@Ktoś_tam już kiedyś o tym pisałem- w mojej mieścinie, gdzie zarobki przeciętnie są sporo poniżej średniej, zapotrzebowanie na elektryków-instalatorów jest na tyle duże, że kilka znajomych mi firm jest obłożona robotą na co najmniej rok do przodu, a jeszcze jest sporo speców pracujących na etacie a dłubiących "po godzinach", choćby niektórzy moi serwisanci-suwnicowcy. Są dobrzy w fachu, robią porządnie itd. W ich kasę nie wnikam. Nie wiem, jak jest w większych miastach, przypuszczam, że nie gorzej z robotą.
Od kilku lat szukam jednego-dwóch elektrotechników/elektroników/automatyków co najmniej po technikum, do wdrożenia na projektantów instalacji urządzeń dźwignicowych (suwnice, żurawie itd.). Praca stricte biurowa, czasem pasuje pojechać w teren, ale rzadko.
Mnie zostało kilka lat do emerytury, jak odejdę, zostanie jeden projektant na całą firmę, który wspomagał mnie przez dziesięć lat aż się w pełni usamodzielnił. A dwóch projektantów-elektryków, obrabiających ponad 500-600 maszyn rocznie to trochę mało... A przecież jeszcze dochodzi serwis, nadzór nad zaopatrzeniem (kolega) czy modernizacje, energetyka wewnętrzna firmy (ja). Nie zarabiamy milionów, ale średnią krajową na pewno.
I jak myślisz, ilu chętnych, a jak już chętny się trafi, to co on sobą reprezentuje poza biegłą obsługą smartfona, fb? Jak myślisz, jakie chęci odnośnie szkolenia w zakresie falowników, automatyki, zasad projektowania, nauki oprogramowania w tym ERP firmowego? A gdzie masa norm, przy których budowlanka i ogólne bezpieczeństwa to pikuś, bo dochodzą też dyrektywy maszynowa i niskonapięciowa plus stowarzyszone, UDT, górnicze, Atex, DNV, UL? Mam tym zawalone pół szafy, jedyny plus, że jak mi jakaś potrzebna, to konto w sklepie PKN cały czas czynne bez ograniczeń, bo mam takie prawo od pracodawcy, a on mi kasy na to nie żałuje (stąd moje nieraz upierdliwe podejście do "speców" sypiących numerami artykułów, paragrafami, na zasadzie "co to ja k..a nie jestem a wy se kupcie i poczytajcie")
Na to, by być prawdziwych fachowcem, trzeba lat... I chęci. A pokoleniu "Z" marzy się wyłącznie kasa bez zobowiązań.
Tak czy inaczej- amator wyszkolony w necie, jak się przyłoży, to robotę zrobi porządnie, a nie wmówisz mi, że domowa instalacja jest nadzwyczaj skomplikowana, bo to jedna z najprostszych dziedzin w elektrotechnice- dawniej elektroinstalatorzy mieli pełne prawo wykonywania zawodu po dwóch-trzech latach zawodówki, a nawet po przyuczeniu do zawodu plus praktyka po budowach. Projektowanie instalacji domowych to już nieco inna bajka, choć to też nie "komnata tajemnic"
I jeszcze inna rzecz- żaden amator nie dorówna fachowcowi na dłuższą metę, i jak spieprzy raz robotę, to go zaboli, ale fachowiec da radę po nim poprawić/posprzątać, bo jest fachowcem...
Ale- jak ten amator naprawdę zapragnie zostać fachowcem, to się przyłoży do nauki i fachowcem zostanie. Bywa też, że ktoś kreujący się na fachowca, pozostanie w tyle, bo przestanie się rozwijać, dokształcać, i zostanie najwyżej wiejskim "elektrykorzem" z probówką w postaci dwóch żarówek szeregowo połączonych...
V.