W dzisiejszym artykule pragnę wam zaprezentować test / recenzję, całkiem miłego dla oka, chińskiego zegara do własnego montażu.
Listonosz, zrobił mi dzisiaj niespodziankę i zarazem pokrzyżował moje plany na nowy artykuł, bo miałem pisać o czymś zupełnie innym.
Jako, że wyczekiwałem otrzymanego gadżetu z niecierpliwością, zmieniłem plany. I w wielkim pospiechu poskładałem nowy "bajer"...
Zegarek nie działa do końca tak jak sobie wyobrażałem, ale efekt i tak jest dość ciekawy, o tym jednak później). Jak na kita, za ok. 47 polskich złotych (wliczając koszy wysyłki wynoszące prawie połowę wartości zamówienia), jest całkiem w porządku. Da zarówno frajdę z montażu (Początkującym elektronikom, ja robiłem na szybkiego, bo za chwilę zamknięcie firmy, a nie chciało mi się kończyć składania w domu. Zmontowanie całości zajęło mi to około czterdziestu minut. Co widać między innymi po nierównym obsadzeniu oporników. Jak to mówią ”jak się człowiek śpieszy, to się hejter cieszy") jak i stanowi praktyczny zegarek z datownikiem, termometrem i czymś jeszcze... Ale póki co nie wiem co to takiego.
Sprzedawca, nie był tak miły i nie wstawił zdjęcia poskładanego produktu. Kupowałem więc właściwie kota w worku
.
Co znajdziemy w zestawie:
Tak wygląda zawartość przesyłki. Elementów jest tym razem w nadmiarze i nie musiałem uzupełniać swoimi.
Spojrzenie na płytkę od strony wierzchniej i spodniej, lub TOP i BOTTOM, jak ktoś woli, ja zawsze wolałem polskie określenia.
Teraz kilka zdjęć z montażu, tym razem wyjątkowo nie zacząłem od lutowania najniższych elementów, ale od LED"ów, bo było ich najwięcej i najszybciej wtedy widać jak elementy znikają z biurka, co zwiększa morale
.
Bardzo skrócony "pokaz" montażu, jak mówiłem, miałem mało czasu na działanie. Jak widać, nawet nie zdążyłem umyć płytki.
Tutaj macie kilka fotek działającego układu, a za chwilę przejdziemy do części technicznej.
Wartości zmieniają się automatycznie. Godzina jest wyświetlana mniej więcej przez 45 sekund na minutę. Pozostały czas to przewijające się:
- temperatura;
- rok;
- miesiąc i dzień (niestety jest w układzie amerykańskim, do tego brakuje kropki pomiędzy miesiącem i dniem, więc dość dziwnie to wygląda);
- coś jeszcze "-2-" myślę, że to może być kwadra księżyca, ale nie jestem do końca przekonany. W instrukcji nic nie wyczytałem, ale zaraz po włączeniu zegara gdy wystartował od początku kalendarza od godziny 00:00, wartość ta wynosiła "-3-"
Tutaj kilka fotek pokazujących działanie sekundnika. Nie widziałem sensu nagrywania filmu. Wyraźnie widać, że w pewnym momencie zielona dioda znika.
Przejdźmy zatem do tej ciekawszej części, czyli "co siedzi w środku"?
Zacznijmy od "frontu" naszego zegara. Mamy tutaj dwanaście czerwonych diodek w rozmiarze 3mm, przypadających na każdą pełną godzinę, oraz czterdzieści osiem 3mm'etrowych diodek w kolorze zielonym, symbolizujących minuty, pomiędzy pełnymi godzinami. Pełnią one rolę sekundnika. To rozwiązanie ma pewną wadę. Mianowicie, diody czerwone świecą się cały czas, a zielona "przeskakuje" po kolei. Sprawia to, że za każdym razem gdy sekundnik trafia na pełną godzinę, "znika" na jedną sekundę. Gdy dokonywałem zakupu, miałem nadzieję, że zegar będzie działał na zasadzie dodawania kolejnych diodek na sekundniku, (tak jak na zegarze z Teleexpresu). Na froncie znajdziemy jeszcze fotorezystor, odpowiadający za automatyczną regulację jasności wyświetlacza i diodek, oraz termistor, pełniący funkcję czujnika temperatury. No i zapomniałem o najważniejszym, czyli poczwórnym wyświetlaczu siedmio-segmentowym, o symbolu 5463BS-1 (z dwukropkiem i czterema kropkami.) Wymiary płytki wynoszą 81x81mm, ale narożniki są perforowane i można je odłamać. Uzyskując tym samym okrągłą pytkę o średnicy 81mm.
Na tyle zegara znajdziemy dwa przyciski typu microswitch 6x6mm, standardowy kwarc zegarkowy 32,768kHz, Gniazdo bateryjki podtrzymującej pamięć ustawień gadżetu, na wypadek zaniku zasilania (CR2025 - brak w zestawie). Znajdziemy też właściwy układ zegara czyli znany i lubiany DS1302, buzzer oraz serce układu. W tym wypadku jest to układ IAP15W413AS. Do tego dziesięć rezystorów, pięć kondensatorów i jeden tranzystor pełniący rolę końcówki mocy dla byzzera.
Zasilanie układu jest realizowanie przez gniazdo MINI USB (czyli większe od tego które występuje w większości obecnych smartphonów). Pobór prądu jest bardzo mały, na tyle, że miernik USB, który znajdziecie na Aliexpress pod hasłem "keweisi" (ten niebieski), nic nie zarejestrował. Nie mam pod ręką odpowiednio spreparowanego przewodu, aby dokonać pomiaru zwykłym multimetrem, ale "inteligentne" powerbanki powodują, że zegar resetuje się co kilka sekund (jeśli ma baterię podtrzymującą pamięć to tylko gaśnie na chwilę). A właściwie odwrotnie, to niski pobór prądu powoduje, że powerbanki się wyłączają, a po chwili gdy kondensator się rozładuje i zegar znowu "szarpnie" więcej prądu, powerbank się włącza i tak w koło Macieju. Nie wydaje mi się jednak, żeby ktoś używał do zasilania tego maleństwa jakichś rozbudowanych w elektronikę powerbanków, bo po co.
Poniżej załączam skan instrukcji. Na chwilę obecną nie mogę się połapać, o co chodzi z ustawieniami w punkcie traktującym o "CHIME" czyli brzęczyku, bo na ten przykład, obecnie na chwilę przed każdą pełną godziną, zaczyna "drzeć mordę" a potem punktualnie o pełnej godzinie miga bardzo jasno wszystkimi diodami. Z instrukcji wynika, że da się to wyłączyć, ale i co gorsza, niechcący włączyć inne alarmy. Niestety po wejściu w to menu, nic nie rozumiem. Powinna być jakaś tabelka umożliwiająca identyfikację poszczególnych ustawień. Jest strasznie rozbudowane, a wszystko praktycznie opiera się na "kodach cyfrowych". Niektóre ustawienia mają nawet sześćdziesiąt poziomów nastaw. Musiałbym najpierw rozrysować to menu, a potem kombinować z nastawami, ale jakoś nie bardzo mi się chce. Najpierw poszukam, może gdzieś jest jakaś ściągawka. Póki co ustawiłem wszystko na OFF.
Podsumowując. Uważam, że zakup takiego zegara przez początkującego elektronika, do celów, takich jak nauka lutowania oraz poprawnego rozpoznawania i obsadzania elementów, to strzał w dziesiątkę, bo po zmontowaniu, nie będzie to kolejny gadżet utrudniający domknięcie szuflady, tylko pełnoprawny zegar, a po dorobieniu obudowy z jakimś przydymionym filtrem z przodu, będzie to się pięknie prezentowało. Tym bardziej, ze laminat ma czarną soldermaskę. Nie będzie zatem widoczny zza dymionej plexi.
Byłbym zapomniał. Jeśli chcecie to "cudeńko" zamknąć w obudowie i dać z przodu, czy to ściankę z wyciętymi otworami od wszystkie świecące elementy, czy zdecydujecie się na jakiś przyciemniony, transparentny filtr na froncie musicie wyciągnąć fotorezystor powyżej poziomu wyświetlacza. W przeciwnym wypadku, zamiast "zbierać" światło z otoczenia, będzie reagował na światło wyświetlacza odbite od front panelu i automatyczna regulacja jasności zegara nie będzie działała poprawnie. Według mnie, najlepiej będzie wyprowadzić sobie ten fotorezystor na przewodach, gdzieś na obudowę, ale tak, żeby w ogóle nie "widział, żadnych elementów świetlnych zegara, a jedynie oświetlenie zewnętrzne. Dodałbym też potencjometr precyzyjny, wieloobrotowy w szereg z fotorezystorem, aby sobie dokładnie wyregulować jasność w miejscu gdzie zamontujemy ten gadżet.
U mnie z pewnością pozostanie on już elementem wystroju. Pomyślę tylko o jakiejś ładnej obudowie.
Piszcie w komentarzach w jakiej obudowie Wy byście widzieli taki zegareczek. Do mnie przemawiają proste formy, typu czarny prostopadłościan, ale myślę, że i w cyberpunkowej wersji też mógłby się ciekawie prezentować.
Pozdrawiam.
CMS
Listonosz, zrobił mi dzisiaj niespodziankę i zarazem pokrzyżował moje plany na nowy artykuł, bo miałem pisać o czymś zupełnie innym.
Jako, że wyczekiwałem otrzymanego gadżetu z niecierpliwością, zmieniłem plany. I w wielkim pospiechu poskładałem nowy "bajer"...
Zegarek nie działa do końca tak jak sobie wyobrażałem, ale efekt i tak jest dość ciekawy, o tym jednak później). Jak na kita, za ok. 47 polskich złotych (wliczając koszy wysyłki wynoszące prawie połowę wartości zamówienia), jest całkiem w porządku. Da zarówno frajdę z montażu (Początkującym elektronikom, ja robiłem na szybkiego, bo za chwilę zamknięcie firmy, a nie chciało mi się kończyć składania w domu. Zmontowanie całości zajęło mi to około czterdziestu minut. Co widać między innymi po nierównym obsadzeniu oporników. Jak to mówią ”jak się człowiek śpieszy, to się hejter cieszy") jak i stanowi praktyczny zegarek z datownikiem, termometrem i czymś jeszcze... Ale póki co nie wiem co to takiego.
Sprzedawca, nie był tak miły i nie wstawił zdjęcia poskładanego produktu. Kupowałem więc właściwie kota w worku
Co znajdziemy w zestawie:
Tak wygląda zawartość przesyłki. Elementów jest tym razem w nadmiarze i nie musiałem uzupełniać swoimi.
Spojrzenie na płytkę od strony wierzchniej i spodniej, lub TOP i BOTTOM, jak ktoś woli, ja zawsze wolałem polskie określenia.
Teraz kilka zdjęć z montażu, tym razem wyjątkowo nie zacząłem od lutowania najniższych elementów, ale od LED"ów, bo było ich najwięcej i najszybciej wtedy widać jak elementy znikają z biurka, co zwiększa morale
Bardzo skrócony "pokaz" montażu, jak mówiłem, miałem mało czasu na działanie. Jak widać, nawet nie zdążyłem umyć płytki.
Tutaj macie kilka fotek działającego układu, a za chwilę przejdziemy do części technicznej.
Wartości zmieniają się automatycznie. Godzina jest wyświetlana mniej więcej przez 45 sekund na minutę. Pozostały czas to przewijające się:
- temperatura;
- rok;
- miesiąc i dzień (niestety jest w układzie amerykańskim, do tego brakuje kropki pomiędzy miesiącem i dniem, więc dość dziwnie to wygląda);
- coś jeszcze "-2-" myślę, że to może być kwadra księżyca, ale nie jestem do końca przekonany. W instrukcji nic nie wyczytałem, ale zaraz po włączeniu zegara gdy wystartował od początku kalendarza od godziny 00:00, wartość ta wynosiła "-3-"
Tutaj kilka fotek pokazujących działanie sekundnika. Nie widziałem sensu nagrywania filmu. Wyraźnie widać, że w pewnym momencie zielona dioda znika.
Przejdźmy zatem do tej ciekawszej części, czyli "co siedzi w środku"?
Zacznijmy od "frontu" naszego zegara. Mamy tutaj dwanaście czerwonych diodek w rozmiarze 3mm, przypadających na każdą pełną godzinę, oraz czterdzieści osiem 3mm'etrowych diodek w kolorze zielonym, symbolizujących minuty, pomiędzy pełnymi godzinami. Pełnią one rolę sekundnika. To rozwiązanie ma pewną wadę. Mianowicie, diody czerwone świecą się cały czas, a zielona "przeskakuje" po kolei. Sprawia to, że za każdym razem gdy sekundnik trafia na pełną godzinę, "znika" na jedną sekundę. Gdy dokonywałem zakupu, miałem nadzieję, że zegar będzie działał na zasadzie dodawania kolejnych diodek na sekundniku, (tak jak na zegarze z Teleexpresu). Na froncie znajdziemy jeszcze fotorezystor, odpowiadający za automatyczną regulację jasności wyświetlacza i diodek, oraz termistor, pełniący funkcję czujnika temperatury. No i zapomniałem o najważniejszym, czyli poczwórnym wyświetlaczu siedmio-segmentowym, o symbolu 5463BS-1 (z dwukropkiem i czterema kropkami.) Wymiary płytki wynoszą 81x81mm, ale narożniki są perforowane i można je odłamać. Uzyskując tym samym okrągłą pytkę o średnicy 81mm.
Na tyle zegara znajdziemy dwa przyciski typu microswitch 6x6mm, standardowy kwarc zegarkowy 32,768kHz, Gniazdo bateryjki podtrzymującej pamięć ustawień gadżetu, na wypadek zaniku zasilania (CR2025 - brak w zestawie). Znajdziemy też właściwy układ zegara czyli znany i lubiany DS1302, buzzer oraz serce układu. W tym wypadku jest to układ IAP15W413AS. Do tego dziesięć rezystorów, pięć kondensatorów i jeden tranzystor pełniący rolę końcówki mocy dla byzzera.
Zasilanie układu jest realizowanie przez gniazdo MINI USB (czyli większe od tego które występuje w większości obecnych smartphonów). Pobór prądu jest bardzo mały, na tyle, że miernik USB, który znajdziecie na Aliexpress pod hasłem "keweisi" (ten niebieski), nic nie zarejestrował. Nie mam pod ręką odpowiednio spreparowanego przewodu, aby dokonać pomiaru zwykłym multimetrem, ale "inteligentne" powerbanki powodują, że zegar resetuje się co kilka sekund (jeśli ma baterię podtrzymującą pamięć to tylko gaśnie na chwilę). A właściwie odwrotnie, to niski pobór prądu powoduje, że powerbanki się wyłączają, a po chwili gdy kondensator się rozładuje i zegar znowu "szarpnie" więcej prądu, powerbank się włącza i tak w koło Macieju. Nie wydaje mi się jednak, żeby ktoś używał do zasilania tego maleństwa jakichś rozbudowanych w elektronikę powerbanków, bo po co.
Poniżej załączam skan instrukcji. Na chwilę obecną nie mogę się połapać, o co chodzi z ustawieniami w punkcie traktującym o "CHIME" czyli brzęczyku, bo na ten przykład, obecnie na chwilę przed każdą pełną godziną, zaczyna "drzeć mordę" a potem punktualnie o pełnej godzinie miga bardzo jasno wszystkimi diodami. Z instrukcji wynika, że da się to wyłączyć, ale i co gorsza, niechcący włączyć inne alarmy. Niestety po wejściu w to menu, nic nie rozumiem. Powinna być jakaś tabelka umożliwiająca identyfikację poszczególnych ustawień. Jest strasznie rozbudowane, a wszystko praktycznie opiera się na "kodach cyfrowych". Niektóre ustawienia mają nawet sześćdziesiąt poziomów nastaw. Musiałbym najpierw rozrysować to menu, a potem kombinować z nastawami, ale jakoś nie bardzo mi się chce. Najpierw poszukam, może gdzieś jest jakaś ściągawka. Póki co ustawiłem wszystko na OFF.
Podsumowując. Uważam, że zakup takiego zegara przez początkującego elektronika, do celów, takich jak nauka lutowania oraz poprawnego rozpoznawania i obsadzania elementów, to strzał w dziesiątkę, bo po zmontowaniu, nie będzie to kolejny gadżet utrudniający domknięcie szuflady, tylko pełnoprawny zegar, a po dorobieniu obudowy z jakimś przydymionym filtrem z przodu, będzie to się pięknie prezentowało. Tym bardziej, ze laminat ma czarną soldermaskę. Nie będzie zatem widoczny zza dymionej plexi.
Byłbym zapomniał. Jeśli chcecie to "cudeńko" zamknąć w obudowie i dać z przodu, czy to ściankę z wyciętymi otworami od wszystkie świecące elementy, czy zdecydujecie się na jakiś przyciemniony, transparentny filtr na froncie musicie wyciągnąć fotorezystor powyżej poziomu wyświetlacza. W przeciwnym wypadku, zamiast "zbierać" światło z otoczenia, będzie reagował na światło wyświetlacza odbite od front panelu i automatyczna regulacja jasności zegara nie będzie działała poprawnie. Według mnie, najlepiej będzie wyprowadzić sobie ten fotorezystor na przewodach, gdzieś na obudowę, ale tak, żeby w ogóle nie "widział, żadnych elementów świetlnych zegara, a jedynie oświetlenie zewnętrzne. Dodałbym też potencjometr precyzyjny, wieloobrotowy w szereg z fotorezystorem, aby sobie dokładnie wyregulować jasność w miejscu gdzie zamontujemy ten gadżet.
U mnie z pewnością pozostanie on już elementem wystroju. Pomyślę tylko o jakiejś ładnej obudowie.
Piszcie w komentarzach w jakiej obudowie Wy byście widzieli taki zegareczek. Do mnie przemawiają proste formy, typu czarny prostopadłościan, ale myślę, że i w cyberpunkowej wersji też mógłby się ciekawie prezentować.
Pozdrawiam.
CMS
Fajne? Ranking DIY