ArturAVS napisał: Zastanawia mnie jednak, dlaczego nikt jeszcze nie wpadł na pomysł kontrolek aktywowanych przyciskiem/włącznikiem? W dobie ogólnie rozumianej oszczędności, takie świecące non-stop kontrolki pobierają jednak jakąś energię mającą swe odzwierciedlenie na rachunku.
Moim zdaniem powodem są koszty produkcji i opłacalność. Zużycie energii przez trzy ledwie świecące diody to jest ułamek wata i w 99% przypadków co najwyżej promil w stosunku do całkowitego zużycia energii elektrycznej, więc koszt pomijalnie mały. A nawet, gdyby się uprzeć, podnosząc argument, że dana nieruchomość jest użytkowana sezonowo, to poza sezonem można wyłączać jakikolwiek aparat poprzedzający te lampki (rozłącznik izolacyjny, wyłącznik nadprądowy, różnicówka). A jeszcze lepiej, wyłączać bezpiecznik przedlicznikowy, bo sam licznik energii też zużywa mikroskopijne ilości na funkcjonowanie siebie.
Dokładnie z tego samego powodu, wszystkie elektroniczne liczniki energii wyświetlają zużycie i inne informacje cały czas, a nie na wciśnięcie przycisku, który włączałby zasilanie wyświetlacza i diody błyskającej w miarę naliczania energii (ileś tam błysków to 1kWh).
TechEkspert napisał: Zabezpieczanie lampek często było pomijane, gdyż nie było miejsca w rozdzielnicy, moim zdaniem to spory błąd. Pamiętam jeszcze lampki z neonówkami i często jedna lampka zajmowała jedno pole, więc same lampki zajmowały 3 pola do tego jeszcze zabezpieczenie.
Z jednej strony, jeżeli w określonych warunkach (na przykład znamionowy prąd bezpiecznika większy niż 16A) producent zaleca zastosowanie dodatkowego zabezpieczenia, to tak trzeba zrobić i nie ma co dyskutować. Z drugiej strony, chętnie poznam sens tego dodatkowego zabezpieczenia. Załóżmy, że jest bezpiecznik 25A, wszystkie przewody są przygotowane na takie obciążenie (przekrój minimum 4mm2). W takim razie lampka jest najsłabszym ogniwem, bo nie wytrzyma 25A w razie zwarcia, W takim razie, jeżeli teoretycznie w lampce nastąpi zwarcie z powodu usterki (w praktyce to jest tak proste urządzenie, że nie ma co się psuć), to nawet, jeżeli bezpiecznik wytrzyma to zwarcie, to jedyna szkoda, to spalenie wnętrzności lampki, nic więcej, bo przewody, którymi jest podłączona do instalacji, jak i cała instalacja (przynajmniej w części poprzedzającej bezpieczniki 10A i 16A) jest obliczona na obciążenie nieco ponad 25A. Czy ja o czymś nie wiem? Chętnie się dowiem. Zasada działania identyczna, jak w każdym innym przypadku. Jeżeli bezpiecznik jest prawidłowo dobrany, to on jest najsłabszym ogniwem przy zwarciu i taka jest jego rola, a jeżeli bezpiecznik jest za duży lub watowany, to najsłabsze ogniwo w instalacji jest w innym miejscu i nie wiadomo, co i gdzie się spali w razie zwarcia. A niezabezpieczona lampka będzie właśnie tym najsłabszym ogniwem, a ona i tak będzie do wyrzucenia, czy to z powodu usterki powodującej zwarcie, czy to zniszczenia spowodowanego przez zwarcie w wyniku usterki.