Zainspirowany tematem na który ostatnio trafiłem oraz mając postanowienie, aby do końca wakacji uporządkować nieco swój mały skład elektrozłomu i warsztat dogrzebałem się do takiej małej ciekawostki sprzętowej:
Jest to bateria od Macbooka Air A1237 - jeden z pierwszych modeli, dokładnie ten, którego Steve Jobs prezentował wyjmując z koperty na dokumenty.
Mimo o różnych opinii o sprzęcie z jabłkiem jestem jego użytkownikiem od wielu lat. Zacząłem w sumie przez przypadek, w czasach gdy inne laptopy kojarzyły się ze słabej jakości plastikiem, trzeszczeniem i wielką torbą niezbędną do bezpiecznego przeniesienie sprzętu o przekątnej 15,4 cala. Obecnie chyba wszyscy producenci utrzymują standard a nawet wyprzedzili Apple w jakości wykonania czy miniaturyzacji i kosztach. Ale był okres, kiedy produkty z jabłkiem naprawdę przodowały na rynku...
Mimo lekko pochwalnego tonu, nie jestem fanboyem marki, a kilka razy sprzęty tej firmy napsuły mi krwi. Poniżej opis jednej z takich sytuacji…
Około roku 2010, próbując spakować macbooka do plecaka okazało się, że wygląda tak.
Pominę słowa, jakimi wtedy na zareagowałem, bo jeszcze zarobię jakieś ostrzeżenie no i na tak zacnym forum technicznym nie wypada
Ale pewnie wszyscy się domyślają...
Na szczęście po rozkręceniu i zdemontowaniu baterii komputer zachował kształt, nawet klawiatura działała poprawnie, na co początkowo się nie zapowiadało. To mnie chyba najbardziej zaskoczyło…
Niestety z tamtego czasu nie zachowałem więcej zdjęć. Zamówiłem wtedy nową baterię z alliexpress, kosztowała ok. 400zł i po jej wymianie komputer służył jeszcze kilkanaście lat. Następnie sytuacja się powtórzyła, nie w takim stopniu, ale dało się odczuć lekkie wybrzuszenie od dołu, więc wtedy baterię wymontowałem, a komputer został odłożony na półkę.
Ta druga bateria z tego co pamiętam została wymieniona na kwiatka w akcji zbiórki elektrośmieci w jednym z marketów budowlanych. Sekcji podlega pierwsza bateria - montowana fabrycznie.
Dokładny model i oznaczenie:
Widok po odklejeniu pierwszej warstwy folii - właściwie odpadła sama.
Po zerwaniu całego plastiku z góry, możemy zobaczyć, że bateria składa się z 4 płaskich ogniw, połączonych za pomocą zgrzewanych taśm. Taśmy te są wykonane jako dwustronnne flex PCB.
Te cieńsze służą chyba do pomiaru napięcia na poszczególnych ogniwach.
Ogniwa wewnątrz napuchły, ale po czasie "powietrze z nich zeszło". Na szczęście nie było żadnych dodatkowych efektów - dymu czy ognia, ale specyficzny zapach jest wyczuwalny do tej pory…
U góry jest jedna dodatkowa taśma tego typu, myślałem, że będzie doprowadzony do jakiegoś sensora temperatury, ale nie znalazłem nic takiego, być może jest gdzieś ukryty.
Nie rozerwałem baterii całkowicie, nie rozbierałem też samych ogniw, ponieważ i tak cały czas unosił się specyficzny zapach i po oględzinach poszła do odpowiedniego pojemnika na odpady.
Wyłuskałem jeszcze tylko płytkę, aby zobaczyć co się na niej znajduję.
Postanowiłem przetestować też w tej roli AI - tym razem Copilot bez logowania, otwarty bezpośrednio w przeglądarce.

Niestety w pierwszym podejściu poległ
Oznaczenie mosfetów musiałem odczytać sam, po podpowiedzeniu podał nawet poprawne linki do not katalogowych:
Będą one więc pracować w układzie podobnym jak poniżej, który był też w myjce, której mało elektroniczną naprawę opisywałem tutaj:
Później szedł już w dobrym kierunku, ale nie był w stanie dokładnie określić do czego służy płytka.
Mam wrażenie, że w takich zadaniach najlepiej radzi sobie aplikacja mobilna Chat GPT - kilka razy po bezpośrednim zrobieniu zdjęcia był w stanie sensownie podpowiedzieć czy nawet znaleźć schemat.
Mały układ o oznaczenie CJG7 AW - datasheeta nie udało mi się odnaleźć, podejrzewam, że to układ służący do pomiaru prądu, obok widoczny jest bocznik no i największy - prawdopodobnie mikrokontroler odpowiedzialny za nadzór baterii i komunikacje z płytą główną przez I2C (smbus). Oznaczenie układu uC niestety nie daję żadnych efektów w żadnej z wyszukiwarek ani AI.
Płytkę póki co sobie zostawiłem, w próbę komunikacji raczej się nie będę bawił, ale spróbuję od niej odlutować układy.
Nigdy chyba nie próbowałem lutowania flexPCB, do tego niektóre układy są pokryte lakierem. Mosfety wyglądają na sprawne (zrobilem szybki pomiar jeszcze przed wylutem), więc jeżeli uda się je odlutować to może jeszcze się do czegoś przydadzą...
Jest to bateria od Macbooka Air A1237 - jeden z pierwszych modeli, dokładnie ten, którego Steve Jobs prezentował wyjmując z koperty na dokumenty.
Mimo o różnych opinii o sprzęcie z jabłkiem jestem jego użytkownikiem od wielu lat. Zacząłem w sumie przez przypadek, w czasach gdy inne laptopy kojarzyły się ze słabej jakości plastikiem, trzeszczeniem i wielką torbą niezbędną do bezpiecznego przeniesienie sprzętu o przekątnej 15,4 cala. Obecnie chyba wszyscy producenci utrzymują standard a nawet wyprzedzili Apple w jakości wykonania czy miniaturyzacji i kosztach. Ale był okres, kiedy produkty z jabłkiem naprawdę przodowały na rynku...
Mimo lekko pochwalnego tonu, nie jestem fanboyem marki, a kilka razy sprzęty tej firmy napsuły mi krwi. Poniżej opis jednej z takich sytuacji…
Około roku 2010, próbując spakować macbooka do plecaka okazało się, że wygląda tak.
Pominę słowa, jakimi wtedy na zareagowałem, bo jeszcze zarobię jakieś ostrzeżenie no i na tak zacnym forum technicznym nie wypada
Na szczęście po rozkręceniu i zdemontowaniu baterii komputer zachował kształt, nawet klawiatura działała poprawnie, na co początkowo się nie zapowiadało. To mnie chyba najbardziej zaskoczyło…
Niestety z tamtego czasu nie zachowałem więcej zdjęć. Zamówiłem wtedy nową baterię z alliexpress, kosztowała ok. 400zł i po jej wymianie komputer służył jeszcze kilkanaście lat. Następnie sytuacja się powtórzyła, nie w takim stopniu, ale dało się odczuć lekkie wybrzuszenie od dołu, więc wtedy baterię wymontowałem, a komputer został odłożony na półkę.
Ta druga bateria z tego co pamiętam została wymieniona na kwiatka w akcji zbiórki elektrośmieci w jednym z marketów budowlanych. Sekcji podlega pierwsza bateria - montowana fabrycznie.
Dokładny model i oznaczenie:
Widok po odklejeniu pierwszej warstwy folii - właściwie odpadła sama.
Po zerwaniu całego plastiku z góry, możemy zobaczyć, że bateria składa się z 4 płaskich ogniw, połączonych za pomocą zgrzewanych taśm. Taśmy te są wykonane jako dwustronnne flex PCB.
Te cieńsze służą chyba do pomiaru napięcia na poszczególnych ogniwach.
Ogniwa wewnątrz napuchły, ale po czasie "powietrze z nich zeszło". Na szczęście nie było żadnych dodatkowych efektów - dymu czy ognia, ale specyficzny zapach jest wyczuwalny do tej pory…
U góry jest jedna dodatkowa taśma tego typu, myślałem, że będzie doprowadzony do jakiegoś sensora temperatury, ale nie znalazłem nic takiego, być może jest gdzieś ukryty.
Nie rozerwałem baterii całkowicie, nie rozbierałem też samych ogniw, ponieważ i tak cały czas unosił się specyficzny zapach i po oględzinach poszła do odpowiedniego pojemnika na odpady.
Wyłuskałem jeszcze tylko płytkę, aby zobaczyć co się na niej znajduję.
Postanowiłem przetestować też w tej roli AI - tym razem Copilot bez logowania, otwarty bezpośrednio w przeglądarce.
Niestety w pierwszym podejściu poległ
Oznaczenie mosfetów musiałem odczytać sam, po podpowiedzeniu podał nawet poprawne linki do not katalogowych:
Będą one więc pracować w układzie podobnym jak poniżej, który był też w myjce, której mało elektroniczną naprawę opisywałem tutaj:
Później szedł już w dobrym kierunku, ale nie był w stanie dokładnie określić do czego służy płytka.
Mam wrażenie, że w takich zadaniach najlepiej radzi sobie aplikacja mobilna Chat GPT - kilka razy po bezpośrednim zrobieniu zdjęcia był w stanie sensownie podpowiedzieć czy nawet znaleźć schemat.
Mały układ o oznaczenie CJG7 AW - datasheeta nie udało mi się odnaleźć, podejrzewam, że to układ służący do pomiaru prądu, obok widoczny jest bocznik no i największy - prawdopodobnie mikrokontroler odpowiedzialny za nadzór baterii i komunikacje z płytą główną przez I2C (smbus). Oznaczenie układu uC niestety nie daję żadnych efektów w żadnej z wyszukiwarek ani AI.
Płytkę póki co sobie zostawiłem, w próbę komunikacji raczej się nie będę bawił, ale spróbuję od niej odlutować układy.
Nigdy chyba nie próbowałem lutowania flexPCB, do tego niektóre układy są pokryte lakierem. Mosfety wyglądają na sprawne (zrobilem szybki pomiar jeszcze przed wylutem), więc jeżeli uda się je odlutować to może jeszcze się do czegoś przydadzą...
Fajne? Ranking DIY