Wymyśliłem sobie podręczną wiertareczkę.
Miałem trochę złomu stalowego, coś jeszcze dokupiłem i taki "żuraw- koromysło" skleciłem:
Wiertarkę uruchomiłem wczoraj.
Mam jeszcze trochę innych silniczków nadających się na wymienne wrzeciona.
Wymiana wrzeciona wymaga poluzowania śrub przy łożysku na kolumnie i wymiany całego ramienia - wysięgnika.
To trwa krócej i jest prostsze niż wymiana samych wrzecion.
Dla najmniejszych wierteł od 0,3 mm przygotowałem drugie ramię - wysięgnik z silniczkiem - wrzecionem na prowadnicy liniowej.
Z tym wrzecionkiem można wiercić w laminacie.
Do prac bardziej precyzyjnych, gdzie potrzebna jest większa sztywność przewiduję odkręcanie stolika aluminiowego i wiercenie w detalu mocowanym do stalowego stolika teowego.
Gdyby zaszła potrzeba wiercić w czymś dużym, np. w płycie stalowej ułożonej na podłodze, to ramię - wysięgnik jest obrotowe a środek ciężkości jest blisko kolumny głównej z łożyskiem. Maszyna jest ciężka i przez to stabilna.
Pewnie jeszcze jakieś kosmetyczne ulepszenia wprowadzę, na pewno niektóre śruby wymienię na pokrętła, ale zasadnicza konstrukcja pozostanie bez zmian.
Bałem się, że aluminiowe ramię wysięgnika będzie rezonować i będę musiał kombinować coś aby wytłumić hałas.
Słychać tylko szelest i podczas wiercenia mogę słuchać muzyki.
Dokupiłem kilka tych profili aluminiowych i kolumnę fi 40 mm z łożyskiem liniowym pochodzące z demontażu.
Łożysko z kolumną okazało się, że japońskie i w dobrym stanie. Zapłaciłem coś koło stówy.
Długość łożyska 18 cm, długość kolumny 40 cm, robocza ok. 20 cm.
Stolik teowy i piastę miałem.
Silniki też miałem.
Urządzenie niestety swoje waży, wczoraj ustawiłem toto na blacie, ale jak dla mnie to jest na granicy możliwości fizycznych.
Zacznę się codziennie gimnastykować i za miesiąc nie będzie problemu.
Ciekaw jestem opinii szanownych forumowiczów.
Miałem trochę złomu stalowego, coś jeszcze dokupiłem i taki "żuraw- koromysło" skleciłem:
Wiertarkę uruchomiłem wczoraj.
Mam jeszcze trochę innych silniczków nadających się na wymienne wrzeciona.
Wymiana wrzeciona wymaga poluzowania śrub przy łożysku na kolumnie i wymiany całego ramienia - wysięgnika.
To trwa krócej i jest prostsze niż wymiana samych wrzecion.
Dla najmniejszych wierteł od 0,3 mm przygotowałem drugie ramię - wysięgnik z silniczkiem - wrzecionem na prowadnicy liniowej.
Z tym wrzecionkiem można wiercić w laminacie.
Do prac bardziej precyzyjnych, gdzie potrzebna jest większa sztywność przewiduję odkręcanie stolika aluminiowego i wiercenie w detalu mocowanym do stalowego stolika teowego.
Gdyby zaszła potrzeba wiercić w czymś dużym, np. w płycie stalowej ułożonej na podłodze, to ramię - wysięgnik jest obrotowe a środek ciężkości jest blisko kolumny głównej z łożyskiem. Maszyna jest ciężka i przez to stabilna.
Pewnie jeszcze jakieś kosmetyczne ulepszenia wprowadzę, na pewno niektóre śruby wymienię na pokrętła, ale zasadnicza konstrukcja pozostanie bez zmian.
Bałem się, że aluminiowe ramię wysięgnika będzie rezonować i będę musiał kombinować coś aby wytłumić hałas.
Słychać tylko szelest i podczas wiercenia mogę słuchać muzyki.
Dokupiłem kilka tych profili aluminiowych i kolumnę fi 40 mm z łożyskiem liniowym pochodzące z demontażu.
Łożysko z kolumną okazało się, że japońskie i w dobrym stanie. Zapłaciłem coś koło stówy.
Długość łożyska 18 cm, długość kolumny 40 cm, robocza ok. 20 cm.
Stolik teowy i piastę miałem.
Silniki też miałem.
Urządzenie niestety swoje waży, wczoraj ustawiłem toto na blacie, ale jak dla mnie to jest na granicy możliwości fizycznych.
Zacznę się codziennie gimnastykować i za miesiąc nie będzie problemu.
Ciekaw jestem opinii szanownych forumowiczów.
Fajne? Ranking DIY