ma to być moc muzyczna w impulsie, ale ponieważ nie istnieje w żadnych normach nic takiego, co by się nazywało PMPO, można tam podawać, co się chce. A że Chińczyk głupi nie jest i od wieków ma żyłkę handlowca... Nic dziwnego, że wykorzystał taką możliwość. Gorzej, bo wielu ludzi nabiera się na te cyferki i święcie w nie wierzy...
Tak jak i w tym wypadku: wzmacniacz, który tu opisuję, to dokładnie taki przypadek. Fizycznie nie ma takiej możliwości, by z tej kostki wyciągnąć 160W. Chociażby dlatego, że nawet w idealnych warunkach i sprawności rzędu 90%, tak maleńki radiatorek nie byłby w stanie oddać do otoczenia tych 16W, utrzymując przy tym temperaturę struktury układu scalonego (struktury — nie obudowy) w dopuszczalnym zakresie.
Innymi słowy, prędzej spali się układ, czy wyprowadzenia lub ścieżki (wystarczy sprawdzić szerokość wyjściowych), zanim układ taką moc, by oddał. A ponieważ moc jest jednostką fizyczną, wynikającą z innych parametrów...
No nic. Reasumując: nie należy się sugerować mocą podawaną przez sprzedawcę czy handlowca. Wystarczy sprawdzić parametry w katalogu lub użyć zdrowego rozsądku...
Ad rem — mimo że realna moc dla układu zastosowanego w tym wypadku wynosi ok. 2x50W (RMS), z tym że dla zniekształceń na poziomie 10%! Moc „KONSUMPCYJNA”, czy jak ją nazwać „użytkowa” to zaledwie 2x25W, a to i tak do uzyskania w idealnych warunkach (zasilanie, chłodzenie itp.). Czy jest to dużo, czy mało? To należałoby rozważyć we własnym zakresie. Osobiście słucham muzyki na niezbyt sprawnych kolumnach DiY podłączonych do wzmacniacza 2x15W i tylko kilkukrotnie (przez max. długość jednego utworu) wysterowałem go do max. możliwości. Po pierwsze, dla takiej głośności trudno było już rozróżnić wszelkie niuanse w muzyce, a po drugie — szkoda (i tak już mocno wyeksploatowanych latami pracy) uszu. No i... sąsiedzi. Nie to, żeby się skarżyli, ale po prostu w myśl zasady: „Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe”, staram się nie „podpadać”. W codziennym wykorzystywaniu wspomniany zestaw pracuje u mnie na max. 2x2W, może 2x3W (!!!), co w zupełności wystarcza do (biorąc pod uwagę hałas za oknem) dość głośnego słuchania, czy to telewizora (sygnał z TV ma podłączony do selektora, a z niego do wzmacniacza), czy radia, czy nawet CD.
Po co więc te apetyty na setki watów? Odpowiedzcie sobie sami...
Wracając do prezentowanego wzmacniacza — moduł jest dostarczany zmontowany, zapakowany w torebkę z folii zabezpieczającej:
Wewnątrz znajdziemy:
Samą płytkę kompletnego wzmacniacza mocy z układem barwy i potencjometrami, nakrętki potencjometrów, gałki do nich (nawet ładne) i ok. 20-centymetrowy przewód sygnałowy (dwużyłowy w ekranie, zakończony z obu stron, pasującymi do gniazda na płytce, wtyczkami).
Co do jakiejś instrukcji — nie ma w zestawie, ale nie jest to problem, ponieważ można się dowiedzieć wszystkiego, co potrzebne ze strony sprzedawcy lub z kart katalogowych. Co najważniejsze — zasilanie modułu to napięcie w zakresie od 12 do 24V DC (w zależności od oporności obciążenia!) przy wydajności prądowej do 4A max.
Potencjometry są odpowiedzialne za (od lewej strony patrząc) wzmocnienie, wysokie tony, niskie tony. Regulacja (nie sprawdzałem dokładnie, ale „nausznie” mogę stwierdzić, że wystarczająca) w zakresie ok. +/- 12dB.
Jak to gra? (Podstawowe pytanie...).
Jak dla mnie — biorąc pod uwagę uproszczoną konstrukcję (odsyłam do 1 artykułu z tego cyklu) filtrów wyjściowych i przede wszystkim klasę D — jest nieźle. Fakt faktem — nie da się pozbyć wrażenia (słusznego zresztą), że słuchamy klasy D, ale... płytka zawierająca kompletny wzmacniacz mocy, dodatkowo z układem korekcji barwy, jest naprawdę maleńka: szerokość ok. 60mm, głębokość ok. 30mm (bez potencjometrów!) i wysokość (z zapasem na minimalny odstęp od spodu — ew. zwarcie do obudowy — i góry (zachowanie cyrkulacji powietrza)) 35mm (sama wysokość modułu to ok. 15mm).
Rozstaw osi potencjometrów to ok. 25mm.
Wracając do gałek — dość porządnie wykonane i dobrze wyglądające, mimo że w całości plastikowe (chociaż wygląd imitujący te z nakładką aluminiowej, barwionej nasadki — „kubka”). Tak czy inaczej, nie trzeba się wstydzić (szukać innych).
Jedyne co, to należy zapewnić zasilacz o odpowiednich parametrach i może jeszcze przedwzmacniacz/selektor.
Podczas normalnej pracy radiatorek jest ledwo, ledwo ciepły. Przy graniu na max. zaczyna się nagrzewać do ok. 40, może 45°C (przy otwartej przestrzeni ponad nim!).
Więcej zdjęć:
Ciekawostki: radiator do wkładki radiatorowej US jest klejony taśmą dwustronną (specjalną do tego celu!). Sama płytka nie ma żadnych dodatkowych otworów montażowych, ale biorąc pod uwagę jej masę i wielkość: może „wisieć” na samych potencjometrach mocowanych do płyty czołowej.
Wejście zasilania na gniazdo śrubowe (ARK), podobnie wyjścia na głośniki.
Dla max. mocy wymaga zasilania 21V DC i obciążenia 4 omy na kanał.
Co prawda producent zaleca pracę w zakresie od 12V, ale w praktyce wzmacniacz działa i przy nieco niższym napięciu — co oczywiste, z mniejszą mocą.
I na koniec, można (!) zastosować zasilacz impulsowy — o ile ma odpowiednią filtrację na wyjściu. Sprawdziłem.
Czas na podłączenie zasilania:
I na zakończenie kilka próbek „muzycznych” — cudzysłów celowy — ostatecznie dźwięk zgrywany z mikrofonu kamerki...
Ze zrozumiałych względów nie wysterowałem wzmacniacza na max.
Dla pewności — sposób połączeń:
Podsumowując: moduł z korekcją barwy, opisany w artykule, to mały wzmacniacz do urządzeń niewymagających super jakości dźwięku. Dzięki zastosowaniu wzmacniacza w klasie D, o dużej sprawności, nadaje się szczególnie do zabudowy w niewielkich przestrzeniach obudowy. Mimo pracy w klasie D jakość dźwięku można uznać za przyzwoitą, a stosunkowo duża moc w połączeniu z niewielkimi wymiarami może zachęcić do wykorzystywania w urządzeniach audio w roli kompletnego wzmacniacza mocy. Należy się jednak liczyć z przypadłością charakterystyczną dla wszystkich tego typu wzmacniaczy, polegającą na wyeksponowaniu wysokich częstotliwości (tzw. brzmienie cyfrowe). Pomóc może, w pewnym stopniu, zastosowanie odpowiednich kolumn głośnikowych o lekko wycofanej najwyższej części pasma.
Niska cena, stosunkowo wysoka moc i zintegrowany dwupunktowy korektor barwy dźwięku to największe zalety modułu.
A czy znajdzie zastosowanie u Was, w Waszych projektach? Moim zdaniem może i bardzo możliwe, że spełni oczekiwania nawet tych trochę bardziej wybrednych.
Pozdrawiam.
Dodano po 28 [minuty]:
Uprzedzając ewentualne komentarze:
398216 Usunięty napisał:Prawda jest taka, że to całe PMPO nie oznacza niczego konkretnego.
Są próby wytłumaczenia że skrót (PMPO) oznacza max moc w czasie impulsu, ale... zasilacza. W dodatku wynikającą li tylko z teorii, która jak wiadomo odbiega od realnych parametrów. Utarło się jednak że PMPO dotyczy mocy wzmacniacza zawyżonej (to już dowolność pełna - tak jak i sposób definiowania tejże mocy) od 10 do 18 razy.
Obie te definicje są dokładnie tyle samo warte - jak wyżej pisałem, bez uwzględnienia krytycznych REALNYCH wartości i nie określenia jednoznacznie czasu w którym niby ta moc miała by się wydzielić. Co do zwolenników mocy zasilacza (konkretnie kondensatora filtrującego, bo impuls może trwać na tyle krótko, ze pozostałe elementy nie mają wpływu) są nawet jakieś wzory. W teorii niby wszystko się zgadza, ale na poważnie (bo czasem sobie żartujemy) - co nam to daje? Przypominam - ładunek energii zgromadzonej w kondensatorze nigdy nie zostanie rozładowany do zera w podanym w tych wzorach czasie (10ms), po drugie nikt nie uwzględnia wewnętrznej ESR kondensatora, No i po trzecie - mimo podanego czasu 10 ms tak naprawdę nigdzie (w oficjalnych dokumentach) nikt nie określił jednoznacznie ile ten impuls miałby trwać, tak więc widzimy z tego, że każda wartość podanej przez producenta mocy jest zgodna z TEORETYCZNYMI wyliczeniami; przecież skracając czas do np. 1 ms możemy wyliczyć dużo więcej mocy niż przy 10 czy 5 ms. A ponieważ żaden producent tego czasu nie podaje...
Wszystko się zgadza.
Szkoda tylko że nie znający fizyki konsumenci dają się nabrać na te cyferki.
Tyle tytułem wytłumaczenia tej kwestii. W dalszych postach prosiłbym jednak do tego już nie wracać, nie tego dotyczy wątek, a ponieważ interpretacja danych wejściowych do obliczeń jest dowolna... i tak każdy ma rację.
Dziękuję i Pozdrawiam raz jeszcze.
Fajne? Ranking DIY