Witam
Chciałbym ubarwić to forum czymś innym niż to, co pojawia się, na co dzień moim projektem. Tak więcej zaczęło się to….
Półtorej roku temu na wakacje związku z brakiem zajęć postanowiłem zamiast wydawać kasę na nową gitarę zrobić ją własnoręcznie. Oczywiście dysponowałem odpowiednim warsztatem oraz bardzo dobrymi znajomościami dwóch zakładach stolarskich. Wiec chciałbym ostudzić niektórych ambicję, że zrobienie samemu wiosła jest rzeczą prostą. Bez odpowiednich maszyn i narzędzi osiągniecie wyznaczonego celu jest niemal, że niemożliwe.
Zaczęło się od kawałka sezonowanego jesionu. Następnie pojechałem do znajomego stolarza, który mi wrzucił dechę na grubościówkę, którą zmniejszył do wymaganej grubości (z zapasem kilku mm oczywiście) Następnie przecięta została na cztery kawałki, odwrócona słojami i sklejona klejem żywicznym i ściśnięta na prasie, gdzie leżała 2 dni. Czemu odwrócona słojami? Bo można zrobić z jednego kawałka drewna korpus, lecz z drewna, które przeleżało kilka, a nawet kilkanaście lat niema mowy o wypaczaniu a takie młode drewno, żeby uchronić od wypaczania trzeba tak skleić. Jak się wszystko skleiło, jeszcze raz wyrównanie na grubościówce.
W necie znalazłem projekt korpusu gitary idealnie zwymiarowany. Niestety nie był w skali 1:1, wiec trzeb było iść do znajomego ksero, który nam to przeżuci na 1:1.
Odrysowałem na desce korpus. I poszedłem do znajomego artysty- stolarza., który na włosówcę wyciął kształt. I teraz się zaczęła długa i żmudna praca ręczna znaczy się – szlifowanie. Używałem do tego szlifierki oscylacyjnej, szlifierki kontowej i oczywiście zwykłego papieru ściernego.
Po wielu dniach żmudnego szlifowania do wymaganego kształtu. Nadszedł czas na wycinanie otworów pod przystawki i gniazdo złączenia gryfu. Oniemiałem dobrego dojścia do frezarki, lecz przy użyciu wiertarki stołowej i frezu i trochę chęci i były otwory pod przystawki. Najważniejsza wręcz rzecz, którą było gniazdo złączenia korpusu z gryfem zrobiłem w taki sam sposób. Jednak trzeba się wykazać niesamowitą ostrożnością i dokładnością w robieniu tego. Musi być idealna głębokość. Wiec ściągałem warstwa po warstwie po kawałeczki mm. Zajęło to sporo czasu, ale efekty były doskonałe. Potem zabawa z dłutem, aby zrobić gniazdo na Jacka.
Postanowiłem zamontować mostek stały bez tulei przez korpus po prostu na 3 śruby. Spowodowane było to doświadczeniami innego amatora- konstruktora, który mówił, że oszczędzę w ten sposób dużo czasu, nerwów i możliwie zmniejsz ryzyko zepsucia całego projektu. Okazało się to jednym z cenniejszych porad, jakie dostałem w związku z tym projektem.
Przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac ten sam człowiek, (którego bardzo gorąco pozdrawiam, a niestety już niemam kontaktu) powiedział abym spróbował dorwać jakiś gotowy gryf, bo zrobienie go nie jest nie możliwe, ale może źle wpłynąć na cały instrument. Udało się znaleźć bardzo życzliwego Pana na Allegro. Kutemu uszkodził się korpus i sprzedawał części z tego, co zostało po gitarze. Wynegocjowałem wręcz śmieszną cenę za gryf bardzo dobrej firmy, Washburn - 100 zł. Gryf był wart, co najmniej 2 razy tyle, albo i więcej. Jest idealnie prostu i świetnie polakierowany – gładziutki jak pupcia niemowlęcia
Wiec po raz kolejny rady poprzedników na wagę złota!
Oczywiście do ukończenia projektu było jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, ale już nie będę się rozdrabiał wiążą się z drobnymi poprawkami i detalami.
Gdy skończyłem obrabiać korpus powędrował do znajomego lakiernika samochodowego, który mi walnął całą na czarny połysk.
Potem zamontowanie wszystkiego zrobienie płytki maskującej i gitara była gotowa.
Po półtorej roku znajomości z moją gitarą chciałem dodać jej trochę osobowości to znaczy jakąś grafikę. Związku z moją miłością do bluesa i rocka z lat młodości naszych rodziców. Postanowiłem zamieścić postać Jimiego Hendrix’a – taki osobisty hołd dla jego postaci. Znalazłem odpowiednie zdjęcie. Obrobiłem z programie graficznym, wydrukowałem i przeniosłem na samoprzylepną folię. Następnie przykleiłem na gitarę zmatowiłem drobnym papierem ściernym i aerografem naniosłem parę warstw białej farby. Po zerwaniu wyszła idealna postać Hendrixa. Postanowiłem dodać jeszcze mały akcencik, i namalowałem jego inicjały nad hubuckerem przy gryfie. Litery „JH” jak by w chmurze – był to bardzo trafny pomysł dopełnił całość. Aby mój cały dzień lakierowania nie poszedł na marnę położyłem aerografem 3 warstwy bezbarwnego lakieru, który ku mojemu zdziwieniu zmatowił powierzchnię i teraz moja czarna gitarka nie świeci się tak ciulowo
Tu musze zaznaczyć, żebyśmy pamiętali i nie zrobili takiego numeru jak mój koleś, że namalował grafikę i położył bezbarwny lakier Nitro – i jak się domyślacie wszystko spłynęło u za ziemię
Musimy pamiętać, że jeśli używamy olejnych farb, bezbarwny lakier też musi być olejny. Nitro farby – nitro lakier.
Następnie z pelxy wykonałem maskę na gitarę, a związku z tym, że podoba mi się wygląd gitar rozwalonych
taki jak miał Hendrix czy SRV. Chciałem też coś zawrzeć w mojej niuni
Pomysł na rozpieprzenie lakieru na korpusie wydawał mi się lekko niebezpieczny wiec ograniczyłem się do wycięcia z cienkiej blachy aluminiowej kształtu takiej jak maska i potraktowaniu jej. W tym celu pomogły mi: chodnik, ogień, błoto, moje buty, i rzucanie jej po wszystkim. Jednak jeszcze była mało rozwalona, więc wygrzebałem gdzieś petardy brata z dzieciństwa. Odpaliłem jedna i położyłem na nią maskę. Gdy wybuchła patrzę a maski niema! Znalazłem ja dobrych parę metrów dalej. Strasznie powyginaną, ale o dziwo nieprzedziurawioną. W celu wyprostowania użyłem moich butów, parę skoków i była idealna. Jeszcze rzuciłem ją w błoto i wstępnie była gotowa. Potem oczyściłem z nadmiaru piachu i wziąłem się za zapisywanie markerem tekstów Hendrixa oraz innych rzeczy związanych z nim. Potem linie po markerze wydrapałem cyrklem i była gotowa. Róża ni jak nie jest związana z JH, ale marnie wyglądała, więc ją namalowałem. Potem już kwestia złożenia wszystkiego całość i mam gitarkę, jaką chciałem.
Trochę żałuję, że zamontowałem dwa HB zamiast 3 singli, bo nie wiedziałem, że moim przeznaczeniem jest Blues.
Zbieram kasę na Fendera Stratocastera USA. Bo jednak to jest legenda dźwięku. Nieznaczny jednak, że nie jestem zadowolony z mojego dzieła. Nie mógłbym być bardziej dumny i nigdy się jej nie pozbędę! Ma dużą wartość sentymentalną dla mnie.
Jak widać jak się chce zrealizować swoje marzenia to wystarczy, zapał i cierpliwość jak chcemy to możemy góry przenosić
Ale przypominam, że muszę ostudzić ambicję tych, co się porywają z motyką na słońce. Trzeba dobrych znajomości i warsztatu z odpowiednimi narzędziami. Szlifierka kątowa i wiertarka stołowa to absolutne minimum, aby zrealizować dobry projekt. Dobrze też przy tym jak się idzie do stolarza wymierać jakiegoś kolesia, który wygląda luzacko, a nie trzyma się cennika. Bo wiem ze za to, co mi pomogli musiałbym zabulić kilkadziesiąt jak nie kilkaset złotych. Mnie to kosztowało dwa schłodzone „Żywce”
W necie są odpowiednie projekty gitar. Bo to podstawa musimy się trzymać ściśle wymiarów. Jak ktoś będzie chętny to służę chętnie pomocą oraz gdzieś jeszcze mam projekty tej gitary.
Na gitarze nie widać dobrze maski z która miałem tyle zabawy :/ Ujmuje jej trochę z atrakcyjności w rzeczywistości jest o wiele lepsza.
Z góry dziękuję za zainteresowanie tematem, mam nadzieję ze wprowadziłem trochę zróżnicowanie na to forum a nie tylko suby, TDA7294 itp. Bez obrażania i ujmowania autorom tego typu projektów – Wielki szacunek dla nich. Bo zrobić coś samemu a pójść i kupić to niebo a ziemia.
Pozdrawiam
Łukasz
P.S. Przepraszam, że się tak rozpisałem
W załączniku spakowane zdjęcia o lepszej jakości i rozdzielczości.
Acha zapomniałem dodać, że stroi gitara bezproblemu - wszystko cycuś
Ograł ja świetny gitarzysta Bluesowy i był pod wrażeniem.
Chciałbym ubarwić to forum czymś innym niż to, co pojawia się, na co dzień moim projektem. Tak więcej zaczęło się to….
Półtorej roku temu na wakacje związku z brakiem zajęć postanowiłem zamiast wydawać kasę na nową gitarę zrobić ją własnoręcznie. Oczywiście dysponowałem odpowiednim warsztatem oraz bardzo dobrymi znajomościami dwóch zakładach stolarskich. Wiec chciałbym ostudzić niektórych ambicję, że zrobienie samemu wiosła jest rzeczą prostą. Bez odpowiednich maszyn i narzędzi osiągniecie wyznaczonego celu jest niemal, że niemożliwe.
Zaczęło się od kawałka sezonowanego jesionu. Następnie pojechałem do znajomego stolarza, który mi wrzucił dechę na grubościówkę, którą zmniejszył do wymaganej grubości (z zapasem kilku mm oczywiście) Następnie przecięta została na cztery kawałki, odwrócona słojami i sklejona klejem żywicznym i ściśnięta na prasie, gdzie leżała 2 dni. Czemu odwrócona słojami? Bo można zrobić z jednego kawałka drewna korpus, lecz z drewna, które przeleżało kilka, a nawet kilkanaście lat niema mowy o wypaczaniu a takie młode drewno, żeby uchronić od wypaczania trzeba tak skleić. Jak się wszystko skleiło, jeszcze raz wyrównanie na grubościówce.
W necie znalazłem projekt korpusu gitary idealnie zwymiarowany. Niestety nie był w skali 1:1, wiec trzeb było iść do znajomego ksero, który nam to przeżuci na 1:1.
Odrysowałem na desce korpus. I poszedłem do znajomego artysty- stolarza., który na włosówcę wyciął kształt. I teraz się zaczęła długa i żmudna praca ręczna znaczy się – szlifowanie. Używałem do tego szlifierki oscylacyjnej, szlifierki kontowej i oczywiście zwykłego papieru ściernego.
Po wielu dniach żmudnego szlifowania do wymaganego kształtu. Nadszedł czas na wycinanie otworów pod przystawki i gniazdo złączenia gryfu. Oniemiałem dobrego dojścia do frezarki, lecz przy użyciu wiertarki stołowej i frezu i trochę chęci i były otwory pod przystawki. Najważniejsza wręcz rzecz, którą było gniazdo złączenia korpusu z gryfem zrobiłem w taki sam sposób. Jednak trzeba się wykazać niesamowitą ostrożnością i dokładnością w robieniu tego. Musi być idealna głębokość. Wiec ściągałem warstwa po warstwie po kawałeczki mm. Zajęło to sporo czasu, ale efekty były doskonałe. Potem zabawa z dłutem, aby zrobić gniazdo na Jacka.
Postanowiłem zamontować mostek stały bez tulei przez korpus po prostu na 3 śruby. Spowodowane było to doświadczeniami innego amatora- konstruktora, który mówił, że oszczędzę w ten sposób dużo czasu, nerwów i możliwie zmniejsz ryzyko zepsucia całego projektu. Okazało się to jednym z cenniejszych porad, jakie dostałem w związku z tym projektem.
Przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac ten sam człowiek, (którego bardzo gorąco pozdrawiam, a niestety już niemam kontaktu) powiedział abym spróbował dorwać jakiś gotowy gryf, bo zrobienie go nie jest nie możliwe, ale może źle wpłynąć na cały instrument. Udało się znaleźć bardzo życzliwego Pana na Allegro. Kutemu uszkodził się korpus i sprzedawał części z tego, co zostało po gitarze. Wynegocjowałem wręcz śmieszną cenę za gryf bardzo dobrej firmy, Washburn - 100 zł. Gryf był wart, co najmniej 2 razy tyle, albo i więcej. Jest idealnie prostu i świetnie polakierowany – gładziutki jak pupcia niemowlęcia
Oczywiście do ukończenia projektu było jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, ale już nie będę się rozdrabiał wiążą się z drobnymi poprawkami i detalami.
Gdy skończyłem obrabiać korpus powędrował do znajomego lakiernika samochodowego, który mi walnął całą na czarny połysk.
Potem zamontowanie wszystkiego zrobienie płytki maskującej i gitara była gotowa.
Po półtorej roku znajomości z moją gitarą chciałem dodać jej trochę osobowości to znaczy jakąś grafikę. Związku z moją miłością do bluesa i rocka z lat młodości naszych rodziców. Postanowiłem zamieścić postać Jimiego Hendrix’a – taki osobisty hołd dla jego postaci. Znalazłem odpowiednie zdjęcie. Obrobiłem z programie graficznym, wydrukowałem i przeniosłem na samoprzylepną folię. Następnie przykleiłem na gitarę zmatowiłem drobnym papierem ściernym i aerografem naniosłem parę warstw białej farby. Po zerwaniu wyszła idealna postać Hendrixa. Postanowiłem dodać jeszcze mały akcencik, i namalowałem jego inicjały nad hubuckerem przy gryfie. Litery „JH” jak by w chmurze – był to bardzo trafny pomysł dopełnił całość. Aby mój cały dzień lakierowania nie poszedł na marnę położyłem aerografem 3 warstwy bezbarwnego lakieru, który ku mojemu zdziwieniu zmatowił powierzchnię i teraz moja czarna gitarka nie świeci się tak ciulowo
Następnie z pelxy wykonałem maskę na gitarę, a związku z tym, że podoba mi się wygląd gitar rozwalonych
Trochę żałuję, że zamontowałem dwa HB zamiast 3 singli, bo nie wiedziałem, że moim przeznaczeniem jest Blues.
Zbieram kasę na Fendera Stratocastera USA. Bo jednak to jest legenda dźwięku. Nieznaczny jednak, że nie jestem zadowolony z mojego dzieła. Nie mógłbym być bardziej dumny i nigdy się jej nie pozbędę! Ma dużą wartość sentymentalną dla mnie.
Jak widać jak się chce zrealizować swoje marzenia to wystarczy, zapał i cierpliwość jak chcemy to możemy góry przenosić
Ale przypominam, że muszę ostudzić ambicję tych, co się porywają z motyką na słońce. Trzeba dobrych znajomości i warsztatu z odpowiednimi narzędziami. Szlifierka kątowa i wiertarka stołowa to absolutne minimum, aby zrealizować dobry projekt. Dobrze też przy tym jak się idzie do stolarza wymierać jakiegoś kolesia, który wygląda luzacko, a nie trzyma się cennika. Bo wiem ze za to, co mi pomogli musiałbym zabulić kilkadziesiąt jak nie kilkaset złotych. Mnie to kosztowało dwa schłodzone „Żywce”
W necie są odpowiednie projekty gitar. Bo to podstawa musimy się trzymać ściśle wymiarów. Jak ktoś będzie chętny to służę chętnie pomocą oraz gdzieś jeszcze mam projekty tej gitary.
Na gitarze nie widać dobrze maski z która miałem tyle zabawy :/ Ujmuje jej trochę z atrakcyjności w rzeczywistości jest o wiele lepsza.
Z góry dziękuję za zainteresowanie tematem, mam nadzieję ze wprowadziłem trochę zróżnicowanie na to forum a nie tylko suby, TDA7294 itp. Bez obrażania i ujmowania autorom tego typu projektów – Wielki szacunek dla nich. Bo zrobić coś samemu a pójść i kupić to niebo a ziemia.
Pozdrawiam
Łukasz
P.S. Przepraszam, że się tak rozpisałem
Acha zapomniałem dodać, że stroi gitara bezproblemu - wszystko cycuś
Fajne? Ranking DIY