Powyższa, jak większość, jest w 100% oderwana od podstaw. EJ nie będzie ani w 2036, ani w 2040, ani w 2050. Powód jest banalnie prosty: gdy tylko wylejemy fundamenty pod tego "misia", to na świecie będą kolosalne braki paliwa jądrowego. Widać to choćby po cenach kontraktowych uranu, rosną jak na drożdżach i już są blisko 100$/lb. Po prostu operatorzy EJ ścigają się, kto zdąży zakontraktować na coraz chudszym rynku.
Kolejna bajka widoczna w tym dokumencie to prognoza zużycia gazu ziemnego. O ile ktoś może doprowadzić do potrzeba na poziomie 30 mld m3/rok (vide idiotyczna "dekarbonizacja"), to dostawy tego paliwa są pod gigantycznym znakiem zapytania. Po prostu krajowa infrastruktura przestaje nadążać za rosnącym popytem - FSRU w Gdańsku to za mało. A opieranie się na jamalskim rewersie jest obarczone gigantycznym ryzykiem: bez zapełnionych magazynów przy mroźnej zimie Niemcy będą mieli problemy z zaspokojeniem wewnętrznego popytu.
Jedziemy na ścianę, a politycy i "eksperci" chcą wcisnąć gaz do dechy.
KE szacuje, że od momentu uruchomienia ETS w 2005 r. system przyniósł wpływy w wysokości nieco ponad 260 mld euro dla całej UE, a ponad trzy czwarte tej kwoty trafiło do państw członkowskich.
Z szacunkowych danych Komisji wynika, że obecnie na inwestycje w dekarbonizację trafia zaledwie 5 proc. przychodów z ETS. Dlatego instytucja ta w ramach reformy chce zobowiązać stolice do przeznaczania na ten cel co najmniej 50 proc. przychodów z systemu. Pieniądze mają trafiać z powrotem do sektorów objętych ETS. W ocenie KE znaczna część środków może trafić na rozwój sieci elektroenergetycznych.
Chiński przełom w odsalaniu oceanów może zrewolucjonizować rynek wody pitnej
Dostęp do pitnej wody staje się jednym z największych wyzwań współczesnego świata, szczególnie w regionach dotkniętych suszą i gwałtownymi zmianami klimatycznymi. Dotychczas odsalanie wody morskiej było procesem niezwykle kosztownym i energochłonnym, co sprawiało, że technologia ta była zarezerwowana głównie dla najbogatszych państw dysponujących ogromnymi zasobami paliw kopalnych. Nowy projekt z Chin może jednak całkowicie zmienić tę sytuację, czyniąc wodę z oceanów tańszą niż ta sprzedawana w plastikowych butelkach.
Chiński przełom w odsalaniu oceanów może zrewolucjonizować rynek wody pitnej
Dostęp do pitnej wody staje się jednym z największych wyzwań współczesnego świata, szczególnie w regionach dotkniętych suszą i gwałtownymi zmianami klimatycznymi. Dotychczas odsalanie wody morskiej było procesem niezwykle kosztownym i energochłonnym, co sprawiało, że technologia ta była zarezerwowana głównie dla najbogatszych państw dysponujących ogromnymi zasobami paliw kopalnych. Nowy projekt z Chin może jednak całkowicie zmienić tę sytuację, czyniąc wodę z oceanów tańszą niż ta sprzedawana w plastikowych butelkach.
Ale o co chodzi z tym tajemniczym projektem - woda destylowana - czyli w najkosztowniejszy sposób uzdatniana - kosztuje na Alegro 10 zł za 5 litrowy baniak. Tak że nie jest jakoś specjalnie droższa od tych sprzedawanych w "butelkach"...
Ale o co chodzi z tym tajemniczym projektem - woda destylowana - czyli w najkosztowniejszy sposób uzdatniana - kosztuje na Alegro 10 zł za 5 litrowy baniak.
Zapewne wielu sprzedawców sprzedaje wodę dejonizowaną nazywając ją destylowana. Ja ostatnio kupowałem destylowaną po 9 zł za baniaczek 2l.
Taka cena też wydaje mi się podejrzanie niska ponieważ ciepło parowania wody wynosi: 2257 kJ/kg.
Gdybym uruchomił w domu destylarkę to na wyprodukowanie 2 litrów zużyłaby co najmniej 6 kWh.
Nie wnikałem skąd sprzedawca miał taką tanią wodę.
Co do linkowanego artykułu - onegdaj mawiali: "papier wszystko przyjmie"
Zapewne wielu sprzedawców sprzedaje wodę dejonizowaną nazywając ją destylowana. Ja ostatnio kupowałem destylowaną po 9 zł za baniaczek 2l.
Taka cena też wydaje mi się podejrzanie niska ponieważ ciepło parowania wody wynosi: 2257 kJ/kg.
Gdybym uruchomił w domu destylarkę to na wyprodukowanie 2 litrów zużyłaby co najmniej 6 kWh.
Jeżeli nie ma przepisów nakazujących odróżnianie, to "chwyt marketingowy" z nazywaniem dejonizowanej destylowaną jest jak najbardziej możliwy. Co do zużywanej energii, to problem da się bardzo łatwo obejść. Wystarczy ciepło z chłodnicy przekazać do ogrzewania czegokolwiek, np. CWU czy CO i koszt spada niemal do zera. Nota bene byłaby to idealna metoda do pozyskiwania dużych ilości bioetanolu - wystarczy destylować zacier zimą i po problemie Niestety problemy z akcyzą skutecznie to utrudniają - nadmiarowe jabłka i ziemniaki mają zgnić w majestacie prawa...
Dodano po 28 [minuty]:
Kontynuacja po 5-ciu latach od założenia tematu, to doskonała okazja na podsumowanie "sukcesów" EU w walce z kryzysem energetycznym. Na początek kluczowe "paliwo przejściowe" czyli gaz ziemny.
Jak widać w gazie bez zmian: 5 lat temu był niemal dokładnie tak samo drogi jak obecnie. Bardzo wysokie ceny były długo przed atakiem FR na UA, bo ze względu na ciecia dostaw były problemy z napełnianiem unijnych magazynów. Tu też nic się nie zmieniło, bo część dużych państw UE nie dostosowała się do decyzji o obowiązku min. 90% napełnienia. A KE, tak wyrywna do karania małych państw za byle co, nic z tym nie zrobiła. Poprawka: zrobiła - zawnioskowała o zmniejszenie obowiązkowego poziomu zapełnienia i przepchnęła to przez radę UE... Efekt jest taki, że państwa, które skorzystały na zmianie prawa opróżniły swoje magazyny niemal do zera (niektóre zbiorniki dosłownie do zera), a kolejna wojenka obcięła część dostaw. Efekt: aktualne zapełnienie magazynów należy do najniższych w historii, a co za tym idzie ceny znowu idą w kierunku rekordów...
W tej chwili mamy ok. 54% zapełnienie unijnych magazynów gazu, a dokładnie 5 lat temu było 53%. „Jeżeli chcemy, by wszystko pozostało po staremu, wiele musi się zmienić." Minęło 5 lat od gigantycznego kryzysu gazowego, mamy 2 duże wojny, rewolucję w PV itp, a "na zachodzie bez zmian"
Różne rządowe i eksperckie "strategie" uznają, że węgiel jest be. Zamiast tego mamy iść w OZE, a jak nie wieje i nie świeci, to w w/w gaz oraz atom. Rzut oka na ceny "yellow cake" nie pozostawiają złudzeń:
W ciągu 5-ciu lat na rynku SPOT uran podrożał niemal 3x Jest to efekt coraz większych problemów z dostawami: bieżące wydobycie od lat nie nadąża za zużyciem, a magazyny robią się puste. Nie wszystkie, bo np. Chińskie ciągle się zapełniają, ale dla innych to zła wiadomość, gdyż oznacza "podkupowanie" deficytowego U3O8. Jakby tego było mało największy dostawca, czyli Kazatomprom ogłosił duże cięcia dostaw, a drugi czyli Cameco ma problemy z wydobyciem w swojej najzasobniejszej kopalni. Oznacza to, że 2026 będzie dużo dużo gorszy od 2025r.
A to nie koniec złych wiadomości: naturalny uran należy poddać konwersji i wzbogacaniu. Problem w tym, że bez ruskich wirówek nie da się wzbogacić dość uranu dla całego świata. Jak długo Chiny nie zrobią swoich wirówek, tak długo FR będzie trzymała łapę na tym rynku. Jedyną alternatywą dla ruskich wirówek są zapasy wysokowzbogaconego uranu oraz plutonu wydobytego ze zdemilitaryzowanych bombek. Sęk w tym, że te zasoby są niewielkie jak na skalę potrzeb i co jeszcze ważniejsze łapę na nich trzymają rządy. Podsumowując: w ciągu minionych 5-ciu lat wzrost cen uranu, konwersji i SWU (wzbogacania) spowodował ok. 3x wzrost ceny gotowego paliwa. W tej chwili kWh zawarta w gotowym paliwie do EJ kosztuje niemal tyle samo co kWh w amerykańskim gazie i moim zdaniem tylko dlatego cena U3O8 jeszcze nie wystrzeliła w kosmos.
Wczoraj gaz na TTF przekroczył 60 euro za MWh co daje ok. 260 zł/MWh czyli o ok. 30% więcej niż urzędowa cena dla klientów indywidualnych. Oczywiście nie ma natychmiastowego przełożenia cen SPOT na kontraktowe, ale takowe sprzężenie istnieje, z pewnym opóźnieniem. Tu są ceny LNG z USA:
W/w dane kończą się na kwietniu, ale już widać wyraźne podwyżki: Niemcy płacili niemal 16$/MMBtu co daje ok. 45 euro za MWh. Podstawą tak wysokich cen dla EU jest jej samobójcza polityka związana z "dekarbonizacją" przy pomocy gazu. Ale są też inne niuanse, widoczne tu:
W 2015 na terenie UE wydobywano 84.3 mld m3/rok, w kryzysowym 2021 44.3 mld m3, a w 2025 tylko 33.9 mld m3. Zużycie gazu w UE odpowiednio: 509.2 mld m3/rok, 571.6 mld m3 i 482.1 mld m3. W skali 10 lat zużycie gazu na terenie UE spadło zaledwie o 27.1 mld m3/rok, a wydobycie spadło aż o 50.4 mld m3 Najgorsze jest to, że w coraz większym uzależnieniu od importu bryluje Polska: w 10 lat zużycie wzrosło z 17.1 do 22.1 mld m3, a krajowe wydobycie spadło z 4.3 do 3.4 mld m3!!!
O ile unia jako całość jedzie na ścianę, to Polska na nią po prostu pędzi: gwałtowny wzrost zużycia deficytowego paliwa, jakim jest gaz ziemny i budowa bardzo kosztownych instalacji na jeszcze bardziej deficytowy uran. A w tle rozbudowa OZE do planowanych przez MKiŚ >100 GW mocy zainstalowanej przy całkowitym zatrzymaniu budowy el. szczytowo-pompowych i braku jakichkolwiek działań w kierunku zdejmowania nadwyżek na inne cele (P2G, P2H). Nawet coś, co dawno, dawno temu było zaplanowane, czyli obowiązek dynamicznych taryf (=większa autokonsumpcja przy nadpodaży) zostało wstrzymane. A później zdziwienie, że energia w Polsce należy do najdroższych na świecie i głupie tłumaczenie, że to wina węgla
Za pomocą nowego mechanizmu wsparcia finansowego Niemcy chcą skłonić spółki energetyczne do budowy szeregu nowych elektrowni gazowych, które mają być gotowe na przełomie 2031 i 2032 r.
Przyjęty system wsparcia ma charakter przejściowy i poprzedza wdrożenie rynku mocy jako rozwiązania docelowego, mającego zagwarantować odpowiednią dostępność mocy z jednostek wytwórczych. Nowe bloki gazowe mają pełnić funkcję uzupełniającą w systemie zdominowanym w coraz większym stopniu przez źródła odnawialne, a także umożliwić realizację harmonogramu wygaszania elektrowni węglowych przy utrzymaniu bezpieczeństwa dostaw energii.
Była kiedyś strona autorstwa Wandy Buk i Marcina Izdebskiego nazwana Koszty. ETS2 czy jakoś tak, na której był kalkulator pokazujący jak Zielony Ład będzie roku po roku drenował nasze portfele od 2027 roku.
Chociaż akurat jest to rok wyborczy, więc nie sądzę by w tym roku owe łupienie się rozpoczęło. Ale co się odwlecze to nie uciecze.
Zna ktoś namiary gdzie można to znaleźć?
Ze świecą szukać >0.334$/kWh. To cena nominalna, gdyby użyć realnej (wyrażonej w sile nabywczej), to nawet gospodarstwa domowe z regulowanymi cenami mają piekielnie drogo:
I z pewnością nie jest to efekt dużego udziału węgla w miksie. Po prostu mamy coraz wyższe koszty bilansowania, co przekłada się na ceny finalne bez względu na mix. Wzrost cen widoczny jest także u lidera niskiej emisyjności z elektroenergetyki. W chwili gdy zakładałem temat roczne ceny we Francji wyglądały tak:
5 lat temu było zaledwie kilka dni z ceną powyżej 100 euro/MWh, obecnie takie stawki są notowane notorycznie. Z drugiej strony na palcach jednej ręki drwala można było policzyć dni z ujemną ceną, obecnie to standard...
"Operator podkreśla, że wysoka i systematycznie utrzymująca się skala niezbilansowania KSE sprawia, że wycena energii elektrycznej na rynku hurtowym jest zaburzona – rynkowa wycena nie uwzględnia całości podaży energii, a brak aktywnego zarządzania portfelem przez POB przy rosnącym udziale źródeł OZE będzie wymuszał częstsze podejmowanie działań interwencyjnych przez operatora systemu przesyłowego, których koszt będzie przenoszony na odbiorców."
Wygląda na to, że w 2026 statystyczny Kowalski wyskoczy z ponad 30 zł na samo bilansowanie systemu, dychę więcej niż w ub. roku. I co robią rządzący oraz prezesi? Jak znam życie liczą kasę jaką dostają za p...nie w stołek
Dla Biznesu 4 europejskie kraje są droższe i tu mogę się zgodzić, że jest drogo. Dlatego zapytałem "jaka energia", bo różne szmatławce krzyczą "w Polsce prąd najdroższy" bez podania konkretnej informacji. A krzyczą dlatego, bo chwilowo ceny hurtowe są wysokie, co nijak nie ma związku z ceną końcową.
Zapytaj ministra dlaczego rozporządzeniem usunął obowiązek zamieszczania na fakturach za energię kosztu ETS a wiec jego wpływu na cenę końcową.
Strona o którą pytałem jak widać kolegów nie interesuje.
Ale warto zapoznać się artykułami autorstwa osób w poście wymieninych.
Może wtedy znajdziecie odpowiedź, kto jest beneficjentem ETS.
Bez świecy znalazłem sporo droższych europejskich krajów (gospodarstwa domowe):
Podana przeze mnie kwota 0.334$/kWh to cena dla biznesu! Ceny prądu dla gospodarstw domowych nie są wolnorynkowe, zatwierdza je URE. Jak można porównywać coś, co w Polsce jest odgórnie regulowane (często w/g klucza politycznego - przed wyborami taniej ), z tym co w innych państwach ustala rynek? Nie tędy droga - miarodajne są ceny rynkowe, czyli dla biznesu. Gdy skończy się regulowanie cen dla gospodarstw domowych, to zacznę je porównywać z innymi państwami.
Dodano po 8 [minuty]:
kkas12 napisał:
Strona o którą pytałem jak widać kolegów nie interesuje.
Ale warto zapoznać się artykułami autorstwa osób w poście wymieninych.
Może wtedy znajdziecie odpowiedź, kto jest beneficjentem ETS.
Takie kalkulatory nie są zbyt wiarygodne. Problem nie leży w złych intencjach autorów - po prostu nikt nie wie ile będzie kosztowało ETS2 w 3, 5 czy 10-tym roku funkcjonowania. Tylko pierwszy rok jest w miarę jasno określony, 45 euro za tonę CO2 co daje taki wzrost cen:
Podana przeze mnie kwota 0.334$/kWh to cena dla biznesu!
Ale to podałeś dopiero jak konkretnie zapytałem. Przedtem było "najdrożej na świecie". Zwykłego mieszkańca nie interesują ceny dla biznesu, tylko to co on płaci w swoim domu.
gaz4 napisał:
Ceny prądu dla gospodarstw domowych nie są wolnorynkowe, zatwierdza je URE. Jak można porównywać coś, co w Polsce jest odgórnie regulowane (często w/g klucza politycznego - przed wyborami taniej ), z tym co w innych państwach ustala rynek?
I tu się mylisz, bo w innych krajach ceny też mogą być regulowane, np. ustalany maksymalny pułap.
gaz4 napisał:
Nie tędy droga - miarodajne są ceny rynkowe, czyli dla biznesu
Biznes w Polsce ma znacznie więcej zmartwień, niż ceny prądu. Jak wyżej pisałem, mieszkańca interesuje ile on płaci za prąd.
Dlatego biznes jak ma teren to ucieknie w PV i magazyn. Co tylko pogłębi problem i w konsekwencji podniesie ceny. Podniesienie cen znowu da impuls do większej ucieczki w PV i dalsze zapętlenie problemu. Na rynku jest PV którą statystyki widzą bo jest zgłoszona i podłączona do sieci. Ale zaczyna się pojawiac coraz więcej PV której 'system nie widzi" a wpływa na bilansowanie sieci przez zdejmowanie zapotrzebowania (pełny off grid z poborem w razie W z sieci).
Koszt tony dwutlenku węgla przeciętnemu człowiekowi nic nie mówi. A tam było wszystko rozdzielone. Na lata, na to czym ogrzewamy chatę, na przejechane kilometry. Można było wystawiać dane jakie się chce.
Tu nie chodzi o dokładne wyliczenia, ale o pokazanie do czego to szaleństwo prowadzi.
Ale to podałeś dopiero jak konkretnie zapytałem. Przedtem było "najdrożej na świecie". Zwykłego mieszkańca nie interesują ceny dla biznesu, tylko to co on płaci w swoim domu.
Sory że się wtrącę w wątek, ale kolego Roman - opowiadasz banialuki.
Tematem wątku jest kryzys energetyczny Europy. Więc myślimy o Europie jako Całości i o krajach. Jak piszemy o cenach energii w Polsce, to bierzemy logicznie pod uwagę ceny podstawowych odbiorców. Więc co nas obchodzi ile płaci Jaś Kowalski w bloku, skoro on (odbiorca - mieszkaniec) zużywa 8% prądu?
Nie możemy brać za podstawę cen regulowanych dla wąskiej niewiele znaczącej grupy odbiorców.
Mnie może 1kWh kosztować 2 grosze jak tankuję elektryka ze swojej fotowoltaiki. Wpływ na kryzys energetyczny ma to żaden.
A co do problemów przedsiębiorców - dziwne, poza spedycją wszyscy w firmach załamują ręce nad ceną pradu. I przestają być konkurencyjni. I ich ceny przekładają się na ceny chlebusia dla Jana Kowalskiego, więc nawet jeśli on ma prąd za darmo, to zapłaci za te wysokie ceny prądu, najwyżej nie będzie sobie zdawał sprawy, gdzie podziały się jego pieniążki.
Więc co nas obchodzi ile płaci Jaś Kowalski w bloku, skoro on (odbiorca - mieszkaniec) zużywa 8% prądu?
Kogoś ten Jaś Kowalski obchodzi, bo dla niego ustalono ceny maksymalne. Jaś Kowalski to wyborca - wszystko jest powiązane.
cranky napisał:
A co do problemów przedsiębiorców - dziwne, poza spedycją wszyscy w firmach załamują ręce nad ceną pradu.
To zależy od biznesu. Jedna firma potrzebuje dużo prądu (maszyny, procesy technologiczne), inna płaci za zasilanie biur. Znam kilka osób prowadzących biznesy w Polsce, nawet prezesa jakiegoś stowarzyszenia przedsiębiorców czy coś. Narzekają na biurokrację, obciążenia podatkowe, koszty pracy.
"Czy się siedzi czy się leży, ZUS płacić należy" - w innych krajach opłata za firmę, która nie osiąga dochodów wynosi 20€ rocznie, w PL ZUS to świętość. Podatek płacony rocznie, a nie co miesiąc jak w PL. To tak w uproszczeniu.
Kogoś ten Jaś Kowalski obchodzi, bo dla niego ustalono ceny maksymalne. Jaś Kowalski to wyborca - wszystko jest powiązane.
Nie. Bajdurzenie o odbiorcy 8% towaru w aspekcie kryzysu całości nie jest powiązane z tematem. Równie dobrze możemy mówić o roli kosiarek w kryzysie paliwowym.
Gaz4 pisze rzetelnie, ty po skraju tematu i emocjonalnie.
W IE w ramach kryzysu energetycznego jakieś 300 tys. gospodarstw domowych zalega z płatnościami za prąd i gaz czyli 16% całości (1.8 mln gospodarstw). Ta ilość stale wzrasta. Ale to nie ma znaczenia, bo gospodarstwa to 8% odbiorców energii jak piszesz. Liczy się tylko biznesowy klient. Od 1 lipca cena prądu 8% do góry i teraz nie wiem czy ta ilość zalegających z płatnościami się zwiększy czy nie.
Co prawda ci ludzie z zaległościami nie kupią produktów wytwarzanych przez biznes (pomijając niezbędnych), bo nie mają za co, ale to przecież nie problem. Myślę, że biznesmeni sami między sobą będą kupować swoje produkty, żeby nie odczuć spadku popytu. Na dodatek podniosą ceny, bo koszta rosną.
Tak więc masz rację, nie ma co patrzeć na ceny dla klientów indywidualnych, bo to nie ma żadnego znaczenia. Nie jest to w ogóle powiązane z kryzysem energetycznym.
Tak, doskonale zauważyłeś. Zaleganie z opłatami za prąd mogło by być powiązane z kryzysem ekonomicznym (choć 6%, nie 16% gospodarstw domowych to 0,48% zaległości płatności) i zupełnie nie jest powiązane z kryzysem energetycznym lub jego brakiem.
A tematem wątku jest kryzys...
I zupełnie się mylisz, bo lumpenploretariat, rodzimy czy importowany nie zapłaci za prąd, ale kupi sobie hotdoga, smartfona i nowy TV.
Gdyby zalegającym z czynszem odcinać kablówkę, to nagle zaległości znacząco by zmalały.
"Pod koniec stycznia na polskich ulicach pojawiły się plakaty informujące, że 60% kosztów produkcji energii elektrycznej stanowi opłata klimatyczna Unii Europejskiej."
I rozpętała się medialna nagonka, że rzekomo tak nie jest. Nawet dr. Rożek (do którego swego czasu miałem szacunek - swego czasu) dał się wciągnąć w manipulowanie przekazem:
"Obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost cen energii elektrycznej jest tylko w niewielkiej części spowodowany wzrostem cen uprawnień do emisji. Gdyby za wzrosty cen odpowiedzialna była opłata emisyjna, dlaczego ceny rosną w krajach, w których tej opłaty nie ma? Na przykład w krajach spoza UE albo w ogóle spoza Europy, takich jak Stany Zjednoczone – wskazuje naukowiec."
Hola, hola, panie doktorze! W kampanii nie jest podane ile do kosztów produkcji dokładają ETS-y, ale jaki jest ich udział w kosztach - to dwie różne sprawy, które doktor pomieszał! Wzrost cen w państwach poza UE był spowodowany czynnikami opisanymi na początku tego tematu i dlatego wszędzie drożało. Tyle tylko, że ETS-y dołożyły do tego swoje 3 grosze (oby tylko ) i Polska wypadła wyjątkowo źle na światowej mapie podwyżek. Dane zawarte w tej kampanii były prawdziwe - w 2022 ok. 60% kosztu produkcji energii to był koszt CO2 + ok. 8% to były koszty OZE i innych "kolorowych certyfikatów"
Tak na przestrzeni 10 lat wyglądały ceny CO2. Warto przypomnieć dwie kluczowe daty: w 2018 KE zmieniła zasady i od tej pory ETS-ami można spekulować. Dodatkowo w 2019 skończyły się derogacje dla polskiego przemysłu i energetyki, od tego czasu 100% muszą kupować na giełdach. Jak widać na powyższej grafice bardzo szybko udział kosztu CO2 wzrósł z pomijalnego do bardzo znaczącego.
W załączonym PDF są oficjalne dane PGE o ich miksie energetycznym i emisyjności poszczególnych źródeł. Wystarczy przemnożyć je przez cenę certyfikatu oraz ówczesny kurs euro i będzie wiadomo ile płaciliśmy za CO2 i kto manipulował przekazem skierowanym do społeczeństwa.
Załączniki:
PGE_struktura_paliw_2022.pdf(565.63 KB)
Musisz być zalogowany, aby pobrać ten załącznik.
Czy Zielony Ład to wyrok na europejski przemysł? Jak ideologiczna transformacja UE doprowadziła do katastrofy gospodarczej. Po latach forsowania tzw. zielonej transformacji energetycznej Unia Europejska doprowadziła swój przemysł do katastrofy. Energochłonne zakłady płacą za energię dwa razy więcej niż konkurencja w USA i o połowę drożej niż w Chinach - według danych IEA z 2025 roku. Komisja Europejska sama przyznaje, że ceny gazu i prądu dla przemysłu są 2-4 razy wyższe niż u głównych partnerów handlowych. To nie jest przypadek ani efekt „wojny Putina”. To wynik świadomej, ideologicznej polityki, którą można nazwać samobójczą. Zielony Ład, ETS i obsesja na punkcie odnawialnych źródeł energii bez zaplecza w stabilnych źródłach stałych to recepta na deindustrializację kontynentu.
choć 6%, nie 16% gospodarstw domowych to 0,48% zaległości płatności
Ale ja pisałem konkretnie o Irlandii. 1.8mln gospodarstw i 319 tys. zalegających. Wychodzi 17% (poprawiłem korzystając z nowszych danych). Dodam nieśmiało, że w IE prąd jest najdroższy na świecie dla gospodarstw domowych z wyjątkiem Bermudów (dane z wcześniej podanej strony). W lutym było 303 tys., w czerwcu 319 tys. zalegających ponad 3 miesiące. W IE popularne są liczniki prepaid. Jak ktoś nie doładuje, to nie zalega, bo po prostu nie ma prądu, więc dane nie uwzględniają takich osób. Od lipca niespodzianka - prąd 8% w górę, Bermudy mogą się schować: Irlandia niekwestionowanym liderem na świecie.
Ile w Polsce ludzi zalega z płatnościami za prąd?
cranky napisał:
I zupełnie się mylisz, bo lumpenploretariat, rodzimy czy importowany nie zapłaci za prąd, ale kupi sobie hotdoga, smartfona i nowy TV.
Daruj już sobie takie komentarze, bo 17% to już nie jest margines społeczeństwa.
cranky napisał:
Gdyby zalegającym z czynszem odcinać kablówkę, to nagle zaległości znacząco by zmalały.
Mógłbyś się trzymać tematu? Czynsz to chyba coś innego niż rachunek za prąd? Być może miałeś na myśli, że jak ktoś zalega za prąd, odciąć mu go i jeszcze za karę odciąć też kablówkę? Wtedy po odcięciu prądu nie mógłby oglądać ulubionej kablówki na TV i to by go dotknęło.
Propozycja przeprowadzenia referendum w sprawie wyjścia z systemu ETS sprawiła prawdziwy wysyp artykułów na opłat za CO2. Po przeczytaniu jednego z nich na bankierze kliknąłem tag ETS i trafiłem na kilka informacji z ożywionymi dyskusjami.
Nic z tego blokowania nie wyszło, bo "zmiamy" to taka delikatna kosmetyka. I kolejne przewały na grubą kasę jak ten:
KE zamierza też w 2027 r. uruchomić program stymulowania inwestycji (tzw. investment booster), który zostanie sfinansowany z 400 mln uprawnień. Przy szacowanej cenie 75 euro za tonę CO2, program będzie mógł sfinansować inwestycje w czyste technologie o łącznej wartości 30 mld euro. Pieniądze mają zostać rozdysponowane na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, a więc nie będą podlegać procedurze konkursowej."
Znaczy się mamy rozdysponować 30 mld euro nie patrząc czy to ma jakikolwiek sens, bo "kto pierwszy, ten lepszy"? Albo to:
"Dodatkowo, po 2030 r. pierwsze 10 proc. uprawnień trafiających na aukcje ma być zarezerwowane dla 16 państw o niższych dochodach. Chodzi o 12 państw korzystających z Funduszu Modernizacyjnego oraz o Hiszpanię, Słowenię, Cypr i Maltę. "
Aha, czyli UE będzie dofiansowywała państwa, które i tak (z racji położenia) są wyjątkowo uprzywilejowane w systemie ETS. Brawo! Do tego komentarze jak ten:
aidin2026-07-16 10:33
+10
-46
jak powiedziec ze nie masz pojecia jak dziala system ETS nie mowiac ze nie masz pojecia...
kasa z systemu ETS wpada do budżetu państwa. Nie do budzetu UE.
Przez ostatnie 10 lat polska przeżarła 95% środków zamiast je zainewstować. Gdyby całość zainwestowano, prąd byłby znacznie tańszy. Teraz nadrabiamy zaległości.
Ta wypowiedź została negatywnie oceniona, ale to bankier.pl, gdzie ludzie są bardzo krytyczni wobec "zielonego ładu". Mój prywatny CBOS, czyli wykop, pokazuje opinie bardziej zbliżone do typowych dla statystycznego Kowalskiego. Idealnie obrazuje to dawna dyskusja nt. poprzednio opisanej kampanii z żarówką:
Znalezisko zostało "zakopane" za rzekomą manipulację - jakie to symptomatyczne A najwyżej punktowane były tego typu wpisy:
"Podziękuj Morawieckiemu, bo p-----------ł wszystkie pieniądze że sprzedaży emusji zamiast zainwestować w unowocześnienie tego przemysłu.
"Gdyby te opłaty były przeznaczone na inwestycje w infrastrukturę sieci i nowe źródła energii (sic!) to te opłaty nie byłyby tak wysokie. Pis przepieprzył te pieniądze. Teraz pytanie co zrobi po i czy przypadkiem nie to samo."
czy:
Opłaty trafiają do polskiego rządu, który powinien je zainwestować w bezemisyjne źródła energii, z których prąd nie będzie obciążony opłatami. Gdzie podziało się te 100 mld zł, które Polska dostała ze sprzedaży emisji w latach 2013-2023?
Jest mały problem: nikt z powyższych (a także z ministrów MKiŚ dowolnej kadencji sejmu) nie powiedział jakie konkretnie inwestycje i jakie oszczędności miałyby przynieść. Już w 2024r były wyłączenia OZE, bo nie dało sie w pełni wykorzystać ich mocy, a w 2026 taka sytuacja jest codziennością. Oznacza to, że OZE nie jest rozwiązaniem: im większa moc zainstalowana, tym większy eksport po dumpingowych cenach i/lub rekompensaty za "nierynkowe redysponowanie = droższy prąd!
Pomimo szczerych chęci każdej władzy od wejścia do UE (w 2005 powstała słynna PEP 2025 z wizją EJ ) energetyka jądrowa jest oczkiem w głowie rządów. I na razie poza wycięciem lasu i zainstalowaniem jakiegoś transformatora niewiele w temacie zrobiono. Ale zdążono przepalić kilka mld zł, między innymi na milionowe pensje prezesów. O tym, że prąd z EJ ma być droższy niż z węgla nie wspominając...
Pozostaje "dekarbonizacja" gazem, który obecnie kosztuje 60 euro/MWh. Aby wyprodukować 1 MWh energii elektrycznej w typowej el. gazowo-parowej należy spalić 2 MWh gazu, co daje koszt paliwa w wysokości 120 euro. Emisja z gazu jest na poziomie 0.3 t/MWh, co przy obecnych cenach ok. 80 euro/t daje 24 euro/MWh, razem 144 euro/MWh.
Nasza "zacofana" węglowa energetyka jedzie na paliwie, które w/g ostatnich danych kosztowało <100$/t:
Aby nie było bicia piany, że zaniżam, że dopłaty do górnictwa itp przyjmę ceny z ARA, gdzie obecnie kosztuje niecałe 120 euro/t - można kupić w dowolnej ilości i sprowadzić zamiast naszego Z tony tego węgla w el. węglowej da się wytworzyć ok. 2.5 MWh prądu, co daje 48 euro za paliwo + ETS-y w kwocie 58 euro/MWh i mamy 106 euro/MWh.
Aby obie ceny się zrównały albo ETS pójdą w górę do >130 euro/t albo gaz stanieje do poziomu <40 euro/MWh - jak widać na wykresach w ostatnich 5-ciu latach rzadko takie ceny były. Dekarbonizacja przy pomocy gazu ziemnego podniesie cenę prądu I tyle w temacie "inwestowania" kasy z ETS w "unowocześnianie".
Dyskusja dotyczy oceny europejskiej strategii energetycznej oraz ryzyka kryzysu paliwowego, cenowego i infrastrukturalnego. Podważono realność uruchomienia elektrowni jądrowych w Polsce w latach 2036, 2040 lub 2050, wskazując na rosnące ceny kontraktowe uranu, bliskie 100$/lb, i przewidywane braki paliwa jądrowego. Za problematyczną uznano także prognozę zużycia gazu ziemnego na poziomie 30 mld m3 rocznie, przy niewystarczającej infrastrukturze importowej, pojedynczym FSRU w Gdańsku oraz ryzyku związanym z jamalskim rewersem. Omawiano ceny gazu TTF przekraczające 60 euro za MWh, ceny LNG z USA, spadek wydobycia gazu w UE z 84.3 mld m3 w 2015 roku do 33.9 mld m3 w 2025 roku oraz planowane niemieckie elektrownie gazowe. Znaczną część debaty poświęcono ETS, ETS2, kosztom energii dla biznesu i gospodarstw domowych, wpływowi regulacji cen oraz kosztom bilansowania fotowoltaiki i wiatru. Wskazano również ograniczenia pracy elektrowni chłodzonych wodą podczas suszy i upałów, problemy w Paks, Kozienicach i Połańcu oraz wezwania do ograniczania poboru w Holandii. Pozostaje otwarte, czy planowane inwestycje zapewnią bezpieczeństwo dostaw i konkurencyjność europejskiej gospodarki. Podsumowanie AI na podstawie dyskusji. Może zawierać błędy.