Kraniec_Internetów napisał:
Istnieje takie pojęcie jak "napięcie przebicia". To wartośc napięcia, która spowoduje przeskok iskry elektrycznej przez izolator o określonej grubości.
Mamy wysokie napięcie (różnicę potencjałów) oraz przebicie przez atmosferę ziemską. Wynik - piorun.
Gdyby to wszystko było takie proste... Nie wiem czy jesteś świadomy tego, że główne wyładowanie następuje
od ziemi
do chmury, czyli od dołu do góry, a nie z góry na dół. Tylko w przypadku wysokich budowli mechanizm wyładowania jest inny.
Ach, teraz pojawia się pytanie. Wysokich, czyli jakich? Ano takich na około 400 metrów i wyżej.
Mały offtop.
Zjawisk występujących przy małych prądach i napięciach elektrycznych nie można przenosić bezkrytycznie na wielkie, dodając tylko ileś tam zer do liczb. Bo to nie musi być prawdą. Tak jak mało kto wie o tym, że w liniach długich podajemy na wejście napięcie w fazie z prądem, a na końcu linii obciążonej czystą rezystancją te przebiegi się różnią, czasami znacznie. Powstaje pytanie. Jaką długość musi mieć linia, aby to zjawisko wystąpiło? Ile kilometrów? Otóż zależy, czasami setki kilometrów, czasami wystarcza kilkanaście centymetrów...
Ciekawym polecam każdą lekturę, która wiąże się z techniką wysokich napięć.