Mam nadzieję, że wybaczycie mi to OT.
Po spięciu całości pierwszy test: półgodzinne grzanie podniosło temperaturę płynu (mierzoną przy wlewie- naczynie wyrównawcze) o 6°C. Naszej grzałki/rury nie da się dotknąć (ale wnioskujac z "ciszy" nie gotuje się. Akumulatorki miło szumią - napięcie 14,3V, prąd początkowy 14A, końcowy 3,5A (prostownik, jak zwykle u mnie to zasilacz AT podniesiony do 14,5V).
Auto palone było wczoraj - bez podgrzewania i dzisiaj z półgodzinnym grzaniem - różnica jest spora - tak na oko (nie mam pojecia jak to sprawdzić - ma ktoś pomysła na test?) "zaskoczyło" w czasie o połowę krótszym. Teraz czekamy na mrozik

.
Absolutnie się zgadzam, że są rozwiązania oryginalne - też zastanawiałem się nad grzaniem miski olejowej. Oczywiście pomysł instalacji grzałki wewnątrz odpadł - wizja cienkiej czarnej nitki oleju za autem powodowała bezsenność. Myślałem raczej o przylutowaniu grzałki do miski.
Natomiast świeca płomieniowa wymaga ingerencji w kolektor wlotowy, co w tym przypadku wiazałoby się z wyjęciem silnika. No i niestety, jest to instalacja elektryczno-paliwowa - i znów koszmary zwiazane z płonącym silnikiem na autobahnie.
Tutaj koszt materiałów=0 (grzałka, kable, zasilacz z odzysku), pi razy drzwi 5 roboczogodzin z przerwami na browca

.
Pozdrawiam