Patrząc na kolejne łatanie ustawy o OZE zastanawiam się, dlaczego ktoś się nie pochyli nad dość prostymi rozwiązaniami problemu nadmiaru energii latem w dzień. Głównie kombinowanie jak tu przeciągnąć starych prosumentów na nowy niekorzystny system, jeszcze bardziej go komplikując by ta niekorzystność była mniej oczywista, a nuż ktoś nie policzy i się skusi a odwrotu nie ma. Magazynowanie może i ma sens w skali "od dnia do nocy", ale raczej niewykonalne w skali "od lata do zimy". Miało być tak pięknie, ze 100 konkretów: "84. Przywrócimy korzystne zasady rozliczania produkowanej energii dla prosumentów – niższe rachunki za prąd dla inwestujących w fotowoltaikę." jak dla mnie słowo "przywrócimy" jest jednoznaczne, był net-metering więc obiecano że znowu będzie.
Tymczasem można by było dość prosto i niskim kosztem wprowadzić pewne zmiany z korzyścią zarówno dla sieci jak i dla obywateli.
1. Zgłaszana moc instalacji PV to powinna być maksymalna moc oddawana do sieci, a nie jak teraz moc paneli. Bo i łatwiej to wyegzekwować (bez latania dronami i dyskusji które panele są off-grid, wystarczy już istniejący zdalny odczyt licznika) ale co ważniejsze, to zachęca do rozbudowy instalacji z panelami wschód-zachód a nie tylko na południe (bo przy tej samej ograniczonej mocy szczytowej w południe, taka instalacja wschód-zachód wyprodukuje więcej energii przed i po południu, kiedy energia jest bardziej potrzebna - więc takiego prosumenta należy nagradzać a nie karać). Wiele falowników ma funkcję ograniczania eksportu mocy do sieci (pomiar na przyłączu gdzie produkcja jest pomniejszona o autokonsumpcję) które wtedy ustawiamy na zgłoszoną moc a panele mogą dawać nawet znacznie więcej jeśli ma to pokrycie w autokonsumpcji.
2. Dla wszystkich bezwarunkowo (nawet z taryfą "całodobową" G11 i nawet nie-prosumentów, starych liczników bez zdalnego odczytu jest coraz mniej a docelowo mają być wymienione wszystkie) tańsza energia w godzinach dziennych w miesiącach letnich (można by tę obniżkę zawrzeć w opłatach przesyłowych) co zachęci do prania/zmywania (ludzie widząc wyraźną oszczędność sami doczytają że ich pralki/zmywarki mają taką inteligentną funkcję jak opóźniony start) ale także np. ładowania aut elektrycznych nie pod domem w nocy, lecz w dzień na parkingu pod pracą. I nie trzeba drogich szybkich ładowarek dużej mocy, wystarczy zwykłe gniazdko by mocą 3,6 kW powoli doładować akumulator przez kilka godzin kiedy jesteśmy w pracy, by wystarczyło na kolejne 100 km. Może przydałyby się jakieś ulgi podatkowe dla takich świadczeń pracodawcy na rzecz pracowników ładujących swoje prywatne auta, bo to realnie coś daje środowisku (mniej smogu w miastach) i przy okazji rozwiązuje problem nadmiaru energii w dzień. Zachęci też ludzi do kupowania a producentów do produkowania małych tanich miejskich aut elektrycznych dla zwykłych ludzi (Volkswagen - dosłownie samochód dla ludu).
Dlaczego nie? Jak ktoś ma jakieś znajomości w rządzie to może warto podpowiedzieć że nie trzeba komplikować rzeczy prostych. Nie żądam nic za prawa do pomysłów
Akurat mam w rodzinie przykład, dzienny przebieg do pracy i z powrotem około 50-60 km, auto póki co diesel już pełnoletni (nieduże - Opel Corsa C) więc pewnie za jakiś czas przyjdzie zmienić, parking (plac będący własnością pracodawcy pod gołym niebem) póki co bez ładowarek ale prąd tam jest (zasilanie napędu szlabanu) więc dodanie gniazdek do wolnego ładowania (na początek 3 stanowiska po jednym na każdej fazie, na razie jeszcze nikt w firmie nie ma elektryka) nie powinno być dużym problemem, w wersji "full wypas" można by te stanowiska dla elektryków zadaszyć panelami dając przy okazji trochę cienia (ładowanie w niższej temperaturze byłoby też lepsze dla trwałości baterii, a mniej nagrzane auto po pracy to mniejsze zużycie energii by je schłodzić klimą).
Tymczasem można by było dość prosto i niskim kosztem wprowadzić pewne zmiany z korzyścią zarówno dla sieci jak i dla obywateli.
1. Zgłaszana moc instalacji PV to powinna być maksymalna moc oddawana do sieci, a nie jak teraz moc paneli. Bo i łatwiej to wyegzekwować (bez latania dronami i dyskusji które panele są off-grid, wystarczy już istniejący zdalny odczyt licznika) ale co ważniejsze, to zachęca do rozbudowy instalacji z panelami wschód-zachód a nie tylko na południe (bo przy tej samej ograniczonej mocy szczytowej w południe, taka instalacja wschód-zachód wyprodukuje więcej energii przed i po południu, kiedy energia jest bardziej potrzebna - więc takiego prosumenta należy nagradzać a nie karać). Wiele falowników ma funkcję ograniczania eksportu mocy do sieci (pomiar na przyłączu gdzie produkcja jest pomniejszona o autokonsumpcję) które wtedy ustawiamy na zgłoszoną moc a panele mogą dawać nawet znacznie więcej jeśli ma to pokrycie w autokonsumpcji.
2. Dla wszystkich bezwarunkowo (nawet z taryfą "całodobową" G11 i nawet nie-prosumentów, starych liczników bez zdalnego odczytu jest coraz mniej a docelowo mają być wymienione wszystkie) tańsza energia w godzinach dziennych w miesiącach letnich (można by tę obniżkę zawrzeć w opłatach przesyłowych) co zachęci do prania/zmywania (ludzie widząc wyraźną oszczędność sami doczytają że ich pralki/zmywarki mają taką inteligentną funkcję jak opóźniony start) ale także np. ładowania aut elektrycznych nie pod domem w nocy, lecz w dzień na parkingu pod pracą. I nie trzeba drogich szybkich ładowarek dużej mocy, wystarczy zwykłe gniazdko by mocą 3,6 kW powoli doładować akumulator przez kilka godzin kiedy jesteśmy w pracy, by wystarczyło na kolejne 100 km. Może przydałyby się jakieś ulgi podatkowe dla takich świadczeń pracodawcy na rzecz pracowników ładujących swoje prywatne auta, bo to realnie coś daje środowisku (mniej smogu w miastach) i przy okazji rozwiązuje problem nadmiaru energii w dzień. Zachęci też ludzi do kupowania a producentów do produkowania małych tanich miejskich aut elektrycznych dla zwykłych ludzi (Volkswagen - dosłownie samochód dla ludu).
Dlaczego nie? Jak ktoś ma jakieś znajomości w rządzie to może warto podpowiedzieć że nie trzeba komplikować rzeczy prostych. Nie żądam nic za prawa do pomysłów
Akurat mam w rodzinie przykład, dzienny przebieg do pracy i z powrotem około 50-60 km, auto póki co diesel już pełnoletni (nieduże - Opel Corsa C) więc pewnie za jakiś czas przyjdzie zmienić, parking (plac będący własnością pracodawcy pod gołym niebem) póki co bez ładowarek ale prąd tam jest (zasilanie napędu szlabanu) więc dodanie gniazdek do wolnego ładowania (na początek 3 stanowiska po jednym na każdej fazie, na razie jeszcze nikt w firmie nie ma elektryka) nie powinno być dużym problemem, w wersji "full wypas" można by te stanowiska dla elektryków zadaszyć panelami dając przy okazji trochę cienia (ładowanie w niższej temperaturze byłoby też lepsze dla trwałości baterii, a mniej nagrzane auto po pracy to mniejsze zużycie energii by je schłodzić klimą).