Widoczny na zdjęciu pad od konsoli Xbox został zalany. Prawdopodobnie jakimś sokiem owocowym. Działa, jednak klawisze reagują "opornie", trudno więc mówić aby można go było użytkować w takim stanie. Wiadomo, w grach liczy się precyzja, szybkość "kliknięcia" a teraz o czymś takim nie może być mowy. No cóż, trzeba go rozebrać i zobaczyć czy uda się coś z tym zrobić... Niestety, w tym przypadku aby dostać się do klawiszy, a w zasadzie ich popychaczy czeka nas demontaż dokładnie wszystkiego.
Jak zawsze, każdorazową rozbiórkę sprzętu rozpoczynamy od odłączenia zasilania. W naszym przypadku jest to akumulator. Z wyjęciem nie ma żadnego problemu, jest na zewnątrz obudowy.
Następnie musimy zdemontować te niebieskie boki.
Trzymają się na zatrzaskach. Ja wykorzystałem tutaj plastikowy otwierak. Trzeba przyznać że dosyć trudno je wyjąć, musiałem trochę się namęczyć jednak plastik z jakiego są wykonane jest dosyć odporny na pęknięcia więc obyło się na szczęście bez uszkodzeń.
Z drugiej strony postępujemy w podobny sposób.
Próbowałem raz z góry, raz z dołu je podważyć ale szczerze mówiąc nie wiem jak byłoby łatwiej, wykorzystywałem tutaj różne sposoby.
Po demontażu ukażą nam się dwa wkręty które musimy odkręcić.
Kolejny znajduje się pod naklejką gdzie był akumulator.
W sumie mamy tutaj 5 torxów.
Zdejmujemy ostrożnie górną obudowę.
Wyciągamy "grzybki analogów".
Widzimy pierwsze ślady substancji obcej. Ale to dopiero początek.
Widok z drugiej strony po ściągnięciu tylnej części.
W sumie mamy tutaj 4 silniki od wibracji. Dwa większe i dwa małe w przedniej części.
Odłączamy dwa przewody od komunikacji.
Przy okazji spójrzmy cóż to za scalak sygnowany logiem Microsoft.
Musimy także wyciągnąć małą część obudowy przy złączu. Dwa zatrzaski.
Aby uwolnić płytę należy także odlutować po 4 przewody z dwóch stron. Zasilają one silniki wibratorów.
Alternatywą tej czynności, zamiast wylutu jest wyciąganie silników jednak przewody tego mniejszego, z przodu, są dosyć mocno poupychane w całej obudowie. Dużo pracy, dodatkowo istnieje ryzyko przypadkowego ich urwania, najgorzej jeśli się to stanie z częścią laminatu lub zaraz przy obudowie silnika. Oczywiście trzeba zapamiętać, zapisać który gdzie był. Jeden z czarnych przewodów mniejszego wibratora posiada mało widoczny biały pasek.
Ja zastosowałem tutaj metodę "łączoną"
tzn. czarne przewody odlutowałem, natomiast większe silniki wyciągnąłem.
Aby to zrobić trzeba podważyć zaczep.
Odkręcamy wkręty, wyciągamy PCB. Na środku jest złączę, połączenie z kolejną płytką drukowaną...
...którą wygląda tak.
Jedno ze złącz nie jest lutowane, posiada tylko styki które dociska laminat. Najlepiej od razu go wyciągnąć żeby się nie zgubiło.
Odkręcamy kolejną płytkę. Tutaj także widoczne ślady zalania...
Demontujemy "gumy", wszystko czyścimy łącznie z laminatem, postępujemy podobnie jak przy czyszczeniu pilotów od sprzętu RTV, tutaj mamy ten sam patent jeśli chodzi o przyciski.
Sok, czy też jakaś inna substancja obca dostała się jednak w największej ilości na same popychacze.
Każdy z osobna demontujemy i czyścimy. Łącznie z gniazdem w którym był umieszczony.
W takim stanie działało to jak ze smarem spowalniającym więc o poprawnej funkcjonalności nie mogło być mowy.
W celu sprawdzenia czy jeszcze gdzieś nie ma zacieków zdemontowałem także kolejną maskownicę. Tą z przodu. Tu również zatrzaski.
Na szczęście "analogi" są w porządku, nic do nich się nie dostało. Pewnie dzięki konstrukcji "grzybków". Spójrzmy jednak na producenta tych podzespołów do tego pada.
Naprawa zakończona powodzeniem jednak jak widać trzeba trochę czasu poświęcić aby usunąć tak błahą, mogłoby się wydawać usterkę. Wszystko przez to że producent tak skonstruował ten właśnie sprzęt. Wymagany jest kompletny demontaż. Przy zalaniu trzeba sprawdzić wszystkie miejsca czy gdzieś nie ma śladów substancji obcej. Ja do czyszczenia używałem izopropanolu i w tej sytuacji spisał się bardzo dobrze zarówno do wyczyszczenia laminatu jak i plastików. Czyściłem nim także styki na gumach jednak zawsze warto sprawdzić czy nie będzie on zbyt agresywny w danym przypadku. Kiedyś ktoś wspominał o tym na forum więc zawsze zalecam ostrożność i pierwsze przetestowania czy dany preparat nie jest zbyt "silny" do konkretnego celu.
Jak zawsze, każdorazową rozbiórkę sprzętu rozpoczynamy od odłączenia zasilania. W naszym przypadku jest to akumulator. Z wyjęciem nie ma żadnego problemu, jest na zewnątrz obudowy.
Następnie musimy zdemontować te niebieskie boki.
Trzymają się na zatrzaskach. Ja wykorzystałem tutaj plastikowy otwierak. Trzeba przyznać że dosyć trudno je wyjąć, musiałem trochę się namęczyć jednak plastik z jakiego są wykonane jest dosyć odporny na pęknięcia więc obyło się na szczęście bez uszkodzeń.
Z drugiej strony postępujemy w podobny sposób.
Próbowałem raz z góry, raz z dołu je podważyć ale szczerze mówiąc nie wiem jak byłoby łatwiej, wykorzystywałem tutaj różne sposoby.
Po demontażu ukażą nam się dwa wkręty które musimy odkręcić.
Kolejny znajduje się pod naklejką gdzie był akumulator.
W sumie mamy tutaj 5 torxów.
Zdejmujemy ostrożnie górną obudowę.
Wyciągamy "grzybki analogów".
Widzimy pierwsze ślady substancji obcej. Ale to dopiero początek.
Widok z drugiej strony po ściągnięciu tylnej części.
W sumie mamy tutaj 4 silniki od wibracji. Dwa większe i dwa małe w przedniej części.
Odłączamy dwa przewody od komunikacji.
Przy okazji spójrzmy cóż to za scalak sygnowany logiem Microsoft.
Musimy także wyciągnąć małą część obudowy przy złączu. Dwa zatrzaski.
Aby uwolnić płytę należy także odlutować po 4 przewody z dwóch stron. Zasilają one silniki wibratorów.
Alternatywą tej czynności, zamiast wylutu jest wyciąganie silników jednak przewody tego mniejszego, z przodu, są dosyć mocno poupychane w całej obudowie. Dużo pracy, dodatkowo istnieje ryzyko przypadkowego ich urwania, najgorzej jeśli się to stanie z częścią laminatu lub zaraz przy obudowie silnika. Oczywiście trzeba zapamiętać, zapisać który gdzie był. Jeden z czarnych przewodów mniejszego wibratora posiada mało widoczny biały pasek.
Ja zastosowałem tutaj metodę "łączoną"
Aby to zrobić trzeba podważyć zaczep.
Odkręcamy wkręty, wyciągamy PCB. Na środku jest złączę, połączenie z kolejną płytką drukowaną...
...którą wygląda tak.
Jedno ze złącz nie jest lutowane, posiada tylko styki które dociska laminat. Najlepiej od razu go wyciągnąć żeby się nie zgubiło.
Odkręcamy kolejną płytkę. Tutaj także widoczne ślady zalania...
Demontujemy "gumy", wszystko czyścimy łącznie z laminatem, postępujemy podobnie jak przy czyszczeniu pilotów od sprzętu RTV, tutaj mamy ten sam patent jeśli chodzi o przyciski.
Sok, czy też jakaś inna substancja obca dostała się jednak w największej ilości na same popychacze.
Każdy z osobna demontujemy i czyścimy. Łącznie z gniazdem w którym był umieszczony.
W takim stanie działało to jak ze smarem spowalniającym więc o poprawnej funkcjonalności nie mogło być mowy.
W celu sprawdzenia czy jeszcze gdzieś nie ma zacieków zdemontowałem także kolejną maskownicę. Tą z przodu. Tu również zatrzaski.
Na szczęście "analogi" są w porządku, nic do nich się nie dostało. Pewnie dzięki konstrukcji "grzybków". Spójrzmy jednak na producenta tych podzespołów do tego pada.
Naprawa zakończona powodzeniem jednak jak widać trzeba trochę czasu poświęcić aby usunąć tak błahą, mogłoby się wydawać usterkę. Wszystko przez to że producent tak skonstruował ten właśnie sprzęt. Wymagany jest kompletny demontaż. Przy zalaniu trzeba sprawdzić wszystkie miejsca czy gdzieś nie ma śladów substancji obcej. Ja do czyszczenia używałem izopropanolu i w tej sytuacji spisał się bardzo dobrze zarówno do wyczyszczenia laminatu jak i plastików. Czyściłem nim także styki na gumach jednak zawsze warto sprawdzić czy nie będzie on zbyt agresywny w danym przypadku. Kiedyś ktoś wspominał o tym na forum więc zawsze zalecam ostrożność i pierwsze przetestowania czy dany preparat nie jest zbyt "silny" do konkretnego celu.
Fajne? Ranking DIY
