Przyszedł czas na zmianę kinkietu w łazience. W zasadzie nic wielkiego, wyrzucamy stary, wygrzany przez żarówkę i montujemy nowy, jaki nie nam, ale żonie się podoba.
Dotąd proste.
Popularny portal zalany jest najróżniejszymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi wykorzystującymi diody LED. Wybór jest duży.
Od dawna jednak chodziła mi po głowie zmiana polegająca na możliwości wyboru jasności świecenia.
Jest to bardzo przydatne, zwłaszcza w nocy kiedy jaskrawe światło gryzie zaspane oczy. Wystarczy wówczas delikatne światło by wyczulony wzrok nie dostawał silnego olśnienia i nie rozbudzał w środku nocy.
Idea fajna, gorzej z realizacją. Do dyspozycji tradycyjna istniejąca instalacja, jak w każdym mieszkaniu w bloku. Jeden przewód pomiędzy wyłącznikiem a kinkietem.
Nowe źródło światła to podłużny plafon z dwiema listwami diod, o miłej dla oka ciepłej barwie, wyposażony w elektroniczny impulsowy kontroler prądu.
Zacząłem "bawić się" układem szukając możliwości oszukania sterownika tak, by wymusić świecenie z mniejszą intensywnością.
Całość przystosowana do zasilania z sieci prądu przemiennego, zatem pierwszym pomysłem był szeregowy kondensator, jako element niewydzielający ciepła a przy tym stosunkowo niewielki.
Testy wypadły pomyślnie, mogłem więc przejść do następnej fazy pomysłu.
Dawny wyłącznik został zastąpiony przyciskiem dzwonkowym. Przed zakupem oglądałem każdy model szacując jego głębokość, gdyż tylko w puszcze mogłem zmieścić wszystkie elementy układu.
Trafiłem na dość estetyczny z dużą klapką przycisku. Miał wystarczająco dużą szczelinę pomiędzy klapką a korpusem oraz dość głęboką klapkę by móc zmieścić tam podświetlenie.
Całość działa następująco:
Świtało zgaszone - podświetlenie na niebiesko.
Zapalone krótkim wciśnięciem świeci jasno, podświetlenie na czerwono.
Zapalone (np. w nocy) dłuższym, ok. 2 sekundowym przytrzymaniem przycisku świeci łagodnie, podświetlenie pozostaje na niebiesko.
Obsługa do bólu prosta, choć nie ukrywam, że na początku sam łapałem się na zastanawianiu się jak mam nacisnąć. W dzień krótko, w nocy dłużej.
Dotąd proste.
Popularny portal zalany jest najróżniejszymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi wykorzystującymi diody LED. Wybór jest duży.
Od dawna jednak chodziła mi po głowie zmiana polegająca na możliwości wyboru jasności świecenia.
Jest to bardzo przydatne, zwłaszcza w nocy kiedy jaskrawe światło gryzie zaspane oczy. Wystarczy wówczas delikatne światło by wyczulony wzrok nie dostawał silnego olśnienia i nie rozbudzał w środku nocy.
Idea fajna, gorzej z realizacją. Do dyspozycji tradycyjna istniejąca instalacja, jak w każdym mieszkaniu w bloku. Jeden przewód pomiędzy wyłącznikiem a kinkietem.
Nowe źródło światła to podłużny plafon z dwiema listwami diod, o miłej dla oka ciepłej barwie, wyposażony w elektroniczny impulsowy kontroler prądu.
Zacząłem "bawić się" układem szukając możliwości oszukania sterownika tak, by wymusić świecenie z mniejszą intensywnością.
Całość przystosowana do zasilania z sieci prądu przemiennego, zatem pierwszym pomysłem był szeregowy kondensator, jako element niewydzielający ciepła a przy tym stosunkowo niewielki.
Testy wypadły pomyślnie, mogłem więc przejść do następnej fazy pomysłu.
Dawny wyłącznik został zastąpiony przyciskiem dzwonkowym. Przed zakupem oglądałem każdy model szacując jego głębokość, gdyż tylko w puszcze mogłem zmieścić wszystkie elementy układu.
Trafiłem na dość estetyczny z dużą klapką przycisku. Miał wystarczająco dużą szczelinę pomiędzy klapką a korpusem oraz dość głęboką klapkę by móc zmieścić tam podświetlenie.
Całość działa następująco:
Świtało zgaszone - podświetlenie na niebiesko.
Zapalone krótkim wciśnięciem świeci jasno, podświetlenie na czerwono.
Zapalone (np. w nocy) dłuższym, ok. 2 sekundowym przytrzymaniem przycisku świeci łagodnie, podświetlenie pozostaje na niebiesko.
Obsługa do bólu prosta, choć nie ukrywam, że na początku sam łapałem się na zastanawianiu się jak mam nacisnąć. W dzień krótko, w nocy dłużej.
Fajne? Ranking DIY