W dzisiejszym artykule kolejny sprzęt z epoki PRL-u. Opiekacz Predom Selfa. Myślę że wiele osób miało go kiedyś w swojej kuchni a jeśli nie to przynajmniej go kojarzy. Niektóre osoby użytkują go z powodzeniem po dzień dzisiejszy
Przednią szybę łatwo można zdemontować na zawiasie.
W moim egzemplarzu były także aluminiowe płytki ochronne montowane w środku komory.
Sprzęt stoi na dosyć wysokich nóżkach. Te same elementy zastosowano także na ściance bocznej oraz tylnej. Tutaj jednak mają za zadanie zapewnić odpowiedni dystans, wentylację. Tak aby nie można było sprzętu ustawić zbyt blisko czegoś. Prosty i skuteczny sposób. Współcześnie raz spotkałem się z podobnym rozwiązaniem w lodówce, wszędzie indziej można było znaleźć tylko zalecaną odległość w instrukcji obsługi, pytanie tylko czy wszyscy tego przestrzegają...A w Selfie nie mieli innego wyjścia.
Na odgiętce przewodu zasilającego widać już upływ czasu.
Podobnie tabliczka znamionowa, co nieco da się jednak z niej jeszcze odczytać...
Tutaj zawsze fascynowała mnie rubryka: "cena", wyobrażacie sobie teraz coś takiego?
Z lewej strony umieszczono panel sterowania. Na nim kontrolka zasilania, pokrętło timera. Dokładnie taką samą gałkę stosowano także w innych urządzeniach Predom.
Na samym dole zespół wyłączników. Główny zasilania, włączający napęd silnika rożna oraz grzałek.
Całość obudowy wykonana ze zwykłej stali, nie ma tutaj "nierdzewki" jak mogłoby się gdzieniegdzie wydawać.
Zaglądamy do środka, oczywiście wcześniej upewniając się że mamy odłączoną wtyczkę zasilania.
Przy rozbiórce dobrze wiedzieć - boczna ścianka jest podgięta z dołu.
Tak to wygląda wewnątrz.
Silnik napędzający rożen.
Mocowanie od strony komory. Przykręcony na kilku śrubach.
Moduł włączników od strony konektorów.
Wyłącznik czasowy.
Przykręcony na dwóch śrubach pod pokrętłem.
W moim przypadku jest z nim taki problem, że w momencie załączenia posiada pewną rezystancję, nie zwiera dokładnie na 0Ω.
Mocowanie przewodu zasilającego.
Bardzo dobra rzecz to schemat umieszczony wewnątrz. Dziś jeszcze czasem coś takiego można spotkać w niektórych sprzętach AGD (np. kuchenki mikrofalowe).
Wyprowadzenie grzałek.
Znajdują się one w górnej części komory.
A jeśli przy grzałkach jesteśmy to warto wspomnieć, że często ulegały one uszkodzeniu, przebiciu do obudowy, czego nie zawsze jesteśmy w stanie sprawdzić multimetrem. Postanowiłem jednak, że o tego typu zagadnieniu poświęce osobny materiał.
Na koniec warto wspomnieć, że istniała także bardziej rozbudowana wersja tego opiekacza.
Czym się różniła? Posiadała dodatkową grzałkę na dole oraz termostat.
Udało mi się "dorwać" i taką
Widać od razu całkowicie inne pokrętła. Nie zwiększono ilości przycisków pomimo dodatkowego elementu grzejnego, zrezygnowano z wyłącznika głównego, jego rolę pełni tutaj sam timer.
Sporo różnic w środku. Zastosowano inne elementy.
Obok konektorów grzałek widzimy wchodzący do komory czujnik od termostatu.
A czy Wy znaliście któryś z tych reliktów przeszłości?
Przednią szybę łatwo można zdemontować na zawiasie.
W moim egzemplarzu były także aluminiowe płytki ochronne montowane w środku komory.
Sprzęt stoi na dosyć wysokich nóżkach. Te same elementy zastosowano także na ściance bocznej oraz tylnej. Tutaj jednak mają za zadanie zapewnić odpowiedni dystans, wentylację. Tak aby nie można było sprzętu ustawić zbyt blisko czegoś. Prosty i skuteczny sposób. Współcześnie raz spotkałem się z podobnym rozwiązaniem w lodówce, wszędzie indziej można było znaleźć tylko zalecaną odległość w instrukcji obsługi, pytanie tylko czy wszyscy tego przestrzegają...A w Selfie nie mieli innego wyjścia.
Na odgiętce przewodu zasilającego widać już upływ czasu.
Podobnie tabliczka znamionowa, co nieco da się jednak z niej jeszcze odczytać...
Tutaj zawsze fascynowała mnie rubryka: "cena", wyobrażacie sobie teraz coś takiego?
Z lewej strony umieszczono panel sterowania. Na nim kontrolka zasilania, pokrętło timera. Dokładnie taką samą gałkę stosowano także w innych urządzeniach Predom.
Na samym dole zespół wyłączników. Główny zasilania, włączający napęd silnika rożna oraz grzałek.
Całość obudowy wykonana ze zwykłej stali, nie ma tutaj "nierdzewki" jak mogłoby się gdzieniegdzie wydawać.
Zaglądamy do środka, oczywiście wcześniej upewniając się że mamy odłączoną wtyczkę zasilania.
Przy rozbiórce dobrze wiedzieć - boczna ścianka jest podgięta z dołu.
Tak to wygląda wewnątrz.
Silnik napędzający rożen.
Mocowanie od strony komory. Przykręcony na kilku śrubach.
Moduł włączników od strony konektorów.
Wyłącznik czasowy.
Przykręcony na dwóch śrubach pod pokrętłem.
W moim przypadku jest z nim taki problem, że w momencie załączenia posiada pewną rezystancję, nie zwiera dokładnie na 0Ω.
Mocowanie przewodu zasilającego.
Bardzo dobra rzecz to schemat umieszczony wewnątrz. Dziś jeszcze czasem coś takiego można spotkać w niektórych sprzętach AGD (np. kuchenki mikrofalowe).
Wyprowadzenie grzałek.
Znajdują się one w górnej części komory.
A jeśli przy grzałkach jesteśmy to warto wspomnieć, że często ulegały one uszkodzeniu, przebiciu do obudowy, czego nie zawsze jesteśmy w stanie sprawdzić multimetrem. Postanowiłem jednak, że o tego typu zagadnieniu poświęce osobny materiał.
Na koniec warto wspomnieć, że istniała także bardziej rozbudowana wersja tego opiekacza.
Czym się różniła? Posiadała dodatkową grzałkę na dole oraz termostat.
Udało mi się "dorwać" i taką
Sporo różnic w środku. Zastosowano inne elementy.
Obok konektorów grzałek widzimy wchodzący do komory czujnik od termostatu.
A czy Wy znaliście któryś z tych reliktów przeszłości?
Fajne? Ranking DIY