Witam. Układ ma pełnić rolę straszaka dla potencjalnego włamywacza wytwarzając bardzo głośny dźwięk za pomocą syreny piezo. Poprzednia wersja układu działała jednak pobierała podczas czuwania prąd w okolicach 150uA i chciałem zbudować coś co bardziej zbliża się do zera. Tak ona wyglądała:
Nowy układ charakteryzuje się tym, że w stanie czuwania nie pobiera żadnego prądu....czyste 0! Udało się, jednak na tą chwile czysto teoretycznie.
Jak to działa. Otwarcie drzwi spowoduje podanie napięcia na pad CZ2. Spowoduje to otworzenie tranzystora T1 oraz T4, który zasili przez stabilizator mikrokontroler. Ten jako pierwszą instrukcję wykona wystawienie stanu wysokiego na PB4 czyli spowoduję otworzenie tranzystora T3. Spowoduje to podtrzymanie zasilania. Równocześnie otworzony zostanie tranzystor T2 podając na linię MOSI, czyli PB0 stan niski. Mikrokontroler zbada jak długo stan niski się utrzyma. Jeżeli ten czas będzie krótszy niż przykładowo jedna sekunda zmieni stan na porcie PB4 na niski, czyli sam sobie odetnie zasilanie, i zostanie zresetowany przez ustawiony BOD uznając to za zakłócenie. Jeżeli jednak stan na linii PB0 utrzyma się dłużej niż zakładano to zacznie odliczać czas, w którym użytkownik może stacyjką podłączoną do padów WYŁ1, WYŁ2 podać stan niski na KEY, czyli PB3 wyłączając w ten sposób alarm. Jeżeli czas zostanie przekroczony załączona zostanie syrena, którą oczywiście można wyłączyć tak jak wcześniej tylko stacyjką.
Wychodząc z pomieszczenia należy przekręcić kluczyk w stacyjce i wyciągnąć go oczywiście. Podanie stanu wysokiego na KEY spowoduje ponowne odliczenie powiedzmy 10ciu sekund po czym nastąpi kontrola zamknięcia drzwi. Zostanie wtedy oczywiście zbadany stan na pinie PB0. Jeżeli będzie niski, co oznacza że drzwi nie są zamkniete uruchomi się alarm. Jeżeli stan na pinie PB0 będzie wysoki Na kilkaset milisekund załączy się syrena sygnalizując gotowość i procesor sam sobie odetnie zasilanie wystawiając stan niski na porcie PB4.
Od tego momentu centralka czeka na otworzenie drzwi która poda zasilanie na układ, a do tego momentu pobór prądu jest równy 0. Co o tym sądzicie? Szeregowo połączone diody w bazach tranzystorów T1, T2 wpływają na ich większe o około 1V napięcie Ube, dodatkowo zwiększając odporność na zakłócenia, oraz pozwalają na zastosowanie większego kondensatora tantalowego równolegle do diody zenera ponieważ nie musi się on w ciągu tej 1 sekundy rozładować do 0 tylko do około 1.6V a poniżej tego napięcia przez rezystor równolegle do zenerki. W bazie tranzystora T2 jest o jedną diodę więcej a to dlatego, żeby uniknąć sytuacji w której napięcie na T2 jest zbyt niskie aby go otworzyć co procesor odczyta jako zamknięte drzwi a napięcie na T1 będzie blisko progu wyłączenia ciągle powodując podtrzymanie. Czyli procesor ma wykryć zamknięcie drzwi na 150 procent po tym jak podtrzymanie na T1 już nie działa.
Na koniec wspomnę, że nie mam zasilania w piwnicy i mogę polegać jedynie na akumulatorze. O powiadomieniu tez nie ma co dyskutować, gdyż na zasięg czegokolwiek nie ma co liczyć.
Jako podstawowe zabezpieczenie tego co w piwnicy najcenniejsze - jednośladów - zastosowałem hartowany łańcuch, w zasadzie niemożliwy do przecięcia ręcznymi nożycami, wraz z hartowanym szeklem zabetonowanym w posadzce. Dodając do tego mocną - przynajmniej teoretycznie - kłódkę, dajemy ewentualnemu rabusiowi pewną zagwozdkę, którą pewną chwilę na pewno mu zajmie....w dosyć niesprzyjających warunkach, wprowadzając nitkę niepewności, że ktoś w każdej chwili może się zjawić zaniepokojony dźwiękiem alarmu.
Nowy układ charakteryzuje się tym, że w stanie czuwania nie pobiera żadnego prądu....czyste 0! Udało się, jednak na tą chwile czysto teoretycznie.
Jak to działa. Otwarcie drzwi spowoduje podanie napięcia na pad CZ2. Spowoduje to otworzenie tranzystora T1 oraz T4, który zasili przez stabilizator mikrokontroler. Ten jako pierwszą instrukcję wykona wystawienie stanu wysokiego na PB4 czyli spowoduję otworzenie tranzystora T3. Spowoduje to podtrzymanie zasilania. Równocześnie otworzony zostanie tranzystor T2 podając na linię MOSI, czyli PB0 stan niski. Mikrokontroler zbada jak długo stan niski się utrzyma. Jeżeli ten czas będzie krótszy niż przykładowo jedna sekunda zmieni stan na porcie PB4 na niski, czyli sam sobie odetnie zasilanie, i zostanie zresetowany przez ustawiony BOD uznając to za zakłócenie. Jeżeli jednak stan na linii PB0 utrzyma się dłużej niż zakładano to zacznie odliczać czas, w którym użytkownik może stacyjką podłączoną do padów WYŁ1, WYŁ2 podać stan niski na KEY, czyli PB3 wyłączając w ten sposób alarm. Jeżeli czas zostanie przekroczony załączona zostanie syrena, którą oczywiście można wyłączyć tak jak wcześniej tylko stacyjką.
Wychodząc z pomieszczenia należy przekręcić kluczyk w stacyjce i wyciągnąć go oczywiście. Podanie stanu wysokiego na KEY spowoduje ponowne odliczenie powiedzmy 10ciu sekund po czym nastąpi kontrola zamknięcia drzwi. Zostanie wtedy oczywiście zbadany stan na pinie PB0. Jeżeli będzie niski, co oznacza że drzwi nie są zamkniete uruchomi się alarm. Jeżeli stan na pinie PB0 będzie wysoki Na kilkaset milisekund załączy się syrena sygnalizując gotowość i procesor sam sobie odetnie zasilanie wystawiając stan niski na porcie PB4.
Od tego momentu centralka czeka na otworzenie drzwi która poda zasilanie na układ, a do tego momentu pobór prądu jest równy 0. Co o tym sądzicie? Szeregowo połączone diody w bazach tranzystorów T1, T2 wpływają na ich większe o około 1V napięcie Ube, dodatkowo zwiększając odporność na zakłócenia, oraz pozwalają na zastosowanie większego kondensatora tantalowego równolegle do diody zenera ponieważ nie musi się on w ciągu tej 1 sekundy rozładować do 0 tylko do około 1.6V a poniżej tego napięcia przez rezystor równolegle do zenerki. W bazie tranzystora T2 jest o jedną diodę więcej a to dlatego, żeby uniknąć sytuacji w której napięcie na T2 jest zbyt niskie aby go otworzyć co procesor odczyta jako zamknięte drzwi a napięcie na T1 będzie blisko progu wyłączenia ciągle powodując podtrzymanie. Czyli procesor ma wykryć zamknięcie drzwi na 150 procent po tym jak podtrzymanie na T1 już nie działa.
Na koniec wspomnę, że nie mam zasilania w piwnicy i mogę polegać jedynie na akumulatorze. O powiadomieniu tez nie ma co dyskutować, gdyż na zasięg czegokolwiek nie ma co liczyć.
Jako podstawowe zabezpieczenie tego co w piwnicy najcenniejsze - jednośladów - zastosowałem hartowany łańcuch, w zasadzie niemożliwy do przecięcia ręcznymi nożycami, wraz z hartowanym szeklem zabetonowanym w posadzce. Dodając do tego mocną - przynajmniej teoretycznie - kłódkę, dajemy ewentualnemu rabusiowi pewną zagwozdkę, którą pewną chwilę na pewno mu zajmie....w dosyć niesprzyjających warunkach, wprowadzając nitkę niepewności, że ktoś w każdej chwili może się zjawić zaniepokojony dźwiękiem alarmu.
Fajne? Ranking DIY