Jak zwykle u mnie, wzmak ten powstał "o tak o" bez powodu z nudów. Zachorowało mi się. W poniedziałek dostałem zwolnienie lekarskie do końca tygodnia z poleceniem leżenia w łóżku na antybiotykach... Cały tydzień nudów się zapowiadał... Ludzie którzy mnie znają, wiedzą że jestem typem chomika zbierającego wszystko co tylko wpadnie w łapy, choćby nie wiem jak było w danej chwili niepotrzebne. Następnego dnia rano, otwieram oko, patrzę z łóżka po pokoju... Wzrok mój utkwił na fragmencie jakiejś czarnej skrzynki wystającej z pod góry rupieci. Szybkie szperanie w dziurawej pamięci... Tak, to obudowa po jakimś wzmaku którą dostałem od kumpla jakiś czas temu.
Otwieram drugie oko, zerkam na starego wmaka.
Dobra, robimy wzmaka...
W obudowie był zamocowany 110W transformator, ładny, ekranowany 2x22V. W szufladzie leżało 6 firmowych kondów elna 4700/50 (dawno temu kupiłem je okazyjnie po 1zł/szt). Obok nich leżał wskaźnik wysterowania na A277D (Jakiś rok/dwa temu zrobiłem go sobie na warsztatach - również "o tak o", od tamtej pory leżał w szufladzie). Po usunięciu ostatniej diody pasował prawie idealnie w jeden z pustych otworów. Potencjometr od głośności oraz selektor wejść był oryginalnie w obudowie - więc go zachowałem. Radiatory daaaawno daaaawno temu kupiłem za 10zł na złomie, można ich nie liczyć w kosztorys, bo były w między czasie w ze 3 różnych urządzeniach, podobnie z resztą jak kondy filtrujące). Jak nietrudno się domyśleć - korektora nie ma. Ale COŚ trzeba zrobić z 3 otworami! Na zdjęciach jest tylko gałka treble. Służy ona do regulacji czułości wskaźnika
Wzmacniacz jest właściwie tak "zwykły", że sam nie wiem od czego zacząć. Najpierw przygotowałem selektor i regulację głośności do potrzeb tego projektu. Polegało to praktycznie tylko na uzupełnieniu brakującej taśmy i połączeniu wyjścia selektora z wejściem potencjometru, gdzie wcześniej był korektor, oraz popsikaniu kontaktem do potka.
Później przygotowałem wskaźnik (końcówki zostawiłem sobie na "deser", bo i tak zbyt źle się czułem żeby iść do sklepu, najpierw robiłem z tego co mam). Chodzi od w trybie "wędrującego punktu", a nie linijki. Wskaźnik okazał się dość wybredny jeśli chodzi o sygnał, dlatego steruje nim wzmak na UL1481 (Sam nie pamiętam kiedy go zrobiłem, chyba jeszcze koło gimnazjum) - na wskaźniku i tak nie zobaczę szumów i zniekształceń. Sygnały na wejście wzmaka są podawany przez 2 oporniki 100k sumujące je, oraz potencjometr (patrz: obudowa => treble) regulujący czułość. Wzmak prowizorycznie obciążony 100Ω, żeby kond obcinający nie ładował się w jedną stronę (wejście wskaźnika ma diodę prostującą sygnał). Przy tym obciążeniu nie wymaga radiatora. Ale czymś trzeba go było zasilać, a nie widziałem nigdzie napięcia chętnego do współpracy
Poza tym, takie rozwiązanie załatwiało też inny problem - zamocowanie go w obudowie. Wyjście 10V podane jest na podwajacz, co daje mi 2x12V. Jedno idzie do wskaźnika, ogólnie symetryk posłuży do zasilania przedwzmacniacza do suba, przy tym obciążeniu nie ma potrzeby szukać trafa o symetrycznym wyjściu.
Zasilacz samego wzmaka umieszczony jest na "stelażu" i wciśnięty między trafo a panel. Stelaż z polutowanego laminatu, daje mi dużo miejsca na środku, dla samych końcówek.
Przyszedł czas na końcówki. Już miałem robić "jakiś tam" wzmacniacz, ale przypomniałem sobie o scalaku LM3886. Słyszałem go kiedyś, brzmienie powala na kolana jakiegoś tam TaDkA, ale jest drogi. 25zł/szt. Ale, jakoś tak wyszło (może to przez gorączkę???), że nie chciałem znów przekatowanej konstrukcji (początkowo myślałem o perunie, ale... uruchomiłem ich już z 6-7, znam to na pamięć, nuda). Chce mieć w domu wzmaka innego niż zazwyczaj, nawet gdyby miał grać źle. Najwyżej sprzedam i zrobię nowego. Czasem należy się jakieś urozmaicenie, no nie??? Wielu ludzi nazywa takie wzmacniacze Gainclonami. Zapewne nie jest to tak kolorowo, że wszystko co na LM to Gainclon, dlatego nie piszę tego w tytule "dla świętego spokoju" (?). Szarpnę się na stwierdzenie, że niektórzy zaliczają tą kość do audiofilskiego sprzętu
Ostatecznie płytka wyszła całkiem dobrze, poza jednym błędem w postaci "zlanych" 2 ścieżek (wyjście z zasilaniem, czy tam z masą), który powstał z powodu nieudanego wydruku (miałem ochotę wywalić drukarkę za okno
, jakiś TDA już dawno poszedłby z dymem. Jakoś tak mi się nudziło, że końcówki zawisły w połowie wysokości obudowy, również na stelażu z polutowanego laminatu zamiast "na chama" na dnie, poprawia to wentylacje. Akurat radiatory wypadły nad otworami wentylacyjnymi na dnie obudowy, góra obudowy jest cała w otworach.
Kable głośnikowe nie kosztowały 1kzł/m więc zapewne mnie zaraz jakiś audiofil zjedzie za "zwykłe" głośnikowe kable, ale średnio się tym przejmuje. I tak dziwne że dałem głośnikowe, zwykle daje takie normalne z elektrycznego.
Reszta zdjęć:
Muszę coś jeszcze wymyślić w miejsce włącznika, nie chce klawisza, coś się pobawię, może zrobię z drewna nakładkę. Gałki będą wszystkie 3 i nie będzie widać tych dziur, więc proszę się od razu nie bulwersować
Teraz trochę z innej paczki. Zapewne każdy umiejący dodawać, zauważył że 110W trafo jest trochę małe dla 2 kostek po 65W. Wytłumaczę tą kwestię od razu, bo już wręcz widzę treść pierwszych 10 postów. 1 - po kiego grzyba mi 2x65W??? Do niczego mi to nie jest potrzebne, gdy i tak będę słuchał nie przekraczając 15W (15W już starczy żeby zirytować drażliwych sąsiadów). Dlatego zasilanie nie wynosi tyle co granice wytrzymałości scalaka, tylko 2x30V (na jałowym). Jak wiadomo, wartość skuteczna przeciętnego sygnału audio jest dużo niższa niż sin 1kHz, dla którego mierzone są moce. Poza tym, sygnał audio ma raczej charakter impulsowy tj. gra sobie cicho, z chwilowymi wybiciami. Dlatego właśnie wpakowałem wszystkie 6 kondów które miałem, robiąc baterię o łącznej pojemności 14100µF/stronę. Trafo daje stale tyle mocy ile może, a w czasie impulsów wzmak ciągnie bardziej z kondów, jak z trafa, innymi słowy "nadrabia" niedobory trafa. Moc ciągła tego wzmaka zapewne nie przekroczy 25-30W/kanał, mimo że przy muzyce gra jak typowy wzmacniacz 40W. (Jak będę miał chwilę, to zmierzę moc oscylem) To i tak stanowczo przewyższa moje potrzeby "mocowe", więc nie mam się czym przejmować. Jeżeli jakimś cudem poczuję kiedyś niedosyt mocy - wymienię trafo. Niby mam trafo 220W 2x25V, ale to jest ekranowane i ładnie pasowało w swoją oryginalną obudowę, a i tak nie wykorzystuję go w pełni. Mocniejsze może mi się kiedy indziej przydać. No może "ciut" przesadziłem z tymi kondami - przyznaję się, ale i tak nie żałuję.
Kosztorys:
Scalaki => 2x25zł
Kable => 4zł
Trochę "drobnicy" której nie miałem => 5zł
Razem => 59zł
Przewidywane koszta dokończenia:
Potek od balansu => 5zł
NE5532 => 1zł
Coś o czym zapomniałem napisać lub jeszcze nie wpadłem na to 5zł
Ogółem mówiąc konstrukcja, mimo że nie gotowa w 100%, wyceniona jest na ok. 70zł.
Fajne? Ranking DIY