Dziś sięgam do zasobów narzędzi specjalistycznych, niezbyt docenianych przez amatorów, czy jak ja to nazywam: „Młodych Zdolnych”.
Jednym z nich jest ta szlifierka oscylacyjna — no właśnie — oscylacyjna, ale „szablasta” (nie mylić z piłą!).
Typowe/znane szlifierki oscylacyjne działają nieco inaczej — drgania części roboczej odbywają się bowiem w jednej płaszczyźnie, ale w różnych kierunkach. W narzędziu z tematu w grę wchodzą tylko drgania posuwisto-zwrotne. Czemu? Proste — w wielu zastosowaniach po prostu tego typu ruchy części roboczej przydadzą się bardziej. A w szczególnych wypadkach zwyczajnie nie ma miejsca na inny rodzaj. Zapewne zadajecie sobie teraz pytanie: „A jakież to miejsca i w jakich sytuacjach taki typ drgań będzie lepszy?”. Sam się o tym przekonałem „w praniu” i to całkiem niedawno — musiałem wyciąć dwie dość wąskie szczeliny w obudowie. Laubzegą (czyli piłą włosową) oczywiście można to zrobić i to nawet z dużą dokładnością, ale... ale pod warunkiem dużej wprawy w operowaniu tego rodzaju piłką, a także wobec sprawnych rąk...
O ile laubzegą pracuję od lat i wiele podobnych (tzw. ślepych — niepołączonych z krawędzią panelu) otworów, czy to w aluminium, czy stali, czy laminacie epoksydowym, mam na koncie kilka setek (licząc od lat szczenięcych do dziś), to od pewnego momentu ze sprawnymi rękami coraz gorzej. Ot złośliwość taka, że dopadła mnie na starość postępująca atrofia miotoniczna. I taka szlifierka — a raczej szlifiereczka, bo wielkością przypomina raczej mazak niż narzędzie — nawet do prac precyzyjnych, wręcz okazała się idealna.
Po pierwsze — nie wymaga prowadzenia w kilku kierunkach z dużą precyzją. Szlifowanie postępuje wolno i dzięki temu łatwiej (w moim wypadku) jest zachować odpowiednią obwiednię otworu (od razu wyjaśnienie — w zasadzie to szlifiereczka dedykowana wszelkiego rodzaju wytwórcom „domowej” biżuterii artystycznej — bardzo modna sprawa szczególnie w Azji, ale i nie tylko). Samo prowadzenie narzędzia nie wymaga również prawie żadnej siły. Wystarczy tylko zachować odpowiedni — niewielki — docisk do powierzchni szlifowanej i już.
Jest to więc coś bardzo przydatnego, ale do prac typowo wykończeniowych, dokładnych, lecz na pewno nie w masowej produkcji. Natomiast w domowym wykorzystywaniu — to coś, z czego możemy robić użytek w takich momentach, jak w moim wypadku — dopiłowanie na wymiar otworu. Przy odrobinie wprawy na pewno da to efekt bardzo zbliżony do fabrycznego. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nasze konstrukcje opiniuje się na podstawie wyglądu. A taka ocena jest tym bardziej pozytywna, im bardziej to, na co patrzymy — OBUDOWA URZĄDZENIA — jest zbliżone do ideału. I w takim wypadku wykorzystywanie odpowiednich narzędzi pozwala to ostatnie osiągnąć.
No, ok. Jak zwykle się rozpisałem, a każdy chciałby poznać możliwości i cenę takiego cuda...
Co do niej — fakt, mogłoby być mniej, ale biorąc pod uwagę wyposażenie i łatwość obsługi, można przełknąć i to.
Oczywiście — cena na AliExpress może się różnić od podanej. Zależy to od konkretnego oferenta, czy nawet od daty, w której dokonujemy zakupu (o kursie dolara, nie wspominając).
Dostajemy za to eleganckie opakowanie, w którym znajdziemy zgrabne puzderko z plastiku, wewnątrz którego obecna jest: sama szlifierka (nazywana przez producenta — właśnie ze względu na konkretny rodzaj oscylacji — „szablastą”).
Końcówki o różnych kształtach — do wykorzystywania wymiennie do konkretnych zastosowań; od niezwykle maleńkich, wąskich, płaskich, poprzez większe płaskie, półokrągłe, składające się z dwóch płaszczyzn pod kątem prostym (do wykańczania narożników np.) — no, dla każdego coś miłego, w 8 kształtach i wielkościach.
Naturalnie wszystkie końcówki są „gołe” i wymagają założenia, a raczej przyklejenia papieru ściernego.
I takich papierów (już pociętych — pasujących dla każdej z końcówek) dostajemy naprawdę sporo. W sumie nie liczyłem, ile, ale dwie paczki, w każdej po kilka arkusików, a każdy z arkusików pocięty na odpowiednie kawałki. Oczywiście wszystkie samoprzylepne (klej mocno trzyma, o ile zadbamy, by końcówka była sucha, czysta i odtłuszczona). Naturalnie arkusiki są w różnych grubościach drobin ściernych — można sobie oznaczyć (jest w komplecie dodatkowy arkusik z odpowiednimi napisami) na używanej końcówce, jaki rodzaj papieru mamy naklejony. Największe drobiny ścierne znajdziemy na takim o gradacji 80, a najmniejsze na papierze 1500. Podpowiem — 80 to coś w rodzaju pilniczka „wykańczaka” do metalu, a 1500 to już w zasadzie polerka...
Oczywiście sama szlifiereczka ma wbudowany akumulatorek (niezbyt dużej pojemności, w zależności od gradacji papieru i wielkości powierzchni roboczej końcówki, od kilku do kilkunastu minut pracy non-stop). Wiem! Nie jest to dużo, ale ostatecznie to narzędzie „amatorskie”, a po drugie — do prac, że się tak wyrażę „wykończeniowych”. W praktyce może się okazać, że jest to czas wystarczający. A nawet jeśli „mocy zabraknie”, nic nie stoi na przeszkodzie, by doładować akumulator z typowej ładowarki telefonu — stosowny/pasujący kabelek USB — MIKRO, dostajemy w komplecie. Niestety, jak to w tego typu zestawach bywa — króciutki... ale jest!
Tak czy owak — to narzędzie do zadań specjalnych. Jeżeli ktoś chciałby za jego pomocą przeszlifować kawał blachy, to na pewno zadowolony nie będzie. Jednak, jeśli będziemy „mierzyć siły na zamiary” — nie znam lepszego... No, przynajmniej na razie.
Kilka fotek; wspomniane arkusiki papieru ściernego:
Pudełeczko po otwarciu i jego zawartość:
Wspomniane końcówki robocze leżą sobie w wyściełanych miękkim „zamszem” leżach — każda miejscówka dopasowana do konkretnej końcówki.
Wcześniej nie pisałem, ale szlifiereczka ma trzy prędkości pracy (drgań) — do wyboru klawiszem załączania. Pierwsze naciśnięcie — drgania najwolniejsze, drugie — średnie i trzecie — „turbo”, maksymalna szybkość. Jaka prędkość drgań będzie najlepiej pasować do jakich materiałów i grubości drobin ściernych na naklejonych paskach papieru — to już należy wypróbować samodzielnie.
Prędkości pracy (niestety dość nieczytelnie) określane są przez kolor paska. Co niezrozumiałe — Chińczyk lubuje się w tego rodzaju „dyskotekach”. Trzeba się albo przyzwyczaić, albo uwagi nie zwracać.
Powyżej — jedna z przykładowych końcówek z naklejonym paskiem papieru ściernego.
I sama szlifierka. W tle „piórnik”, czyli pudełeczko (zamykane na magnesy) z resztą wyposażenia:
I kompletne, zamknięte opakowanie wraz z zawartością:
To byłoby tyle — czy ktoś zainteresowany się znajdzie? Nie wiem. Moim zdaniem, jeżeli ktoś pragnie doskonalić swoje wyroby i wykonywać obudowy, które nie będą sprawiać wrażenia „ciosanych siekierą”, jest to do przemyślenia na poważnie. Na pewno satysfakcja będzie większa, gdy usłyszymy pytanie: „A gdzie kupiłeś ten wzmacniacz”, a na odpowiedź, że to nasze dzieło, że DiY, usłyszymy: „A nie wygląda...”.
Życzę wielu udanych konstrukcji i coraz schludniejszych obudów do nich.
Pozdrawiam serdecznie.
Jednym z nich jest ta szlifierka oscylacyjna — no właśnie — oscylacyjna, ale „szablasta” (nie mylić z piłą!).
Typowe/znane szlifierki oscylacyjne działają nieco inaczej — drgania części roboczej odbywają się bowiem w jednej płaszczyźnie, ale w różnych kierunkach. W narzędziu z tematu w grę wchodzą tylko drgania posuwisto-zwrotne. Czemu? Proste — w wielu zastosowaniach po prostu tego typu ruchy części roboczej przydadzą się bardziej. A w szczególnych wypadkach zwyczajnie nie ma miejsca na inny rodzaj. Zapewne zadajecie sobie teraz pytanie: „A jakież to miejsca i w jakich sytuacjach taki typ drgań będzie lepszy?”. Sam się o tym przekonałem „w praniu” i to całkiem niedawno — musiałem wyciąć dwie dość wąskie szczeliny w obudowie. Laubzegą (czyli piłą włosową) oczywiście można to zrobić i to nawet z dużą dokładnością, ale... ale pod warunkiem dużej wprawy w operowaniu tego rodzaju piłką, a także wobec sprawnych rąk...
Po pierwsze — nie wymaga prowadzenia w kilku kierunkach z dużą precyzją. Szlifowanie postępuje wolno i dzięki temu łatwiej (w moim wypadku) jest zachować odpowiednią obwiednię otworu (od razu wyjaśnienie — w zasadzie to szlifiereczka dedykowana wszelkiego rodzaju wytwórcom „domowej” biżuterii artystycznej — bardzo modna sprawa szczególnie w Azji, ale i nie tylko). Samo prowadzenie narzędzia nie wymaga również prawie żadnej siły. Wystarczy tylko zachować odpowiedni — niewielki — docisk do powierzchni szlifowanej i już.
Jest to więc coś bardzo przydatnego, ale do prac typowo wykończeniowych, dokładnych, lecz na pewno nie w masowej produkcji. Natomiast w domowym wykorzystywaniu — to coś, z czego możemy robić użytek w takich momentach, jak w moim wypadku — dopiłowanie na wymiar otworu. Przy odrobinie wprawy na pewno da to efekt bardzo zbliżony do fabrycznego. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nasze konstrukcje opiniuje się na podstawie wyglądu. A taka ocena jest tym bardziej pozytywna, im bardziej to, na co patrzymy — OBUDOWA URZĄDZENIA — jest zbliżone do ideału. I w takim wypadku wykorzystywanie odpowiednich narzędzi pozwala to ostatnie osiągnąć.
No, ok. Jak zwykle się rozpisałem, a każdy chciałby poznać możliwości i cenę takiego cuda...
Co do niej — fakt, mogłoby być mniej, ale biorąc pod uwagę wyposażenie i łatwość obsługi, można przełknąć i to.
Oczywiście — cena na AliExpress może się różnić od podanej. Zależy to od konkretnego oferenta, czy nawet od daty, w której dokonujemy zakupu (o kursie dolara, nie wspominając).
Dostajemy za to eleganckie opakowanie, w którym znajdziemy zgrabne puzderko z plastiku, wewnątrz którego obecna jest: sama szlifierka (nazywana przez producenta — właśnie ze względu na konkretny rodzaj oscylacji — „szablastą”).
Końcówki o różnych kształtach — do wykorzystywania wymiennie do konkretnych zastosowań; od niezwykle maleńkich, wąskich, płaskich, poprzez większe płaskie, półokrągłe, składające się z dwóch płaszczyzn pod kątem prostym (do wykańczania narożników np.) — no, dla każdego coś miłego, w 8 kształtach i wielkościach.
Naturalnie wszystkie końcówki są „gołe” i wymagają założenia, a raczej przyklejenia papieru ściernego.
I takich papierów (już pociętych — pasujących dla każdej z końcówek) dostajemy naprawdę sporo. W sumie nie liczyłem, ile, ale dwie paczki, w każdej po kilka arkusików, a każdy z arkusików pocięty na odpowiednie kawałki. Oczywiście wszystkie samoprzylepne (klej mocno trzyma, o ile zadbamy, by końcówka była sucha, czysta i odtłuszczona). Naturalnie arkusiki są w różnych grubościach drobin ściernych — można sobie oznaczyć (jest w komplecie dodatkowy arkusik z odpowiednimi napisami) na używanej końcówce, jaki rodzaj papieru mamy naklejony. Największe drobiny ścierne znajdziemy na takim o gradacji 80, a najmniejsze na papierze 1500. Podpowiem — 80 to coś w rodzaju pilniczka „wykańczaka” do metalu, a 1500 to już w zasadzie polerka...
Oczywiście sama szlifiereczka ma wbudowany akumulatorek (niezbyt dużej pojemności, w zależności od gradacji papieru i wielkości powierzchni roboczej końcówki, od kilku do kilkunastu minut pracy non-stop). Wiem! Nie jest to dużo, ale ostatecznie to narzędzie „amatorskie”, a po drugie — do prac, że się tak wyrażę „wykończeniowych”. W praktyce może się okazać, że jest to czas wystarczający. A nawet jeśli „mocy zabraknie”, nic nie stoi na przeszkodzie, by doładować akumulator z typowej ładowarki telefonu — stosowny/pasujący kabelek USB — MIKRO, dostajemy w komplecie. Niestety, jak to w tego typu zestawach bywa — króciutki... ale jest!
Tak czy owak — to narzędzie do zadań specjalnych. Jeżeli ktoś chciałby za jego pomocą przeszlifować kawał blachy, to na pewno zadowolony nie będzie. Jednak, jeśli będziemy „mierzyć siły na zamiary” — nie znam lepszego... No, przynajmniej na razie.
Kilka fotek; wspomniane arkusiki papieru ściernego:
Pudełeczko po otwarciu i jego zawartość:
Wspomniane końcówki robocze leżą sobie w wyściełanych miękkim „zamszem” leżach — każda miejscówka dopasowana do konkretnej końcówki.
Wcześniej nie pisałem, ale szlifiereczka ma trzy prędkości pracy (drgań) — do wyboru klawiszem załączania. Pierwsze naciśnięcie — drgania najwolniejsze, drugie — średnie i trzecie — „turbo”, maksymalna szybkość. Jaka prędkość drgań będzie najlepiej pasować do jakich materiałów i grubości drobin ściernych na naklejonych paskach papieru — to już należy wypróbować samodzielnie.
Prędkości pracy (niestety dość nieczytelnie) określane są przez kolor paska. Co niezrozumiałe — Chińczyk lubuje się w tego rodzaju „dyskotekach”. Trzeba się albo przyzwyczaić, albo uwagi nie zwracać.
Powyżej — jedna z przykładowych końcówek z naklejonym paskiem papieru ściernego.
I sama szlifierka. W tle „piórnik”, czyli pudełeczko (zamykane na magnesy) z resztą wyposażenia:
I kompletne, zamknięte opakowanie wraz z zawartością:
To byłoby tyle — czy ktoś zainteresowany się znajdzie? Nie wiem. Moim zdaniem, jeżeli ktoś pragnie doskonalić swoje wyroby i wykonywać obudowy, które nie będą sprawiać wrażenia „ciosanych siekierą”, jest to do przemyślenia na poważnie. Na pewno satysfakcja będzie większa, gdy usłyszymy pytanie: „A gdzie kupiłeś ten wzmacniacz”, a na odpowiedź, że to nasze dzieło, że DiY, usłyszymy: „A nie wygląda...”.
Życzę wielu udanych konstrukcji i coraz schludniejszych obudów do nich.
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY