Cześć.
Jako uczestnik dróg, chodników i infrastruktury obserwuję pewne zjawisko, i zastanawiam się czy jestem odosobniony w swoich spostrzeżeniach, czy może faktycznie coś idzie w złym kierunku - stąd ten temat.
Mam wrażenie, że od pewnego czasu, a konkretnie od momentu upowszechnienia się na wielką skalę oświetlenia LED, zapanowała jakaś taka bylejakość w zakresie oświetlenia samochodów, dróg, infrastruktury, i nikt nie widzi w tym problemu...
Często mijając nowe auta z oświetleniem LED, z dalszej odległości oślepiają one tak, że mam wrażenie, że poruszają się na permanentnie włączonych światłach drogowych. Niektóre modele także z bliska epatują na tyle ostrą łuną światła, że trzeba się zasłaniać, by nie oślepnąć. Jakim cudem coś takiego dostaje homologację?
Dla odmiany kierunkowskazy w nowszych samochodach traktowane są mocno po macoszemu, tracąc swoją pierwotną funkcję w imię jakiegoś hm... designu? Ostatnio jechałem za dość świeżym Oplem Astrą kombi. Model ten ma dość spore i designerskie lampy tylne, tylko co z tego... Skoro kierunkowskazy to jakieś mikroskopijne paseczki LED-owe, które giną w łunie czerwonego światła i na dodatek są jaskrawe patrząc tylko na wprost, a pod kątem tracą jasność. Nie jest to odosobniony przypadek, bo w sporej ilości samochodów design przeważył nad formą, skutkiem czego trzeba się bardzo wpatrywać by dostrzec, że ktoś skręca.
Zupełnie inna sprawa, to oświetlenie dróg w postaci opraw LED. Wiele lamp sodowych zostało zamienionych na te ekologiczne "zamienniki". OK - mniejsze rachunki to ważna sprawa dla miasta. Szkoda jednak, że oświetlenie to sprawdza się średnio - barwa światła jest lepsza, ale widać na drodze mnóstwo cieni w których "znikają" piesi, panuje taki dziwny półmrok. Bezpieczeństwo bardzo na tym traci, już nie raz dostrzegłem pieszego dopiero po zbliżeniu się do przejścia dla pieszych, bo z daleka oczywiście nie był oświetlony. Nie mówiąc już o deszczowym zmroku. Podobna sytuacja z oświetleniem mniejszych uliczek osiedlowych. Po wymianie na LED-y, przed posesją jest dziwnie ciemno, pomimo, że patrząc na oprawę, świeci ona niczym latarnia morska.
Jeśli dalej LED-y będą tak wszędobylskie, to za 20 lat chyba wszyscy na drogach będziemy ślepi. Co o tym sądzicie i jakie są Wasze doświadczenia?
P.S. aby nie było, że tylko narzekam - uważam, że "żarówki" LED jako oświetlenie pomieszczeń domowych są świetne i doskonale zastąpiły konwencjonalne żarówki.
Jako uczestnik dróg, chodników i infrastruktury obserwuję pewne zjawisko, i zastanawiam się czy jestem odosobniony w swoich spostrzeżeniach, czy może faktycznie coś idzie w złym kierunku - stąd ten temat.
Mam wrażenie, że od pewnego czasu, a konkretnie od momentu upowszechnienia się na wielką skalę oświetlenia LED, zapanowała jakaś taka bylejakość w zakresie oświetlenia samochodów, dróg, infrastruktury, i nikt nie widzi w tym problemu...
Często mijając nowe auta z oświetleniem LED, z dalszej odległości oślepiają one tak, że mam wrażenie, że poruszają się na permanentnie włączonych światłach drogowych. Niektóre modele także z bliska epatują na tyle ostrą łuną światła, że trzeba się zasłaniać, by nie oślepnąć. Jakim cudem coś takiego dostaje homologację?
Dla odmiany kierunkowskazy w nowszych samochodach traktowane są mocno po macoszemu, tracąc swoją pierwotną funkcję w imię jakiegoś hm... designu? Ostatnio jechałem za dość świeżym Oplem Astrą kombi. Model ten ma dość spore i designerskie lampy tylne, tylko co z tego... Skoro kierunkowskazy to jakieś mikroskopijne paseczki LED-owe, które giną w łunie czerwonego światła i na dodatek są jaskrawe patrząc tylko na wprost, a pod kątem tracą jasność. Nie jest to odosobniony przypadek, bo w sporej ilości samochodów design przeważył nad formą, skutkiem czego trzeba się bardzo wpatrywać by dostrzec, że ktoś skręca.
Zupełnie inna sprawa, to oświetlenie dróg w postaci opraw LED. Wiele lamp sodowych zostało zamienionych na te ekologiczne "zamienniki". OK - mniejsze rachunki to ważna sprawa dla miasta. Szkoda jednak, że oświetlenie to sprawdza się średnio - barwa światła jest lepsza, ale widać na drodze mnóstwo cieni w których "znikają" piesi, panuje taki dziwny półmrok. Bezpieczeństwo bardzo na tym traci, już nie raz dostrzegłem pieszego dopiero po zbliżeniu się do przejścia dla pieszych, bo z daleka oczywiście nie był oświetlony. Nie mówiąc już o deszczowym zmroku. Podobna sytuacja z oświetleniem mniejszych uliczek osiedlowych. Po wymianie na LED-y, przed posesją jest dziwnie ciemno, pomimo, że patrząc na oprawę, świeci ona niczym latarnia morska.
Jeśli dalej LED-y będą tak wszędobylskie, to za 20 lat chyba wszyscy na drogach będziemy ślepi. Co o tym sądzicie i jakie są Wasze doświadczenia?
P.S. aby nie było, że tylko narzekam - uważam, że "żarówki" LED jako oświetlenie pomieszczeń domowych są świetne i doskonale zastąpiły konwencjonalne żarówki.