Problemem było to, że po upadku komuny zamiast znaleźć możliwość (kasa) unowocześnienia zakładów produkcyjnych większość z nich zaorano. Czy to Kasprzak, czy diora czy nawet FSO - było zaplecze w kadrze pracowników, była część wcale nie najgorszych inżynierów, z pomysłami (jak chociażby Maraton z FSO), ale ktoś "mondry" wolał sprzedać, zlikwidować, - zaorać. Dzięki temu tak naprawdę nic nie zyskaliśmy - pod hasłem że likwidujemy zakłady nieekonomiczne, że zacofane technologicznie produkty, że park maszynowy z poprzedniej epoki... zamiast unowocześnić - ktoś wolał zniszczyć.
Dzięki temu tysiące jak nie setki tysięcy pracowników poszło na bruk a wraz z nimi możliwość by kiedyś coś zrobić. Coś czego nie trzeba by się wstydzić. A naprawdę było to do zrobienia - Wielki Brat już nam na ręce nie patrzył, można było się rozejrzeć na przykład za możliwością składania sprzętu zza wielkiej (żółtej) wody. Przynajmniej na początek - no i zostałyby zakłady, park maszynowy i co najważniejsze - pracownicy. A tymi ostatnimi nikt się nie przejmował; wiem i zdaję sobie sprawę, ze trzeba by ich najpierw przyuczyć do nowej technologii i nowego zarządzania - wiem. Ale moim zdaniem to i tak byłoby mniejszym wysiłkiem niż szukanie dla nich nowych etatów w branży na której zupełnie się nie znają. Ludzi z głową na karku było naprawdę sporo a przez nieprzemyślane likwidacje zakładów uznanych za przestarzałe czy nieekonomiczne na pewno ich nie przybyło. I tak praktycznie z dnia na dzień obudziliśmy się z ręką w nocniku - bez zaplecza produkcyjnego, bez ludzi znających się na rzeczy i bez produkcji sprzętu. Późniejsze próby reaktywacji (np. Diora) polegały na działaniu podobnym do bazowania na znaczku firmowym i logo. Jak ktoś nie był na bieżąco w temacie to dał się nabrać, kupił i jakże się zdziwił gdy pod znaczkiem znalazł made in china. Niestety - my Polacy tak już mamy, że wiele rzeczy robimy albo na URRRAAA!!! albo na złość innym. A że potem okazuje się że (jak zwykle) najpierw trzeba było pomyśleć jest już za późno.
Najprościej jest sprzedać, zniszczyć, ośmieszyć, że zabytek, że nie ta epoka. Najprościej. A na pewno prościej niż wykorzystać to co jest i na tej bazie stworzyć coś lepszego - byle z głową na karku.
P.S. Cemi wcale nie było takim złem jak co niektórzy uważają. Problem w tym, że na rozkaz Wielkiego Brata robiliśmy tam to co nam kazali, a raczej czego chcieli byśmy robili. Linia produkcji tranzystorów prosto z USA była już zakupiona, zmontowana w specjalnie do tego celu wyremontowanej sterylnej hali i nawet udało się zrobić próbną serię zanim przedstawiciel Wielkiego Brata nie wpadł z wizytą i kazał sobie całą linię odesłać do siebie. Ktoś po prostu nie dopilnował tajemnicy służbowej - poszedł wyciek że polaczki sobie kupują coś czego sojuz nigdy by nie dostał i... i po zawodach. Ale hala i przeszkoleni pracownicy do obsługi linii byli. Po roku czy dwóch można by się postarać i produkcja by ruszyła. A jak było z PZO? Podobnie. i takich przykładów było od metra... tego szerszego.