>>21313581
Ja też chcę wierzyć, że to jest jakiś trolling a nie prawdziwa sytuacja... Bo jeżeli to jest prawdziwa sytuacja to autor tematu jest wręcz książkowym przykładem popełnienia absolutnie wszystkich możliwych błędów jakie tylko się da popełnić...
Ułóżmy to chronologicznie.
1. Autor chce zakupić pojazd - robi sobie rozeznanie po lokalnym "rynku" po czym typuje pojazd warty oględzin. Udaje się do handlarza na w/w oględziny, jazdę próbną i ewentualne dokonanie zakupu.
W mniemaniu autora "ma wiedzę" na temat samochodów. W mniemaniu handlarza ten zapewne złapał jelenia na popchnięcie tzw. "wrosta" z podwórka, który zajmuje miejsce.
Wg. handlarza auto jest "igła po starszym małżeństwie" i tutaj zapalić się powinna pierwsza czerwona lampka. Wiek auta, przebieg i taka bajera o "igiełce po dziadku" to jest pierwszy no wręcz krzyk, że coś tu jest nie tak. Do tego w tej igiełce zgrzyta trójka, trzeba wymienić amortyzatory z tyłu, amortyzator napinacza, jest uszkodzona chłodnica, wisi podsufitka i wygląda w środku jak jedno wielkie nieszczęście.
Następnie "inspekcja" pojazdu na stacji - zapewne lokalnej i zaprzyjaźnionej z handlarzem stacji, gdzie "nic nie wyszło"... no diagnosta zapewne na ścieżce testowej nie zauważył przypadkiem ubitych amorków z tyłu... Lampka numer dwa się powinna zaświecić. Następnie dochodzi do zakupu i przemiły pan handlarz zbija cenę z 5900 na 4500. TRZECIA czerwona lampka.
25% ceny zbite bez problemu u HANDLARZA? To moje pytanie w tym miejscu jest - za ile tego trupa handlarz kupił i nadal mu się opłacało je sprzedać?
2. Szczęśliwy autor zakupił auto, zrobił nim około 100km po czym wstawia pojazd na warsztat na usunięcie wymienionych usterek:
- sprzęgło (bez związku z silnikiem)
- układ chłodzenia pojazdu w postaci podciekającej chłodnicy (bez związku z silnikiem - w szczególności, że autor nie stwierdził szybkiego ubywania płynu, a przynajmniej tak wynika z jego słów).
- amortyzator napinacza - nie znam dokładnie budowy 1.9TDi ale jeżeli to jest typowy pasek osprzętu, który napędza tylko alternator to także bez związku z silnikiem.
- naprawa problemu z czujnikiem temp. także brak bezpośredniego związku z samym silnikiem.
- o amortyzatorach nie będę wspominał bo jak ktoś to połączy z awarią silnika to jest co najmniej szalony.
3. Mechanicy przyjęli pojazd, zrobili co mieli zrobić, przeprowadzili jazdę próbną i pech chciał, że piec dokonał żywota. I teraz autor tematu... chce się sądzić z warsztatem bo w jego "fachowej" opinii to warsztat zawinił? Eliminując usterki nie związane bezpośrednio z silnikiem?
Nie chcę być kąśliwy czy coś, ale mechanicy tu są absolutnie niewinni bo po prostu eliminowali usterki zgłoszone przez właściciela, których nijak nie da się połączyć z wypaleniem tłoka czy tam uszczerbieniem. No sorry - ten temat tutaj jest nie do wygrania. I żaden rzeczoznawca nie pomoże bo nie ma się tutaj nawet punktu zaczepnego sugerującego, że warsztat mógł coś źle zrobić... a trudno jest wygrać sprawę, kiedy argumentacja jest na poziomie "wymienili amortyzatory a silnik wybuchł".
Do tego łączenie drobnego wycieku chłodziwa nie spowoduje tego typu usterki - zresztą ktoś w wątku już też zwrócił na to uwagę i mechanik na warsztacie wykonując oględziny chłodnicy pod maską MUSIAŁ spojrzeć na zbiornik wyrównawczy i poziom cieczy w tymże. Tym bardziej taka osoba z doświadczeniem no chyba raczej wie co robi i nie robiłaby jazdy próbnej widząc, że płyn ucieka z układu ciurkiem.
Ponad to jakiś absurdalny temat z zakresami obrotów? Nie wiem co to miałoby mieć do rzeczy no ale pewnie każdy mechanik po naprawie dosłownie marzy o skatowaniu 20 letniej skody na drodze, żeby zobaczyć "jak to idzie" pod czerwone pole... no bezsens kompletny.
No i jesteśmy w miejscu w którym jesteśmy.
No i teraz szereg dziwactw jakie tu wystąpiły:
- U handlarzy NIE ISTNIEJĄ igiełki. Zważywszy na to, że średnia wieku samochodu w PL oscyluje w granicy 16 lat i średnio 50% samochodów miało "przygodę" w swoim życiu to po prostu takie auta są niezwykłą rzadkością.
- Bajka o "starszym małżeństwie" to jest już taki klasyk, że nie spodziewałbym się, że jeszcze ktoś się złapie na taką baśń z ust handlarza... i są ku temu 2 powody. Pierwszy jest taki, że handlarz to też człowiek z siatką znajomości - jak mu się trafi autentycznie tania okazja "po dziadku/babci" w tym realnym "igła stanie" to takie auto rzadko trafia na ogłoszenie - w znamienitej większości przypadków szybko się rozchodzi po znajomych, którzy szukają akurat jakiegoś taniego dupowozu w dobrej kondycji. Drugi powód to jest taki, że paradoksalnie auto po kimś starszym często zawiera w sobie znacznie więcej nieprzyjemnych niespodzianek w postaci różnych usterek, które młoda osoba usłyszy, zauważy a starsza Pani/Pan już niekoniecznie.
- Ogólny stan techniczny pojazdu też powinien natychmiastowo zwrócić uwagę. 20 letnie auto, które z zewnątrz wygląda świetnie, ma konserwację podłogi i do tego nie wychodzi ruda? Po raz kolejny trudno w to uwierzyć... w szczególności, że Octavki żarło na nadkolach i progach. No i kontrast w postaci wnętrza, które z opisu było w bardzo miernym stanie. A i było wspomnienie o wymienionych lampach... Jakaś przygoda z przodu?
- Przegląd na stacji diagnostycznej - pewnie zaproponowanej przez handlarza bo blisko. I diagnosta nie zauważył amortyzatorów wymagających wymiany, cieknącej chłodnicy czy grama oleju na dole silnika? 20 letni piec, który nie puścił nigdzie farby? I co zabawne (a też padło) - brak zarzutów do dźwięku pracy silnika. Jak był zalany jakimś motodoktorem, który polepił nieszczelności a miskę od spodu pociągnięto zwykłym karcherem to nie będzie widać żadnego wycieku.
- Magiczny rabat 25% od handlarza? No chłop pewnie miał dobre serce, że zrezygnował z 1/4 swojego zarobku na tym bolidzie...
- Zakres zleconych robót do naprawy w warsztacie. O ile usunięcie usterki czujnika temp. drobnego wycieku z chłodnicy czy tych nieszczęsnych amorków jest zrozumiałe to dziwi mnie tutaj wymiana oleju w skrzyni biegów (co pewnie wynikało z zgrzytania trójki) i BRAK wymiany oleju silnikowego, filtrów czy chociażby pobieżnej wizualnej oceny stanu rozrządu? No sorry, ale ktoś z doświadczeniem, kto kupuje auto to powinien mieć pojęcie, że takie rzeczy eksploatacyjne robi się w pierwszej kolejności po zakupie. Pomijam nieszczęsną skrzynię, bo wymiana oleju cudownie nie naprawi zajechanego synchronizatora a paradoksalnie nowy olej może wypłukać wszelki syf i narobić tam więcej szkody jak nie był regularnie zmieniany w przeszłości.
- Kolejny absurd tutaj to "silnik po dźwięku pracuje dobrze" - nie wiem skąd takie przekonanie, że mechanik to ma jakiś magiczny uchometr i od razu wie, że silnik jest igła po samym dźwięku. Następny absurd to kolejne dziwne przekonanie, że jak u mechanika to NIE MOŻE się zepsuć... no otóż jednak może. Mechanik to nie jest jasnowidz, anioł i jakieś bóstwo tylko gość, który tak jak każdy inny człowiek robi to co mu się powie, że trzeba zrobić albo co widzi, że trzeba zrobić i za zgodą klienta się tego podejmie.
- Z innych absurdów jakie tu jeszcze padły. Turbo "rzucające" olejem. I tutaj możemy dwojako to rozpatrzyć - z jednej strony, każda turbina z czasem będzie nieco oleju puszczać. Kroplę, dwie, trzy - taki już urok konstrukcji, że zwyczajnie tak się będzie działo i w każdym samochodzie uturbionym z czasem dolot do intercoolera będzie lekko zaolejony. Z drugiej strony jeżeli turbo wręcz rzygało olejem w dolot to silnik powinien chodzić źle... pod postacią skaczących obrotów (przy spalaniu bonusu w postaci oleju) lub w najgorszym przypadku nawet się rozbiegać. Moim zdaniem - kompletnie niezwiązane z usterką.
- No i finał. Wypalona dziura w tłoku. Już na samym początku użytkownik milejow trafił w punkt - tłok się nie wypala od przegrzania silnika a od zbyt bogatej mieszanki paliwowej. Jak ktoś inny słusznie też napisał - lejący wtrysk w 20 letnim aucie to nie jest odosobniony przypadek. Lało ropę w nadmiarze aż pechowo w trakcie jazdy próbnej wyeksploatowany tłok dokonał żywota i tyle. Tu nie ma drugiego "dna" tematu. Powtórzę drugi raz - mechanik nie jasnowidz, nie mógł tego przewidzieć i po prostu stało się.
Podsumuję to tak.
Kolego autorze - nie zrozum mnie źle i się nie obraź ale dałeś się jak ostatni jeleń wbić na samochodową minę. Kupiłeś trupa, którego ktoś chciał się pozbyć po taniości i uwierzyłeś w cudowne bajki opowiadane przez nieznanego ci człowieka. Efekt jest taki, że stan mechaniczny "igła" nie mógł leżeć dalej od znaczenia tego słowa bo tak po prawdzie takie auto od samego początku było nieopłacalne w naprawie i prawdopodobnie skończyłoby na żyletkach na pobliskim złomowcu. Do tego twoja znajomość na motoryzacji jak widać po tym przypadku jest no niestety niewielka bo pomimo szeregu alarmów bijących z każdej możliwej strony zignorowałeś wszystko i kupiłeś ten pojazd i co gorsze - dając auto do naprawy chcąc usunąć te znane usterki z racji braku wiedzy kompletnie zignorowałeś jakikolwiek wątek związany z samym silnikiem (patrz olej, rozrząd). I teraz po rozlaniu mleka chcesz ciągać mechaników po sądach bo to u nich wybuchło a nie u ciebie.
Dobra rada - jeżeli chcesz ratować tego gruza (bo zainwestowałeś już w niego trochę kasy w inne części) to dogadaj się z mechanikami, załatw kolejny słupek, wymień ten silnik. Jak to dobrze rozegrasz (patrz rzeczoznawca przy dogadaniu się z mechanikami) to ewentualnie możesz próbować walczyć z tytułu wady ukrytej z handlarzem. I innej drogi tu nie ma bo mechanicy po prostu zrobili to co chciałeś i nie było to związane z silnikiem a i ugranie czegoś u handlarza może być problematyczne bo ten mógł nie mieć świadomości o tym, że wtrysk np. leje jak opętany co doprowadziło do zniszczenia silnika. Obojętnie co zrobisz to czas poświęcony na walkę, kasa potrzebna na ekspertyzy i nerwy nigdy ci nie zrekompensują tych kilku tysięcy dodatkowej straty, którą trzeba teraz zainwestować aby to miało ręce i nogi.
Życzę ci, żeby udało ci się coś z tym zrobić bez wkładania "drugie tyle" no ale niestety sam sobie jesteś w dużej mierze winny tej sytuacji.
Peace!