Wczoraj pracowałem na najgorzej zrobionej szafce sterowniczej jaką w życiu widziałem. Wyglądało jakby ktoś specjalnie sabotował, dosłownie. Nie zrobiłem zdjęcia, bo nie było sensu - z zewnątrz wyglądała okej na pierwszy rzut oka - cyrk był w połączeniach.
Szafka mała, kilka elementów - wyłączniki nadprądowe, zasilacz, rozłącznik, plc. Było w niej dosłownie wszystko źle
Usterki:
1. Oznaczniki - czasami oznaczone poprawnie, czasami nie, czasami sama gumka, czasami w ogóle goły przewód.
2. Połowa przewodów wychodziła z tulejek.
3. Kolory przewodów, przekroje, kolory-rozmiary tulejek zupełnie dowolne.
4. Zasilacz podpięty odwrotnie - tj. faza na wyjścia V+, V-.
5. Szafa zasilana była jedno fazowo, jednak rozłącznik zamontowany był 3P + czwarte pole. Nic niezwykłego, ale... Od spodu rozłącznika wszystkie L1, L2, L3 były ze soba zwarte (sic!). Przecież jakby ktoś się pomylił w fabryce i zobaczył, że z rozłącznika idą 4 przewody do korytka to od razu by podpinał pod 3f.
6. Na schemacie bezpieczniki 2A 2P, 2x 2A 1P. W szafce: 1A 2P, 2x 6A 1P i dodatkowy B20 nie wiem po co.
7. Na schemacie moduł bezpieczeństwa, w szafce w ogóle nie zamontowany.
8. Wszystkie bezpieczniki zostawione w pozycji ON.
Nawet już nie patrzyłem co wymyślił na plc tylko rozkręciłem wszystko i zacząłem zarabiać od nowa.