Zastanawiałem się czy o tym pisać, bo problem, z którym walczyłem dla większości Kolegów jest czymś błahym i nie przyciągającym uwagi.
Któregoś styczniowego wieczora zaparkowałem jak co dzień na przyblokowym, dość ciasnym parkingu. Niestety, następnego dnia nie udało się uruchomić silnika, i to nie z powodu zmrożonego akumulatora. Przez chwilkę "kichnął" i na tym się skończyło. Dalsze kręcenie to tylko pozbawianie akumulatora resztek energii.
Diagnoza prosta - pompa paliwa, nb. nie pierwsza a trzecia już w historii samochodu. Rozwiązanie jasne - albo doholować do warsztatu, albo zgłosić i sami zabiorą do naprawy.
Niby proste ale...
Samochód dość leciwy i w wieku, w którym nie jeden z nas chciałby być - 27 lat. Koszt naprawy w warsztacie graniczy z wartością tego bądź co bądź jeszcze całkiem sprawnego Daewoo Lanosa. Tak więc pomysł warsztatu upadł.
Jednak jestem na ciasnym parkingu pod blokiem, z dala od warsztatu.
Asystowałem kiedyś przy wymianie pompy, którą to robotę wykonywał kolega mechanik. On wyjął cały zespół pompy a ja asystowałem podając narzędzia. Moja rola ograniczyła się do wymiany samej pompy. Ale to było latem i w warsztacie, a tutaj mroźny styczeń i ciasno poustawiane obok siebie samochody, do tego żadnych narzędzi, nie mówiąc już o tym, że gdybym nawet wyjął zespół ze zbiornika paliwa, w którym mogło być ok. 10-15 litrów to i tak nie miałbym gdzie dokonać wymiany samej pompy. Pomysł dostawania się do zbiornika porzuciłem na rzecz rozwiązania elektrycznego wychodząc z założenia, że to niemożliwe, żeby roczna pompa tak nagle padła.
Postanowiłem sprawdzić jak zachowa się zasilona wyższym napięciem. Taka próba na ciasnym parkingu to chwila, nawet na mrozie. Po jakiejś robocie została mi bateria 5 ogniw Li-Ion 18650 połączonych równolegle. Szeregowo połączone z (wymrożonym i długo nieładowanym akumulatorem) dadzą ok. 15V.
Po przekręceniu kluczyka usłyszałem w kabinie ciche mruczenie pompy co było dobrym znakiem. Po 3-4 próbie by uzupełnić paliwo w przewodach włączyłem rozrusznik i silnik po chwili zagrał
. Pochodził jeszcze kilka minut, potem jeszcze kilka razy ponownie odpaliłem i już wiedziałem w jakim kierunku iść.
Teraz pozostała druga faza - dorobić jakąś przetworniczkę by podnieść napięcie. Wprawdzie oferta naszych azjatyckich przyjaciół jest dość szeroka, ale wszystkie przetwornice Step_Up mają wspólny (-) a jeden z zacisków pompy jest połączony z (-) instalacji i do uruchomienia potrzebuje (+). Tak więc ta droga odpada.
Przejrzałem szafkę z "przydasiami" i konstrukcja zaczęła nabierać realnych kształtów. Jak to zwykle bywa założyłem sobie 2-3 dni
ale ostatecznie całość zajęła ok. 2 tygodni (w końcu komunikacja miejska nie jest taka zła, czasem był też rower).
Krótko opiszę konstrukcję.
Zacząłem od serca całego projektu - od przetwornicy. Nie mam w tym zakresie żadnego doświadczenia teoretycznego, więc rozwiązanie jest dość pokraczne.
Wykorzystałem płytkę z jakiegoś zasilacza ATX, która przeleżała w szufladzie dobre 20 lat. Po odkrojeniu zbędnej części pozostały elementy otaczające kontroler TL494. Transformator powstał na bazie rdzenia EE, do którego miałem karkas. Uzwojenia nawijałem ręcznie wykonując kilka prób (dobór przekładni).
Ostatecznie widząc, że przetwornica pracuje stabilnie przy prądzie 6A i 5V uznałem, że ten etap mam za sobą.
Mam świadomość, że każdy, kto projektował transformator posiłkując się wzorami i nomogramami danymi opisującymi rdzeń (wymiary, przenikalność), potrzebne parametry wyjściowe - napięcie, prąd, częstotliwość, etc. obśmiałby moje poczynania, ale to nie moja działka a potrzebowałem gotowe, działające rozwiązanie.
Idea zasilania pompy zakładała przetwarzanie jedynie części potrzebnego napięcia by zapewnić start. Części, tzn. stabilne 16V jako połączone napięcia z przetwornicy i akumulatora. Po chwili, kiedy pompa rozpocznie pracę, dodatkowe zasilanie ma zniknąć a silnik pompy ma być zasilany tylko z akumulatora.
Zasadą ma być utrzymanie stałego napięcia na poziomie 16V w trakcie rozruchu, kiedy napięcie na akumulatorze spada poniżej 10V.
Wpadła mi w ręce jakaś zakurzona obudowa bez części przedniej, znakomicie mieszcząca wszystkie podzespoły, jakiś radiator, tranzystory z wylutu kiedyś uznane za przydatne. Jak to zwykle w warsztacie.
Nie ma tu sensu dalsze szczegółowe opisywanie czynności warsztatowych, które każdy z Kolegów zna, tak więc ograniczę się do części graficznej zapraszając szacowne grono Kolegów do dyskusji.

Któregoś styczniowego wieczora zaparkowałem jak co dzień na przyblokowym, dość ciasnym parkingu. Niestety, następnego dnia nie udało się uruchomić silnika, i to nie z powodu zmrożonego akumulatora. Przez chwilkę "kichnął" i na tym się skończyło. Dalsze kręcenie to tylko pozbawianie akumulatora resztek energii.
Diagnoza prosta - pompa paliwa, nb. nie pierwsza a trzecia już w historii samochodu. Rozwiązanie jasne - albo doholować do warsztatu, albo zgłosić i sami zabiorą do naprawy.
Niby proste ale...
Samochód dość leciwy i w wieku, w którym nie jeden z nas chciałby być - 27 lat. Koszt naprawy w warsztacie graniczy z wartością tego bądź co bądź jeszcze całkiem sprawnego Daewoo Lanosa. Tak więc pomysł warsztatu upadł.
Jednak jestem na ciasnym parkingu pod blokiem, z dala od warsztatu.
Asystowałem kiedyś przy wymianie pompy, którą to robotę wykonywał kolega mechanik. On wyjął cały zespół pompy a ja asystowałem podając narzędzia. Moja rola ograniczyła się do wymiany samej pompy. Ale to było latem i w warsztacie, a tutaj mroźny styczeń i ciasno poustawiane obok siebie samochody, do tego żadnych narzędzi, nie mówiąc już o tym, że gdybym nawet wyjął zespół ze zbiornika paliwa, w którym mogło być ok. 10-15 litrów to i tak nie miałbym gdzie dokonać wymiany samej pompy. Pomysł dostawania się do zbiornika porzuciłem na rzecz rozwiązania elektrycznego wychodząc z założenia, że to niemożliwe, żeby roczna pompa tak nagle padła.
Postanowiłem sprawdzić jak zachowa się zasilona wyższym napięciem. Taka próba na ciasnym parkingu to chwila, nawet na mrozie. Po jakiejś robocie została mi bateria 5 ogniw Li-Ion 18650 połączonych równolegle. Szeregowo połączone z (wymrożonym i długo nieładowanym akumulatorem) dadzą ok. 15V.
Po przekręceniu kluczyka usłyszałem w kabinie ciche mruczenie pompy co było dobrym znakiem. Po 3-4 próbie by uzupełnić paliwo w przewodach włączyłem rozrusznik i silnik po chwili zagrał
Teraz pozostała druga faza - dorobić jakąś przetworniczkę by podnieść napięcie. Wprawdzie oferta naszych azjatyckich przyjaciół jest dość szeroka, ale wszystkie przetwornice Step_Up mają wspólny (-) a jeden z zacisków pompy jest połączony z (-) instalacji i do uruchomienia potrzebuje (+). Tak więc ta droga odpada.
Przejrzałem szafkę z "przydasiami" i konstrukcja zaczęła nabierać realnych kształtów. Jak to zwykle bywa założyłem sobie 2-3 dni
Krótko opiszę konstrukcję.
Zacząłem od serca całego projektu - od przetwornicy. Nie mam w tym zakresie żadnego doświadczenia teoretycznego, więc rozwiązanie jest dość pokraczne.
Wykorzystałem płytkę z jakiegoś zasilacza ATX, która przeleżała w szufladzie dobre 20 lat. Po odkrojeniu zbędnej części pozostały elementy otaczające kontroler TL494. Transformator powstał na bazie rdzenia EE, do którego miałem karkas. Uzwojenia nawijałem ręcznie wykonując kilka prób (dobór przekładni).
Ostatecznie widząc, że przetwornica pracuje stabilnie przy prądzie 6A i 5V uznałem, że ten etap mam za sobą.
Mam świadomość, że każdy, kto projektował transformator posiłkując się wzorami i nomogramami danymi opisującymi rdzeń (wymiary, przenikalność), potrzebne parametry wyjściowe - napięcie, prąd, częstotliwość, etc. obśmiałby moje poczynania, ale to nie moja działka a potrzebowałem gotowe, działające rozwiązanie.
Idea zasilania pompy zakładała przetwarzanie jedynie części potrzebnego napięcia by zapewnić start. Części, tzn. stabilne 16V jako połączone napięcia z przetwornicy i akumulatora. Po chwili, kiedy pompa rozpocznie pracę, dodatkowe zasilanie ma zniknąć a silnik pompy ma być zasilany tylko z akumulatora.
Zasadą ma być utrzymanie stałego napięcia na poziomie 16V w trakcie rozruchu, kiedy napięcie na akumulatorze spada poniżej 10V.
Wpadła mi w ręce jakaś zakurzona obudowa bez części przedniej, znakomicie mieszcząca wszystkie podzespoły, jakiś radiator, tranzystory z wylutu kiedyś uznane za przydatne. Jak to zwykle w warsztacie.
Nie ma tu sensu dalsze szczegółowe opisywanie czynności warsztatowych, które każdy z Kolegów zna, tak więc ograniczę się do części graficznej zapraszając szacowne grono Kolegów do dyskusji.
Fajne? Ranking DIY