Już kolejny kraj... a my:
https://www.gramwzielone.pl/energia-sloneczna...i-falownikami-fotowoltaicznymi#comment-466285
Ciekawe też komentarze i dlatego.
No właśnie. Analizując wytyczne tej deklaracji, widzimy, że w wielu miejscach jest ona niezgodna z Polską Konstytucją oraz ogranicza prawa i wolność obywateli i firm, którzy używają sprzętu zgodnie z tą dyrektywą.
1) W dyrektywie podany jest obowiązek wyłączenia inwerterów (sprzętu OZE) przez osobę trzecią, czyli przez operatora, ale również może być wykorzystanie przez hakera czy obce państwo.
Paragraf 13.6 tej deklaracji mówi:
Moduł wytwarzania energii musi być wyposażony w interfejs logiczny, który umożliwi zaprzestanie generacji mocy czynnej w ciągu pięciu sekund od przyjęcia polecenia. Właściwy operator systemu ma prawo określić wymogi dla urządzeń w celu zapewnienia zdalnego sterowania obiektem.
Powyższy przepis nakazuje producentom sprzętu OZE danie możliwości w urządzeniu wyłączenia go z pracy przez osoby trzecie – operatora energetycznego, a nie tylko.
To tak jak np. możliwość wyłączenia przez operatora telewizyjnego telewizora, bo widz ogląda nie te programy, które się podobają operatorowi.
Ingerencja w wewnętrzne, domowe instalacje sprzętu stanowi naruszenie praw i wolności konstytucyjnych postumentów, czyli użytkowników instalacji OZE.
Proszę zwróć uwagę, że ten wymóg jest bardzo niebezpieczny z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i gospodarki, a nie tylko dla użytkowników instalacji OZE, gdyż taką możliwość może przejąć haker lub obce państwo.
2) Kolejnym paragrafem w tej dyrektywie Unii Europejskiej ograniczającym wolność i prawa obywateli, prosumentów, jest paragraf 13.4, czyli:
Właściwy OSP określa dopuszczalną redukcję mocy czynnej w stosunku do maksymalnej generowanej mocy przy zmniejszającej się częstotliwości w swoim obszarze regulacyjnym, przy czym określona przez właściwego OSP krzywa redukcji mocy musi się znajdować w granicach wyznaczonych pogrubionymi liniami na rys. 2:
Ten przepis oznacza, że operator energetyczny, zwany tu jako OSP, jako osoba trzecia, bez powiadomienia użytkownika domowej instalacji, prosumenta, może ograniczyć moc pracy jego instalacji OZE. W porównaniu z oglądaniem programu telewizyjnego to tak, jakby operator mógł przełączać kanał na inny niż ten, który aktualnie ogląda widz albo mocno ściemniać obraz na TV.
3) W rozporządzeniu UE został ukryty stopień ograniczenia mocy przez ustawienie tak zwanego statyzmu, który musi się mieścić w zakresie 2–12%; paragraf 13.2 punkt d.
Na pierwszy rzut oka te 2% do 12% ograniczenie wydaje się niezbyt duże, ale w deklaracji podany jest wzór matematyczny, który koniecznie musi spełniać domowe urządzenie OZE.
Bo co to jest 2%, ale po analizie wzoru okazuje się, że urządzenie musi aż do 50% zmniejszyć swoją moc pracy.
Wzór podany jest nieczytelny, tylko w jednym miejscu, ukryty na wykresie.
To jest ukryte oszustwo. Nikt nie zwraca na niego uwagi, tylko ci, co muszą się do tej dyrektywy przystosować. Patrzy się na warunki statyzmu – 2% do 12%, a nie na ten wzór.
Aż dziw, że Unia Europejska dopuszcza się takiego oszustwa i kłamie odnośnie ograniczenia mocy instalacji OZE.
4) Kolejny przypadek ograniczenia pracy instalacji OZE narzucony przez komisję UE jest podany w tabeli 2 tej deklaracji.
Czyli minimalne czasy, w których moduł wytwarzania energii musi być zdolny do pracy przy różnych częstotliwościach, odbiegających od wartości znamionowej, bez odłączenia od sieci.
Podawane są czasy, kiedy działa instalacja OZE, i dane są parametry, w których określony jest czas, ale nie mniej niż 30 minut. Czyli inwerter, np. domowa instalacja, musi czekać minimum 30 minut na załączenie jej do sieci. A słońce świeci i szkoda tej energii, którą może wykorzystać użytkownik domowej instalacji OZE. 30 minut braku pracy instalacji OZE to jest bardzo dużo.
Narzucone przez UE celowe wstrzymanie pracy instalacji. Inwertery pracujące na sieci mogą już w ciągu sekundy załączyć się do sieci, a takie celowe przytrzymanie produkcji instalacji przez bardzo długi czas – minimum 30 minut – ogranicza wolność i prywatność użytkownika. To tak, powracając do naszego przypadku telewizora, jak sobie włączamy telewizor i chcemy obejrzeć program telewizyjny, ale operator mówi: NIE TERAZ, musisz czekać minimum 30 minut, aż ci pokażemy obraz.
5) Dyrektywa Unii Europejskiej jest również niezgodna z polską normą jakości prądu, czyli normą z 2002 roku, obecnie aktualizowaną UWAGA – w dniu 10 lipca 2025 r.
PN-EN 50160 "Parametry napięcia zasilającego w publicznych sieciach rozdzielczych"
Prosument płaci operatorowi energetycznemu fakturę, jaką otrzymał, ale wymaga, aby były spełnione parametry jakości zakupu prądu, a nie aby operator mógł dowolnie zmieniać te parametry, wyłączać domowe urządzenia domowych instalacji OZE bez powiadomienia oraz ograniczać jej pracę na gorsze, szkodliwe i niekorzystne dla użytkownika.
Wynika z tego, że prosumenci powinni zgłosić do Rzecznika Praw Obywatelskich i Trybunału Konstytucyjnego niezgodność deklaracji i certyfikacji inwerterów odnośnie Polskiej Konstytucji.
https://www.gramwzielone.pl/energia-sloneczna...i-falownikami-fotowoltaicznymi#comment-466285
Ciekawe też komentarze i dlatego.
No właśnie. Analizując wytyczne tej deklaracji, widzimy, że w wielu miejscach jest ona niezgodna z Polską Konstytucją oraz ogranicza prawa i wolność obywateli i firm, którzy używają sprzętu zgodnie z tą dyrektywą.
1) W dyrektywie podany jest obowiązek wyłączenia inwerterów (sprzętu OZE) przez osobę trzecią, czyli przez operatora, ale również może być wykorzystanie przez hakera czy obce państwo.
Paragraf 13.6 tej deklaracji mówi:
Moduł wytwarzania energii musi być wyposażony w interfejs logiczny, który umożliwi zaprzestanie generacji mocy czynnej w ciągu pięciu sekund od przyjęcia polecenia. Właściwy operator systemu ma prawo określić wymogi dla urządzeń w celu zapewnienia zdalnego sterowania obiektem.
Powyższy przepis nakazuje producentom sprzętu OZE danie możliwości w urządzeniu wyłączenia go z pracy przez osoby trzecie – operatora energetycznego, a nie tylko.
To tak jak np. możliwość wyłączenia przez operatora telewizyjnego telewizora, bo widz ogląda nie te programy, które się podobają operatorowi.
Ingerencja w wewnętrzne, domowe instalacje sprzętu stanowi naruszenie praw i wolności konstytucyjnych postumentów, czyli użytkowników instalacji OZE.
Proszę zwróć uwagę, że ten wymóg jest bardzo niebezpieczny z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i gospodarki, a nie tylko dla użytkowników instalacji OZE, gdyż taką możliwość może przejąć haker lub obce państwo.
2) Kolejnym paragrafem w tej dyrektywie Unii Europejskiej ograniczającym wolność i prawa obywateli, prosumentów, jest paragraf 13.4, czyli:
Właściwy OSP określa dopuszczalną redukcję mocy czynnej w stosunku do maksymalnej generowanej mocy przy zmniejszającej się częstotliwości w swoim obszarze regulacyjnym, przy czym określona przez właściwego OSP krzywa redukcji mocy musi się znajdować w granicach wyznaczonych pogrubionymi liniami na rys. 2:
Ten przepis oznacza, że operator energetyczny, zwany tu jako OSP, jako osoba trzecia, bez powiadomienia użytkownika domowej instalacji, prosumenta, może ograniczyć moc pracy jego instalacji OZE. W porównaniu z oglądaniem programu telewizyjnego to tak, jakby operator mógł przełączać kanał na inny niż ten, który aktualnie ogląda widz albo mocno ściemniać obraz na TV.
3) W rozporządzeniu UE został ukryty stopień ograniczenia mocy przez ustawienie tak zwanego statyzmu, który musi się mieścić w zakresie 2–12%; paragraf 13.2 punkt d.
Na pierwszy rzut oka te 2% do 12% ograniczenie wydaje się niezbyt duże, ale w deklaracji podany jest wzór matematyczny, który koniecznie musi spełniać domowe urządzenie OZE.
Bo co to jest 2%, ale po analizie wzoru okazuje się, że urządzenie musi aż do 50% zmniejszyć swoją moc pracy.
Wzór podany jest nieczytelny, tylko w jednym miejscu, ukryty na wykresie.
To jest ukryte oszustwo. Nikt nie zwraca na niego uwagi, tylko ci, co muszą się do tej dyrektywy przystosować. Patrzy się na warunki statyzmu – 2% do 12%, a nie na ten wzór.
Aż dziw, że Unia Europejska dopuszcza się takiego oszustwa i kłamie odnośnie ograniczenia mocy instalacji OZE.
4) Kolejny przypadek ograniczenia pracy instalacji OZE narzucony przez komisję UE jest podany w tabeli 2 tej deklaracji.
Czyli minimalne czasy, w których moduł wytwarzania energii musi być zdolny do pracy przy różnych częstotliwościach, odbiegających od wartości znamionowej, bez odłączenia od sieci.
Podawane są czasy, kiedy działa instalacja OZE, i dane są parametry, w których określony jest czas, ale nie mniej niż 30 minut. Czyli inwerter, np. domowa instalacja, musi czekać minimum 30 minut na załączenie jej do sieci. A słońce świeci i szkoda tej energii, którą może wykorzystać użytkownik domowej instalacji OZE. 30 minut braku pracy instalacji OZE to jest bardzo dużo.
Narzucone przez UE celowe wstrzymanie pracy instalacji. Inwertery pracujące na sieci mogą już w ciągu sekundy załączyć się do sieci, a takie celowe przytrzymanie produkcji instalacji przez bardzo długi czas – minimum 30 minut – ogranicza wolność i prywatność użytkownika. To tak, powracając do naszego przypadku telewizora, jak sobie włączamy telewizor i chcemy obejrzeć program telewizyjny, ale operator mówi: NIE TERAZ, musisz czekać minimum 30 minut, aż ci pokażemy obraz.
5) Dyrektywa Unii Europejskiej jest również niezgodna z polską normą jakości prądu, czyli normą z 2002 roku, obecnie aktualizowaną UWAGA – w dniu 10 lipca 2025 r.
PN-EN 50160 "Parametry napięcia zasilającego w publicznych sieciach rozdzielczych"
Prosument płaci operatorowi energetycznemu fakturę, jaką otrzymał, ale wymaga, aby były spełnione parametry jakości zakupu prądu, a nie aby operator mógł dowolnie zmieniać te parametry, wyłączać domowe urządzenia domowych instalacji OZE bez powiadomienia oraz ograniczać jej pracę na gorsze, szkodliwe i niekorzystne dla użytkownika.
Wynika z tego, że prosumenci powinni zgłosić do Rzecznika Praw Obywatelskich i Trybunału Konstytucyjnego niezgodność deklaracji i certyfikacji inwerterów odnośnie Polskiej Konstytucji.