Może byśmy napisali coś każdy pół żartem, pół serio na temat swoich ciekawych przygód przy montażu, trochę się pośmiejemy, a jednocześnie może to być jakaś nauka dla innych na przyszłość.
Zacznę pierwszy od swojej pierwszej i największej wpadki życia.
W 1991 roku, gdy jeszcze pracowałem i zdobywałem wiedzę, podjechał gość i zostawił audi80 coupe na montaż takiego pseudoimmobilisera.
My panika, bo chyba teraz szybciej założyłbym immobiliser w myśliwcu F-16, niż wtedy w tym audi
. Po jakichś paru godzinach walki, już wieczorem oddajemy auto, facet wsiada,wszystko gada jak ta lala, odpala piękne audi, wrzuca wsteczny,skręca koła.....i auto gaśnie.
Ale nie, to nie była funkcja antyporwaniowa, to wiązka immobilisera okręciła się dookoła drążka kierownicy i pięknię się porozrywała, gość spokojnie wysiadł, dał nam kluczyki i powiedział, że w sumie to potrzebuje auto na rano....po czym poszedł na taksówkę. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy mało nie padłem trupem ze wstydu i strachu co się stało.
Zacznę pierwszy od swojej pierwszej i największej wpadki życia.
W 1991 roku, gdy jeszcze pracowałem i zdobywałem wiedzę, podjechał gość i zostawił audi80 coupe na montaż takiego pseudoimmobilisera.
My panika, bo chyba teraz szybciej założyłbym immobiliser w myśliwcu F-16, niż wtedy w tym audi
Ale nie, to nie była funkcja antyporwaniowa, to wiązka immobilisera okręciła się dookoła drążka kierownicy i pięknię się porozrywała, gość spokojnie wysiadł, dał nam kluczyki i powiedział, że w sumie to potrzebuje auto na rano....po czym poszedł na taksówkę. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy mało nie padłem trupem ze wstydu i strachu co się stało.


a tu zonk.Z szyby zrobiła się pajęczyna 