Dobry miernik z funkcją oscyloskopu to narzędzie, które chciałby mieć każdy elektronik — niezależnie od tego, czy jest amatorem, czy zaawansowanym użytkownikiem. Każdy wie, jak bardzo przydaje się ono zarówno w pracy, jak i przy realizacji projektów hobbystycznych.
Od pewnego czasu na rynku pojawiło się mnóstwo najróżniejszych ofert tego typu mierników — w różnych przedziałach cenowych i z rozmaicie deklarowanymi parametrami. Niestety, często są one obarczone dużą dozą marketingowych obietnic, które mają zachęcić do zakupu, lecz nie zawsze odzwierciedlają realne możliwości urządzeń.
Dziś chciałbym zaprezentować kilka zdjęć jednego z — moim zdaniem — lepszych mierników tej klasy, a mianowicie modelu Owon HDS 160.
Jeden z moich kolegów skusił się na to urządzenie, dzięki czemu udało mi się przekonać go do użyczenia miernika na kilka dni. To właśnie stąd wziął się pomysł na przygotowanie poniższego artykułu.
Miernik dotarł w kartonowym pudełku z kolorową grafiką, co świadczy o tym, że producent przyłożył się do reklamowania swojego produktu już „na starcie”. Trzeba to pochwalić, choć z drugiej strony — w czasach, gdy coraz większy nacisk kładzie się na ekologię — można by się spodziewać raczej szaro‑burego pudełka ze skromnym, jednokolorowym nadrukiem, jak miało to miejsce chociażby w przypadku niedawno prezentowanej lutownicy Aneng.
Nic to — otwieramy pudełko i co widzimy? Estetyczny „kuferek” (a właściwie etui) zawierający kompletny zestaw. Zestaw, ponieważ miernik trafia do użytkownika (przynajmniej w tej wersji — dostępne są również uboższe konfiguracje) wraz z niezbędnym wyposażeniem. W komplecie znajdują się m.in. sondy oscyloskopowe, przewód do ładowania (oraz do połączenia z komputerem w celu „ściągnięcia” zapisanych oscylogramów), a także przewody pomiarowe do funkcji multimetru.
Co do tych ostatnich — niestety są to jedynie dość dobre sondy, choć zdecydowanie nie należą do najlepszych. Izolacja wykonana jest z tworzywa wytrzymującego temperatury tylko nieco powyżej 100 °C, a same końcówki sond nie grzeszą szczególną precyzją. Szkoda, choć na początek przewody pomiarowe można jeszcze zaakceptować.
Jeśli jednak ktoś poczuje niedosyt — chociażby już podczas pierwszych pomiarów na płytach gęsto upakowanych elementami SMD — bardzo szybko będzie musiał rozejrzeć się za przewodami w silikonowej izolacji (zdecydowanie bardziej elastycznej) oraz końcówkami sond o znacznie ostrzejszym zakończeniu.
Nie mówię, że te dołączone do zestawu są złe — absolutnie nie. Po prostu, mając do czynienia z naprawdę dobrymi przewodami i sondami, trudno później wrócić do sztywniejszych przewodów, a cienkie, ostro zakończone końcówki sond w przypadku elementów powierzchniowych są wręcz niezbędne.
Jak widać, bohater dzisiejszego materiału został wyposażony w dość spory, kolorowy wyświetlacz o całkiem niezłej rozdzielczości — jak na przenośny miernik w tej (w sumie niewielkiej) cenie. To zdecydowany plus.
Od razu przyznam, że — zapewne z racji wieku i przyzwyczajeń — nie jestem entuzjastą mierników typu „wszystko‑w‑jednym”. Rozumiem jednak realia dzisiejszych czasów, w których telefon (z założenia służący do prowadzenia rozmów na odległość) musi mieć dostęp do Internetu, kamerę, aparat fotograficzny oraz kilkaset dodatkowych funkcji, z których realnie wykorzystywane jest może 10%. Stał się on symbolem statusu, bez którego „nie wypada” się pokazać.
Rozumiem natomiast sens istnienia miernika o takiej uniwersalności. Uważam, że jest to narzędzie bardzo przydatne w przypadku napraw wyjazdowych lub po prostu jako drugi (czy trzeci) miernik uniwersalny, oferujący dodatkowo możliwość skorzystania z funkcji oscyloskopu.
Jako jedyny miernik w wyposażeniu — szczególnie dla „Młodego Zdolnego” elektronika — według mnie jednak się nie sprawdzi.
Dlaczego?
Otóż uważam — i od razu zaznaczam, że jest to wyłącznie moja, subiektywna opinia — że miernik tego typu, wyposażony w oscyloskop, jest po prostu zbyt uciążliwy w obsłudze.
O ile sam miernik uniwersalny jest narzędziem absolutnie niezbędnym i nie ma już dziś racji bytu (jak bywało dawniej) posiadanie osobno woltomierza, amperomierza, omomierza, a do tego jeszcze mostka, o tyle nowoczesny multimetr jest jak najbardziej pożądany. Prosta obsługa, jednoznaczny odczyt (wyświetlacz numeryczny) oraz przyzwoite parametry sprawiają, że taki miernik stanowi podstawowe wyposażenie każdego warsztatu.
Sytuacja komplikuje się jednak — nomen omen — w momencie, gdy chcemy lub, co gorsza, musimy skorzystać z funkcji oscyloskopu. Po pierwsze, należy tę opcję włączyć, a po drugie ustawić, klikając w klawisze — nierzadko posiadające po kilka funkcji, w zależności od tego, w którym oknie ustawień aktualnie się znajdujemy — wszystkie parametry: od czułości wejścia, przez podstawę czasu i wyzwalanie, aż po położenie przebiegu na ekranie. Na szczęście do dyspozycji jest również skrót w postaci trybu Auto. Wybranie tej opcji zwalnia nas z ręcznego ustawiania większości parametrów i sam miernik zadba, by pokazać na ekranie optymalny rysunek mierzonego przebiegu... Optymalny, ale nie znaczy, że idealny. Często bowiem i tak konieczna jest ręczna korekta — chociażby rozciągnięcie przebiegu w celu dokładniejszego obejrzenia interesującego fragmentu. A to wciąż nie koniec możliwości — miernik ten oferuje również funkcję wbudowanego generatora funkcyjnego. Oczywiście jest to generator uproszczony, ale jednak obecny. Łatwo sobie wyobrazić (lub przekonać się na własnej skórze), co dzieje się w sytuacji, gdy musimy zmienić parametry generatora, a następnie dopasować do nich ustawienia oscyloskopu. Dla mnie jest to rozwiązanie dobre raczej dla masochisty niż dla elektronika.
Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z pewną namiastką pełnoprawnego oscyloskopu, a całość jest bez wątpienia wygodniejsza niż wożenie na każdą naprawę wyjazdową osobno miernika, oscyloskopu i generatora — zamkniętych w oddzielnych (i wcale nie małych, zwłaszcza w przypadku oscyloskopu i generatora funkcyjnego) obudowach.
Takie zastosowanie jestem w stanie zaakceptować. Nadal jednak raczej odradzałbym zakup miernika typu „wszystko‑w‑jednym” osobom pracującym wyłącznie stacjonarnie — chyba że miałby on pełnić rolę, jak wspominałem wcześniej, drugiego oscyloskopu lub trzeciego miernika w warsztacie.
Jest natomiast jedno zastosowanie, w którym taki miernik sprawdza się wręcz idealnie — mam tu na myśli izolację galwaniczną od zasilania sieciowego. Żadnym oscyloskopem stacjonarnym (w każdym razie bez specjalnych ulepszeń) nie da się czegoś takiego dokonać.
Przypomniałem sobie właśnie, jak w jednym z moich pierwszych serwisów kolega — inżynier elektronik po politechnice — w ten sposób spalił trzy oscyloskopy… Najwyraźniej nie było go na tych zajęciach, na których omawiana była budowa oscyloskopu stacjonarnego (innych wtedy jeszcze po prostu nie było).
No dobrze, mamy mniej więcej rozeznanie co do przydatności tego miernika, a co z jego dokładnością? Parametrami?
Tu pozwolę sobie przytoczyć parametry producenta i kilka fotek z moich testów.
Na początek testy woltomierza:
Moim skromnym zdaniem - świetne.
A tak wygląda pomiar napięcia podczas korzystania z oscyloskopu:
Oscylogram wyświetlany jest w tle (w tym wypadku tylko linia na górze ekranu), podczas gdy parametry mierzonego przebiegu w wydzielonym na ekranie okienku.
A co z przebiegami z wbudowanego generatora? Kilka przykładowych:
Sinus:
Prostokąt:
I - jako bonus
piła:
Wracając na chwilę do miernika — podczas ładowania akumulatora (18650) niedozwolone jest dokonywanie pomiarów. Dlatego też, gdy włożymy wtyczkę USB‑C do gniazda ładowania, gniazda pomiarowe są automatycznie „zaślepione” — przy podłączonych przewodach pomiarowych nie mamy możliwości dostania się do gniazda ładowania.
Wygląda to w ten sposób:
Ładowanie włączone - wtyczka w gnieździe USB:
(Proszę zwrócić uwagę na wnętrza gniazd)
I wyłączona wtyczka:
Realizowane jest to niezwykle prosto, aczkolwiek skutecznie — odblokowanie gniazda USB powoduje przesunięcie plastikowych zaślepek, co uniemożliwia podłączenie sond pomiarowych. Dlaczego takie patenty? Na to pytanie każdy powinien sam sobie odpowiedzieć…
I jeszcze raz to samo:
A tak opisał to producent:
Skoro już przy tym jesteśmy - kilka fotek z instrukcji obsługi:
I trochę parametrów:
A taką tabelkę możemy znaleźć na stronie sprzedawcy:
Plus ikonki dotyczące tego, co miernik oferuje:
No właśnie - jeszcze zrzut strony sprzedawcy by się przydał:
Tu — po raz nie wiem już który — chciałbym przypomnieć, że podana na powyższym zrzucie strony cena jest… powiedzmy „umowna”. Jak już wspominałem w innych tematach, to za ile uda nam się „trafić” dany towar, zależy od wielu czynników: od konkretnego sprzedawcy, od zestawu, jaki wybierzemy (niektóre mierniki możemy dostać „gołe” — w samym kartonowym pudełku, inne z wyposażeniem „na wypasie”; ceny są więc, ze zrozumiałych względów, zależne od wybranego zestawu), od ewentualnych promocji oraz np. od tego, ile i za ile kupujemy — niekoniecznie od tego samego sprzedawcy — w danym zamówieniu.
Ponadto AliExpress od czasu do czasu oferuje kupony umożliwiające zakupy ze zniżkami, ale o tym mądrzejsi ode mnie wypowiadali się w sieci już nie raz, więc proszę poszukać.
Podsumowując — miernik z oscyloskopem może być naprawdę przydatnym narzędziem pomiarowym, ale osobiście raczej nie polecałbym go początkującym (no chyba, że komuś odpowiada zabawa przy każdej zmianie pomiaru
). Jak pisałem — sam miernik, jako woltomierz, amperomierz czy omomierz, jest jak najbardziej godny polecenia, ale oscyloskop w nim to swego rodzaju erzatz prawdziwego oscyloskopu.
Dlaczego? Zbyt wiele trzeba by tu tłumaczyć — Piotr Górecki zrobił to lepiej na swoim kanale. Ja tylko dodam, że oprócz wygody obsługi w grę wchodzi także ograniczona (ze względu na cenę oraz samą konstrukcję miernika) zdolność pomiarowa takiego oscyloskopu. Przede wszystkim głównym ograniczeniem jest — chociaż akurat w przypadku tego konkretnego miernika nie jest najgorzej — częstotliwość obserwowanych przebiegów. I nie radzę sugerować się wyłącznie tym, co podaje producent — rzeczywista częstotliwość, dla której pomiar takim oscyloskopem ma jeszcze jakiś sens, jest mniejsza, chociaż i tu, jak już pisałem, nie jest najgorzej.
Niemniej jednak, jako drugi (a tym bardziej izolowany od sieci) oscyloskop, jest to przydatne narzędzie pomiarowe.
P.S. W kolejnym temacie postaram się przedstawić podobny miernik — tym razem z propozycji Zoyi czy jakoś tak (normalnie nie da się tego wymówić, a tym bardziej zapamiętać) — który moim zdaniem zupełnie niezrozumiale bywa stawiany jako sprzęt co najmniej tak dobry, jak ten tu przedstawiony. Osobiście, po kilku chwilach „zabaw” z oboma miernikami, odniosłem wrażenie, że opinia na temat tego Z… coś tam jest mocno przesadzona. Ciekaw jestem, czy podzielicie podobne zdanie?
Pozdrawiam serdecznie.
Od pewnego czasu na rynku pojawiło się mnóstwo najróżniejszych ofert tego typu mierników — w różnych przedziałach cenowych i z rozmaicie deklarowanymi parametrami. Niestety, często są one obarczone dużą dozą marketingowych obietnic, które mają zachęcić do zakupu, lecz nie zawsze odzwierciedlają realne możliwości urządzeń.
Dziś chciałbym zaprezentować kilka zdjęć jednego z — moim zdaniem — lepszych mierników tej klasy, a mianowicie modelu Owon HDS 160.
Jeden z moich kolegów skusił się na to urządzenie, dzięki czemu udało mi się przekonać go do użyczenia miernika na kilka dni. To właśnie stąd wziął się pomysł na przygotowanie poniższego artykułu.
Miernik dotarł w kartonowym pudełku z kolorową grafiką, co świadczy o tym, że producent przyłożył się do reklamowania swojego produktu już „na starcie”. Trzeba to pochwalić, choć z drugiej strony — w czasach, gdy coraz większy nacisk kładzie się na ekologię — można by się spodziewać raczej szaro‑burego pudełka ze skromnym, jednokolorowym nadrukiem, jak miało to miejsce chociażby w przypadku niedawno prezentowanej lutownicy Aneng.
Nic to — otwieramy pudełko i co widzimy? Estetyczny „kuferek” (a właściwie etui) zawierający kompletny zestaw. Zestaw, ponieważ miernik trafia do użytkownika (przynajmniej w tej wersji — dostępne są również uboższe konfiguracje) wraz z niezbędnym wyposażeniem. W komplecie znajdują się m.in. sondy oscyloskopowe, przewód do ładowania (oraz do połączenia z komputerem w celu „ściągnięcia” zapisanych oscylogramów), a także przewody pomiarowe do funkcji multimetru.
Co do tych ostatnich — niestety są to jedynie dość dobre sondy, choć zdecydowanie nie należą do najlepszych. Izolacja wykonana jest z tworzywa wytrzymującego temperatury tylko nieco powyżej 100 °C, a same końcówki sond nie grzeszą szczególną precyzją. Szkoda, choć na początek przewody pomiarowe można jeszcze zaakceptować.
Jeśli jednak ktoś poczuje niedosyt — chociażby już podczas pierwszych pomiarów na płytach gęsto upakowanych elementami SMD — bardzo szybko będzie musiał rozejrzeć się za przewodami w silikonowej izolacji (zdecydowanie bardziej elastycznej) oraz końcówkami sond o znacznie ostrzejszym zakończeniu.
Nie mówię, że te dołączone do zestawu są złe — absolutnie nie. Po prostu, mając do czynienia z naprawdę dobrymi przewodami i sondami, trudno później wrócić do sztywniejszych przewodów, a cienkie, ostro zakończone końcówki sond w przypadku elementów powierzchniowych są wręcz niezbędne.
Jak widać, bohater dzisiejszego materiału został wyposażony w dość spory, kolorowy wyświetlacz o całkiem niezłej rozdzielczości — jak na przenośny miernik w tej (w sumie niewielkiej) cenie. To zdecydowany plus.
Od razu przyznam, że — zapewne z racji wieku i przyzwyczajeń — nie jestem entuzjastą mierników typu „wszystko‑w‑jednym”. Rozumiem jednak realia dzisiejszych czasów, w których telefon (z założenia służący do prowadzenia rozmów na odległość) musi mieć dostęp do Internetu, kamerę, aparat fotograficzny oraz kilkaset dodatkowych funkcji, z których realnie wykorzystywane jest może 10%. Stał się on symbolem statusu, bez którego „nie wypada” się pokazać.
Rozumiem natomiast sens istnienia miernika o takiej uniwersalności. Uważam, że jest to narzędzie bardzo przydatne w przypadku napraw wyjazdowych lub po prostu jako drugi (czy trzeci) miernik uniwersalny, oferujący dodatkowo możliwość skorzystania z funkcji oscyloskopu.
Jako jedyny miernik w wyposażeniu — szczególnie dla „Młodego Zdolnego” elektronika — według mnie jednak się nie sprawdzi.
Dlaczego?
Otóż uważam — i od razu zaznaczam, że jest to wyłącznie moja, subiektywna opinia — że miernik tego typu, wyposażony w oscyloskop, jest po prostu zbyt uciążliwy w obsłudze.
O ile sam miernik uniwersalny jest narzędziem absolutnie niezbędnym i nie ma już dziś racji bytu (jak bywało dawniej) posiadanie osobno woltomierza, amperomierza, omomierza, a do tego jeszcze mostka, o tyle nowoczesny multimetr jest jak najbardziej pożądany. Prosta obsługa, jednoznaczny odczyt (wyświetlacz numeryczny) oraz przyzwoite parametry sprawiają, że taki miernik stanowi podstawowe wyposażenie każdego warsztatu.
Sytuacja komplikuje się jednak — nomen omen — w momencie, gdy chcemy lub, co gorsza, musimy skorzystać z funkcji oscyloskopu. Po pierwsze, należy tę opcję włączyć, a po drugie ustawić, klikając w klawisze — nierzadko posiadające po kilka funkcji, w zależności od tego, w którym oknie ustawień aktualnie się znajdujemy — wszystkie parametry: od czułości wejścia, przez podstawę czasu i wyzwalanie, aż po położenie przebiegu na ekranie. Na szczęście do dyspozycji jest również skrót w postaci trybu Auto. Wybranie tej opcji zwalnia nas z ręcznego ustawiania większości parametrów i sam miernik zadba, by pokazać na ekranie optymalny rysunek mierzonego przebiegu... Optymalny, ale nie znaczy, że idealny. Często bowiem i tak konieczna jest ręczna korekta — chociażby rozciągnięcie przebiegu w celu dokładniejszego obejrzenia interesującego fragmentu. A to wciąż nie koniec możliwości — miernik ten oferuje również funkcję wbudowanego generatora funkcyjnego. Oczywiście jest to generator uproszczony, ale jednak obecny. Łatwo sobie wyobrazić (lub przekonać się na własnej skórze), co dzieje się w sytuacji, gdy musimy zmienić parametry generatora, a następnie dopasować do nich ustawienia oscyloskopu. Dla mnie jest to rozwiązanie dobre raczej dla masochisty niż dla elektronika.
Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z pewną namiastką pełnoprawnego oscyloskopu, a całość jest bez wątpienia wygodniejsza niż wożenie na każdą naprawę wyjazdową osobno miernika, oscyloskopu i generatora — zamkniętych w oddzielnych (i wcale nie małych, zwłaszcza w przypadku oscyloskopu i generatora funkcyjnego) obudowach.
Takie zastosowanie jestem w stanie zaakceptować. Nadal jednak raczej odradzałbym zakup miernika typu „wszystko‑w‑jednym” osobom pracującym wyłącznie stacjonarnie — chyba że miałby on pełnić rolę, jak wspominałem wcześniej, drugiego oscyloskopu lub trzeciego miernika w warsztacie.
Jest natomiast jedno zastosowanie, w którym taki miernik sprawdza się wręcz idealnie — mam tu na myśli izolację galwaniczną od zasilania sieciowego. Żadnym oscyloskopem stacjonarnym (w każdym razie bez specjalnych ulepszeń) nie da się czegoś takiego dokonać.
Przypomniałem sobie właśnie, jak w jednym z moich pierwszych serwisów kolega — inżynier elektronik po politechnice — w ten sposób spalił trzy oscyloskopy… Najwyraźniej nie było go na tych zajęciach, na których omawiana była budowa oscyloskopu stacjonarnego (innych wtedy jeszcze po prostu nie było).
No dobrze, mamy mniej więcej rozeznanie co do przydatności tego miernika, a co z jego dokładnością? Parametrami?
Tu pozwolę sobie przytoczyć parametry producenta i kilka fotek z moich testów.
Na początek testy woltomierza:
Moim skromnym zdaniem - świetne.
A tak wygląda pomiar napięcia podczas korzystania z oscyloskopu:
Oscylogram wyświetlany jest w tle (w tym wypadku tylko linia na górze ekranu), podczas gdy parametry mierzonego przebiegu w wydzielonym na ekranie okienku.
A co z przebiegami z wbudowanego generatora? Kilka przykładowych:
Sinus:
Prostokąt:
I - jako bonus
Wracając na chwilę do miernika — podczas ładowania akumulatora (18650) niedozwolone jest dokonywanie pomiarów. Dlatego też, gdy włożymy wtyczkę USB‑C do gniazda ładowania, gniazda pomiarowe są automatycznie „zaślepione” — przy podłączonych przewodach pomiarowych nie mamy możliwości dostania się do gniazda ładowania.
Wygląda to w ten sposób:
Ładowanie włączone - wtyczka w gnieździe USB:
(Proszę zwrócić uwagę na wnętrza gniazd)
I wyłączona wtyczka:
Realizowane jest to niezwykle prosto, aczkolwiek skutecznie — odblokowanie gniazda USB powoduje przesunięcie plastikowych zaślepek, co uniemożliwia podłączenie sond pomiarowych. Dlaczego takie patenty? Na to pytanie każdy powinien sam sobie odpowiedzieć…
I jeszcze raz to samo:
A tak opisał to producent:
Skoro już przy tym jesteśmy - kilka fotek z instrukcji obsługi:
I trochę parametrów:
A taką tabelkę możemy znaleźć na stronie sprzedawcy:
Plus ikonki dotyczące tego, co miernik oferuje:
No właśnie - jeszcze zrzut strony sprzedawcy by się przydał:
Tu — po raz nie wiem już który — chciałbym przypomnieć, że podana na powyższym zrzucie strony cena jest… powiedzmy „umowna”. Jak już wspominałem w innych tematach, to za ile uda nam się „trafić” dany towar, zależy od wielu czynników: od konkretnego sprzedawcy, od zestawu, jaki wybierzemy (niektóre mierniki możemy dostać „gołe” — w samym kartonowym pudełku, inne z wyposażeniem „na wypasie”; ceny są więc, ze zrozumiałych względów, zależne od wybranego zestawu), od ewentualnych promocji oraz np. od tego, ile i za ile kupujemy — niekoniecznie od tego samego sprzedawcy — w danym zamówieniu.
Ponadto AliExpress od czasu do czasu oferuje kupony umożliwiające zakupy ze zniżkami, ale o tym mądrzejsi ode mnie wypowiadali się w sieci już nie raz, więc proszę poszukać.
Podsumowując — miernik z oscyloskopem może być naprawdę przydatnym narzędziem pomiarowym, ale osobiście raczej nie polecałbym go początkującym (no chyba, że komuś odpowiada zabawa przy każdej zmianie pomiaru
Dlaczego? Zbyt wiele trzeba by tu tłumaczyć — Piotr Górecki zrobił to lepiej na swoim kanale. Ja tylko dodam, że oprócz wygody obsługi w grę wchodzi także ograniczona (ze względu na cenę oraz samą konstrukcję miernika) zdolność pomiarowa takiego oscyloskopu. Przede wszystkim głównym ograniczeniem jest — chociaż akurat w przypadku tego konkretnego miernika nie jest najgorzej — częstotliwość obserwowanych przebiegów. I nie radzę sugerować się wyłącznie tym, co podaje producent — rzeczywista częstotliwość, dla której pomiar takim oscyloskopem ma jeszcze jakiś sens, jest mniejsza, chociaż i tu, jak już pisałem, nie jest najgorzej.
Niemniej jednak, jako drugi (a tym bardziej izolowany od sieci) oscyloskop, jest to przydatne narzędzie pomiarowe.
P.S. W kolejnym temacie postaram się przedstawić podobny miernik — tym razem z propozycji Zoyi czy jakoś tak (normalnie nie da się tego wymówić, a tym bardziej zapamiętać) — który moim zdaniem zupełnie niezrozumiale bywa stawiany jako sprzęt co najmniej tak dobry, jak ten tu przedstawiony. Osobiście, po kilku chwilach „zabaw” z oboma miernikami, odniosłem wrażenie, że opinia na temat tego Z… coś tam jest mocno przesadzona. Ciekaw jestem, czy podzielicie podobne zdanie?
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY