Zbigniew 400 napisał: Zadaniem organów kontroli ruchu lotniczego jest zapewnienie bezpiecznych separacji między statkami powietrznymi korzystającymi z przestrzeni kontrolowanej. Realizacja tego zadania polega na wydawaniu pilotom instrukcji oraz zezwoleń dotyczących m.in. zmiany kursu (tzw. wektorowanie), wysokości, kontroli prędkości, wykonywania określonych procedur, kontroli pozycji w kręgu, kołowania, operacji startu i lądowania. Kontrolerzy poza służbą kontroli pełnią też służbę informacji powietrznej, która służy przekazywaniu informacji m.in. o sytuacji w powietrzu, warunkach meteorologicznych i ewentualnych ograniczeniach, oraz służbę alarmową.
A jak to się ma do automatyki? Nijak, kontroler ruchu lotniczego po prostu podaje komunikaty przez radio, a zadaniem pilota jest odpowiednio pokierować maszyną lub ustawić autopilota.
Kup sobie skaner radiowy i posłuchaj lotniska, dowiesz się jak to wygląda w praktyce. Samolot wbrew nazwie nie leci sam, leci tak, jak każe mu pilot, a pilotowi każe obsługa naziemna. W samolocie nic nie dzieje się samoistnie, wszystkim steruje pilot. Jakby dwa samoloty leciały na siebie na zderzenie czołowe, to automat nie zrobi z tym kompletnie nic - będzie tylko informował pilotów obu maszyn że coś niedobrego się dzieje i sugerował odpowiedni manewr. Jednakże tego manewru nie wykona samoczynnie, to musi zrobić pilot.
Faktem jest, że obecnie piloci mają coraz mniej pracy, bo samolot od momentu startu aż do lądowania prowadzony jest automatycznie, jednak z każdej nietypowej sytuacji pilot musi chwycić za stery.
W przypadku samochodów tego typu system będzie wymagał jeszcze więcej zaangażowania kierowcy niż w przypadku samolotu. O ile znalezienie się dwóch samolotów na kursie kolizyjnym jest stosunkowo rzadko spotykane i dość łatwo z tego wybrnąć, o tyle w przypadku samochodów jest codziennością (choćby podczas wyprzedzania) i często nie bardzo jest gdzie uciekać.