Ostatnio osoba z rodziny podrzuciła mi blender do naprawy. Był używany sporadycznie, np. ostatnio w okolicach Świąt Wielkanocnych podczas przygotowywania wypieków. Wtedy też przestał działać.
Dlaczego?
Przewód zasilający "się ukręcił" co widać na foto, trzeba go "tylko" wymienić i będzie działać. Uwierzyłem i podjąłem się naprawy, myśląc, że zajmie to maks. 15 min…
Zastanawiałem się, czy warto to opisywać, ale jak to zwykle bywa z 15 min zrobiło się więcej i pojawiły się dodatkowe niespodzianki, więc wrzucam kilka zdjęć i opis naprawy...
Pierwszy krok - otwarcie obudowy.
Śrub żadnych nie widać, ale obudowa wydaję się solidnie zespolona, więc muszą być gdzieś ukryte, nie trzyma się raczej tylko na zatrzaskach. Najpierw zdejmujemy pokrętło i przedni "szyldzik", śrubki są pod.
Odkręciłem wszystkie, ale obudowa trzyma się jeszcze oczywiście na zatrzaskach. W tym momencie musiałem się trochę przyłożyć, żeby niczego nie połamać. Zamiast dedykowanych otwieraków od wielu lat w takich sytuacjach używam dociętych w miarę potrzeb starych kart różnego rodzaju.
Wnętrze bez niespodzianek, budowa typowa jak na taki sprzęt - silnik szczotkowy, tzw. uniwersalny. W środku wszystko aż szare od pyłu ze szczotek, nawet trochę tego pyłu wydostało się na zewnątrz. Wszystkie elementy obudowy poszły do mycia, a wnętrze do przedmuchania.
Stan szczotek oceniłem na akceptowalny - została chyba ponad połowa, zresztą nie miałem innych na podmianę a naprawa miała być szybka.
Komutator z lekkimi ryskami, ale nie podejmowałem się żadnego wygładzania, przeskrobałem tylko szczeliny i wyczyściłem wszystko izopropanolem.
W czasie jak plastiki po wstępnym (niezbyt skutecznym) myciu ręcznym myły się w zmywarce
Wykonanie blendera wydaje się dość porządne, np. przełącznik biegów, mimo, że prymitywny...
...to do połączenia wszystkiego użyto małej PCB, a wszystkie połączenia z pozostałymi podzespołami wykonane za pomocą konektorów - wsuwek.
Zdemontowałem uszkodzony przewód, znalazłem dawcę nowego. Trafił się szary, wyglądający na solidniejszy i grubszy, ale pasował akurat do przepustu i odgiętki.
Dawcą przewodu była taka oto suszarka - widok już po pobraniu organów
Działała, ale została wyłączona z użytkowania ze względów bezpieczeństwa i estetycznych - powoli większość elementów plastikowych zaczęła się w niej kruszyć i rozpadać. Ponieważ poza tym jest sprawna i dmucha dość mocno to mam na nią pewien plan z wykorzystaniem drukarki 3D, który być może też kiedyś opiszę na elektrodzie...
Wracając do tematu, po zaciśnięciu konektorów na nowym przewodzie zacząłem wszystko składać, na szczęście zrobiłem próbę na stole przed złożeniem i okazało się, że nie działa
Pierwsze podejrzenie padło na bezpiecznik termiczny, który najczęściej jest gdzieś przy uzwojeniu.
Bliższe oględziny silnika ujawniły przyczynę:
Zastanawiałem się nawet czy sam tego nie zepsułem podczas demontażu, ale prawda okazała się się inna.
Używając odrobiny perswazji, a w pewnym momencie nawet groźby, że sprzęt idzie do kosza i chyba się nie da naprawić
Dopiero w tym roku poddała się izolacja na obu żyłach i doszło do zwarcia, cytując: "...był ogień i wywalone korki", a blender został odrzucony przez operatorkę niczym granat.
W tym monecie zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście opłaca się to naprawiać, bo może uszkodzeń jest więcej. Oskrobałem końcówki z emalii i podlutowałem na szybko kawałkiem srebrzanki (finalnie poszła trochę cieńsza i jest to zrobione porządniej - stan na foto tylko na próbę
Okazało się, że działa, prawie naprawione, ale zastanawiałem w jaki sposób zabezpieczyć to połączenie. Pod ręką miałem tylko lakiery do soldermaski od majfriendów.
Nakładając kilka warstw i świecąc UV między każdą warstwą po prawie 30 min udało się uzyskać coś takiego:
Wygląda w miarę solidnie, przy okazji pociągnąłem też pozostałe dostępne elementy uzwojeń tym lakierem. Niestety nie są w ogóle zabezpieczone i wydają się być luźne. Sam drut nawojowy wydaje się być bardzo kruchy.
Rzadko mam styczność akurat z takimi silniczkami, ale w przypadku starszych sprzętów typu Predom czy Zelmer zawsze kojarzyły mi się z solidną impregnacją lakierem/żywicą uzwojeń i całego stojana, tworząc jeden zwarty monolit z którego ciężko było odzyskać np. drut nawojowy. Tutaj jest po prostu nawinięty drut..
Na koniec zostało składanie wszystkiego, co na szczęście poszło szybciej niż demontaż i już bez niespodzianek.
Sprzęt działa, a po umyciu plastików i z nowym przewodem wygląda prawie jak nowy i jednego potencjalnego elektrośmiecia mniej.
Zastanawiam się, tylko jak sprawdzi się ten lakier do soldermaski w dłuższej perspektywie czasu, czy nie wykruszy się np. od wibracji i czy w innym miejscu nie dojdzie do pęknięcia drutu nowojowego albo coś nie zadzieję się w miejscach łączenia.
Chociaż być może ta kruchość wynika z przegrzania? Bo jak też się dowiedziałem, cytując: "blender bywał używany do kruszenia orzechów na posypkę ciasta, ale grzał się tak, że ledwo dało się utrzymać w rękach". Więc może mimo wszystko to solidny sprzęt i przesadzam, narzekając na wykonanie tych uzwojeń?
Fajne? Ranking DIY