Dziś zaglądamy do wnętrza Trix Broken Swing - klasycznego, dyskotekowego efektu świetlnego, z którym wielu z nas mogło bawić się lata temu w klubach. Tabliczka znamionowa od razu zdradza nam kilka ciekawostek - sprzęt wyprodukowano na Słowacji, choć importowany był on przez polską firmę Strong z Końskiego.
Opisy programów wskazują na obecność dwóch silników odpowiedzialnych za ruch lub animację światła. Co ciekawe, nie ma tu jeszcze protokołu DMX - wejście to analogowy sygnał napięciowy 0-10V podawany przez złącze Jack. To bardzo popularne rozwiązanie w tamtych czasach, zanim cyfrowy standard zdominował rynek.
Urządzenie z pewnością swoje w życiu przeszło, ale 320 W pobieranej mocy i solidne 11 kilogramów masy własnej wciąż brzmią dumnie. Zobaczmy zatem, jakich podzespołów użyto do budowy tego pancernego klasyka.
Na obudowie mamy wymowną polskojęzyczną naklejkę ostrzegającą o tym, że przy wymianie żarówki należy odłączyć zasilanie, a samo szkło nie może być dotykane gołymi palcami. Jak słusznie zauważono, pozostawiony na bańce tłuszcz w połączeniu z ogromną temperaturą grozi jej wybuchem, więc trzeba uważać na oczy.
Z przodu mamy charakterystyczny dla tego modelu, układ skośnych luster oraz centralny, obracający się pryzmat z filtrami dichroicznymi. To właśnie ten zespół odpowiada za rozszczepianie i wprawianie w ruch głównej wiązki światła, co dało urządzeniu nazwę (broken swing). Jak widać, w moim egzemplarzu jedno z luster jest pęknięte, co nadaje tej nazwie bardzo ironicznego, dosłownego znaczenia.
Zajrzyjmy do środka - wystarczy zdjąć pokrywę:
Po zdemontowaniu blachy wita nas bardzo przejrzyste wnętrze zbudowane wewnątrz aluminiowego profilu. Z lewej strony zamontowano solidny wentylator chłodzący marki Sunon oraz główną płytkę drukowaną z elektroniką i mikroprocesorem. Pośrodku widać jeden z silników krokowych napędzających wewnętrzną tarczę z przesłonami. Z prawej strony, na samym końcu, znajduje się ceramiczna oprawka pod prądożerną żarówkę halogenową 24V 250W wraz z odbłyśnikiem. Potężny transformator niezbędny do zasilenia tego zestawu ukryty jest pod spodem.
Na płytce widać m.in. mikrokontroler z naklejką kryjącą właściwe oznaczenia (pewnie jakiś klasyk z wgranym oprogramowaniem), poczwórny wzmacniacz operacyjny LM324N (zapewne do toru audio wbudowanego mikrofonu) oraz dwa znane i lubiane sterowniki silników L293D. Z kolei widoczny obok silnik krokowy to model KP4M2-203 o skoku 1.8 stopnia, produkcji indyjskiej firmy Tandon Motors.
Tajemnica 11 kilogramów masy urządzenia została rozwiązana - tuż pod płytką główną ukrywa się gigantyczny, klasyczny transformator rdzeniowy, którego głównym zadaniem jest wykarmić prądożerną żarówkę. Na kolejnym ujęciu doskonale widać natomiast drugi z silników krokowych wraz z zamontowaną, wyprofilowaną tarczą przesłony oraz samą ceramiczną oprawkę.
Na koniec tabelka z dokumentacji:
Ta żywotność źródła światła - 50-300 godzin - bardzo mnie zaskoczyła.
Podsumowując, mamy tu transformator, troszkę elektroniki, halogen i dwa silniki krokowe, a wszystko to w sprytny sposób spakowane do pancernego, aluminiowego profilu. Prosta, w pełni naprawialna i moim zdaniem też dość urokliwa konstrukcja z końcówki ubiegłego wieku.
Czy spotkaliście się z tego typu urządzeniami, a może nawet je serwisowaliście? Co najczęściej się w nich psuło? Oprócz tych żarówek...
Fajne? Ranking DIY Pomogłem? Kup mi kawę.