Ponieważ klimat geopolityczny i gospodarczy jest obecnie na świecie dosyć napięty, „suwerenność półprzewodnikowa” stała się gorącym tematem politycznym.
„Wydaje się, że ostatnio prawie wszyscy znają różnicę między chipsami ziemniaczanymi a chipami półprzewodnikowymi. Politycy i decydenci nagle się obudzili i zdali sobie sprawę, że półprzewodniki muszą znaleźć się w centrum ich strategii. Jednak cały ten hałas wokół półprzewodników był dla mnie prawdziwą ulgą. Ponieważ w końcu ludzie zaczynają rozumieć, na czym polega moja praca!”. Tak pisał Andrea De Luca we wprowadzeniu do jednego ze swoich artykułów branżowych. Ukazał się on już stanowczo w trakcie kryzysu niedoboru półprzewodników na rynku, a reperkusje tego problemu odbijały się na całej gospodarce. Nawet ludzie bez wcześniejszej wiedzy na temat danego przemysłu dowiadywali się o układach scalonych i o ich kluczowym znaczeniu dla współczesnego społeczeństwa. A prawie wszyscy wykorzystywali każdą możliwą okazję, aby się wypowiedzieć w tej kwestii. Układy scalone stały się naprawdę modnym wątkiem... Rok później nadal ma to miejsce. To dlatego, że wciąż jesteśmy pogrążeni w kryzysie podaży i radzimy sobie z jego ekonomicznymi konsekwencjami, nie mając pojęcia, kiedy i jak się to skończy. A ponieważ klimat geopolityczny i gospodarczy jest coraz bardziej napięty, zagadnienie: „suwerenności półprzewodnikowej” to gorący przypadek.
„Niedawno rozmawiałem ze znajomym we Włoszech, który powiedział mi, że zamówił samochód tylko po to, by dowiedzieć się, że ze względu na brak chipów czas oczekiwania na realizację zajmie cztery miesiące — i może potrwać dłużej, jeśli dostawa układów scalonych nie dotrze w określonym periodzie” — pisze obecnie De Luca. „Nie rozumiał, jak to jest możliwe, skoro tak dużo pieniędzy zostało wpompowanych w gospodarkę dzięki ustawie o chipach w USA”. Ta konsternacja szokuje w zasadzie na dwóch poziomach. Po pierwsze, zaskakującym może być to, że osoby spoza branży półprzewodnikowej wiedzą o Chips Act w USA. Druga, bardziej zastanawiająca kwestia, to to, że wydawało mu się, że interwencja rządu może rozwiązać krótkoterminowe problemy związane z brakiem układów scalonych. Naiwna odpowiedź brzmi: „Oczywiście. Dlaczego inaczej mieliby się zaangażować?”. Jednak najbardziej zainteresowani zdają sobie sprawę, że ta kwestia nie jest tak prosta do rozstrzygnięcia.
Wszyscy wiedzą, że Stany Zjednoczone, UE, Chiny i inni wielcy gracze półprzewodnikowi na świecie chcą osiągnąć suwerenność w dziedzinie półprzewodników, aby w końcu móc wytwarzać wszystkie chipy, których znalezienie było prawie niemożliwe od ponad roku, u siebie. I tak właśnie może postrzegać sytuację przeciętny człowiek. Problem polega na tym, że większość ludzi prawie nie ma pojęcia, co pociągnie za sobą produkowanie wszystkich układów scalonych w obrębie własnych granic. Budowa fabryk urządzeń półprzewodnikowych, linii do pakowania ich do obudów, infrastruktury testowej... To zajmuje dużo czasu. Potrzeba go, aby wyposażyć je w odpowiedni sprzęt, a jeszcze więcej, aby obsadzić je ludźmi o odpowiednich umiejętnościach i kwalifikacjach, aby je uruchomić. To wieloletnia, długofalowa inwestycja.
Oczywiście rządy mogą pokładać środki finansowe w długoterminowe obszary strategiczne. To, co nie jest w porządku, to przedstawianie opinii publicznej niewłaściwych oczekiwań, uzasadnień i kontekstu dla danego wkładu. A jednak zbyt często przekaz, który jest prezentowany w celu zbudowania argumentu politycznego, jest taki, że chodzi o to, by jeden naród przejął inicjatywę w rozwiązaniu kryzysu. Człowieka, który czeka na swój samochód nie obchodzi, gdzie produkowane są układy scalone, ani kto je wytwarza. Jest jak każdy, kto chce kupić nową maszynę, najnowszy telefon czy potrzebuje najlepszy sprzęt medyczny. Pragnie po prostu wybrać to, czego chce lub potrzebuje i dostać to szybko za niewygórowaną cenę.
Z drugiej strony, patrząc na to z perspektywy inżynierskiej, wiadomo, że świat stoi przed ogromnymi wyzwaniami związanymi ze zrównoważonym rozwojem, a dążenie do zerowej emisji netto będzie motorem znaczących innowacji w XXI wieku. Jednak jak niedawno powiedział jeden z inżynierów sprzętowych jako ktoś, kto bezpośrednio odczuwa kryzys skorelowany z niedoborem elementów — brak komponentów poważnie ogranicza kreatywność. Inżynierowie chcą wprowadzać innowacje, tworzyć przełomowe technologie i widzieć, jak ich pomysły przynoszą korzyści społeczeństwu. I podobnie jak osoby kupujące nowe samochody, nie obchodzi ich, gdzie produkowane są ich układy scalone, kto je wytwarza i do czego jeszcze można je wykorzystać, o ile mogą zrobić to, czego potrzebują, przy akceptowalnych kosztach.
Jakie są zatem potrzeby klienta?
To jest pytanie, które rozpoczyna wszystkie działania związane z rozwojem nowych produktów i warto przyjąć podobne podejście do rozwiązania problemu niedoboru chipów. Opinia publiczna i społeczność inżynierów chcą, aby układy scalone były ponownie dostępne szybko i w rozsądnych cenach. Jednak, jak można to osiągnąć i jakie kroki należy podjąć, aby ponownie nie znaleźć się w takiej sytuacji jak obecnie? Odpowiedzią jest współpraca — i to długoterminowa, bez granic — oraz stawianie klientów, a nie polityków, w centrum wszystkiego. A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii?
Źródło: https://www.eetimes.eu/is-semiconductor-sovereignty-really-what-we-need/
„Wydaje się, że ostatnio prawie wszyscy znają różnicę między chipsami ziemniaczanymi a chipami półprzewodnikowymi. Politycy i decydenci nagle się obudzili i zdali sobie sprawę, że półprzewodniki muszą znaleźć się w centrum ich strategii. Jednak cały ten hałas wokół półprzewodników był dla mnie prawdziwą ulgą. Ponieważ w końcu ludzie zaczynają rozumieć, na czym polega moja praca!”. Tak pisał Andrea De Luca we wprowadzeniu do jednego ze swoich artykułów branżowych. Ukazał się on już stanowczo w trakcie kryzysu niedoboru półprzewodników na rynku, a reperkusje tego problemu odbijały się na całej gospodarce. Nawet ludzie bez wcześniejszej wiedzy na temat danego przemysłu dowiadywali się o układach scalonych i o ich kluczowym znaczeniu dla współczesnego społeczeństwa. A prawie wszyscy wykorzystywali każdą możliwą okazję, aby się wypowiedzieć w tej kwestii. Układy scalone stały się naprawdę modnym wątkiem... Rok później nadal ma to miejsce. To dlatego, że wciąż jesteśmy pogrążeni w kryzysie podaży i radzimy sobie z jego ekonomicznymi konsekwencjami, nie mając pojęcia, kiedy i jak się to skończy. A ponieważ klimat geopolityczny i gospodarczy jest coraz bardziej napięty, zagadnienie: „suwerenności półprzewodnikowej” to gorący przypadek.
„Niedawno rozmawiałem ze znajomym we Włoszech, który powiedział mi, że zamówił samochód tylko po to, by dowiedzieć się, że ze względu na brak chipów czas oczekiwania na realizację zajmie cztery miesiące — i może potrwać dłużej, jeśli dostawa układów scalonych nie dotrze w określonym periodzie” — pisze obecnie De Luca. „Nie rozumiał, jak to jest możliwe, skoro tak dużo pieniędzy zostało wpompowanych w gospodarkę dzięki ustawie o chipach w USA”. Ta konsternacja szokuje w zasadzie na dwóch poziomach. Po pierwsze, zaskakującym może być to, że osoby spoza branży półprzewodnikowej wiedzą o Chips Act w USA. Druga, bardziej zastanawiająca kwestia, to to, że wydawało mu się, że interwencja rządu może rozwiązać krótkoterminowe problemy związane z brakiem układów scalonych. Naiwna odpowiedź brzmi: „Oczywiście. Dlaczego inaczej mieliby się zaangażować?”. Jednak najbardziej zainteresowani zdają sobie sprawę, że ta kwestia nie jest tak prosta do rozstrzygnięcia.
Wszyscy wiedzą, że Stany Zjednoczone, UE, Chiny i inni wielcy gracze półprzewodnikowi na świecie chcą osiągnąć suwerenność w dziedzinie półprzewodników, aby w końcu móc wytwarzać wszystkie chipy, których znalezienie było prawie niemożliwe od ponad roku, u siebie. I tak właśnie może postrzegać sytuację przeciętny człowiek. Problem polega na tym, że większość ludzi prawie nie ma pojęcia, co pociągnie za sobą produkowanie wszystkich układów scalonych w obrębie własnych granic. Budowa fabryk urządzeń półprzewodnikowych, linii do pakowania ich do obudów, infrastruktury testowej... To zajmuje dużo czasu. Potrzeba go, aby wyposażyć je w odpowiedni sprzęt, a jeszcze więcej, aby obsadzić je ludźmi o odpowiednich umiejętnościach i kwalifikacjach, aby je uruchomić. To wieloletnia, długofalowa inwestycja.
Oczywiście rządy mogą pokładać środki finansowe w długoterminowe obszary strategiczne. To, co nie jest w porządku, to przedstawianie opinii publicznej niewłaściwych oczekiwań, uzasadnień i kontekstu dla danego wkładu. A jednak zbyt często przekaz, który jest prezentowany w celu zbudowania argumentu politycznego, jest taki, że chodzi o to, by jeden naród przejął inicjatywę w rozwiązaniu kryzysu. Człowieka, który czeka na swój samochód nie obchodzi, gdzie produkowane są układy scalone, ani kto je wytwarza. Jest jak każdy, kto chce kupić nową maszynę, najnowszy telefon czy potrzebuje najlepszy sprzęt medyczny. Pragnie po prostu wybrać to, czego chce lub potrzebuje i dostać to szybko za niewygórowaną cenę.
Z drugiej strony, patrząc na to z perspektywy inżynierskiej, wiadomo, że świat stoi przed ogromnymi wyzwaniami związanymi ze zrównoważonym rozwojem, a dążenie do zerowej emisji netto będzie motorem znaczących innowacji w XXI wieku. Jednak jak niedawno powiedział jeden z inżynierów sprzętowych jako ktoś, kto bezpośrednio odczuwa kryzys skorelowany z niedoborem elementów — brak komponentów poważnie ogranicza kreatywność. Inżynierowie chcą wprowadzać innowacje, tworzyć przełomowe technologie i widzieć, jak ich pomysły przynoszą korzyści społeczeństwu. I podobnie jak osoby kupujące nowe samochody, nie obchodzi ich, gdzie produkowane są ich układy scalone, kto je wytwarza i do czego jeszcze można je wykorzystać, o ile mogą zrobić to, czego potrzebują, przy akceptowalnych kosztach.
Jakie są zatem potrzeby klienta?
To jest pytanie, które rozpoczyna wszystkie działania związane z rozwojem nowych produktów i warto przyjąć podobne podejście do rozwiązania problemu niedoboru chipów. Opinia publiczna i społeczność inżynierów chcą, aby układy scalone były ponownie dostępne szybko i w rozsądnych cenach. Jednak, jak można to osiągnąć i jakie kroki należy podjąć, aby ponownie nie znaleźć się w takiej sytuacji jak obecnie? Odpowiedzią jest współpraca — i to długoterminowa, bez granic — oraz stawianie klientów, a nie polityków, w centrum wszystkiego. A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii?
Źródło: https://www.eetimes.eu/is-semiconductor-sovereignty-really-what-we-need/
Fajne? Ranking DIY