Tester tytułowy może nie być najprostszy pod względem budowy, gdyż posiada przecież jakiś tam procesor i jest w stanie wyświetlić najważniejsze parametry, ale z punktu widzenia samego użytkownika już jest prosty do bólu. Jakoś wygodniej (jak mi się wydaje) jest wstawić do urządzenia naładowany akumulator by po jakimś czasie (gdy urządzenie zasygnalizuje koniec cyklu pomiaru) odczytać wartość. A nie ślęczeć nad akumulatorem kontrolując cały czas napięcie by nie dopuścić do nadmiernego rozładowania ogniwa/baterii... Prawda?
Do rzeczy - bardzo często ostatnimi czasy mamy do czynienia z akumulatorami - w szczególności z najpopularniejszymi chyba ostatnio Li-Ion typu 18650. Często mamy takie w narzędziach akumulatorowych, latarkach, "samograjach" itp. Często też zdarza się że mamy z taką baterią problem - niby napięcie na nim jest, ale... No właśnie - albo bardzo szybko narzędzie przestaje pracować albo "samograj" milknie po kilku minutach od naładowania. Jak sprawdzić taki akumulator? Można zbudować układ gdzie wstawiony weń akumulator będzie nadzorowany i na bieżąco sprawdzane na nim napięcie. Można potem obliczać na podstawie czasu do osiągnięcia minimalnego dopuszczalnego napięcia obliczyć pojemność. Jest to jednak dość kłopotliwe, a w porównaniu do kilkunastu złotych za gotowy układ wyręczający nas w tym wszystkim - wręcz pomysłem niemądrym.
Tak się stało, że i ja "uzbierawszy" (najczęściej "odzysk" z baterii laptopów, elektronarzędzi itp.) dość dużą ilość takich ogniw w końcu postanowiłem coś z tym zrobić i posegregować - dobre/zużyte. Na pierwszy ogień postanowiłem wypróbować tester najtańszy chyba jaki można znaleźć na Aliexpress - co by mieć porównanie gdy (być może) zdecyduję się na jakiś bardziej wypasiony model.
Zamówiony tester przyszedł o czasie (czyli ok. 14 dni) i w zasadzie gotów do pracy.
Piszę "w zasadzie" gdyż jedyną czynnością poza podłączeniem kabelka USB i włożeniem do koszyczka (niestety jak nie mamy odpowiedniego musimy dokupić!) akumulatora było wybranie jakim prądem będziemy chcieli akumulator rozładowywać. Do dyspozycji w zestawie mamy do wyboru albo ok. 500 mA albo ok. 1 A (piszę "około" ponieważ napięcie ogniwa podczas pracy spada, a więc i prąd się nieco zmniejsza) - możemy to zrobić podłączając w odpowiednie zaciski albo jeden albo dwa dołączone z testerem rezystory mocy. Każdy z rezystorów ma moc 5 W i rezystancję 7,5 Ohm.
Wspomniany koszyczek (ja akurat miałem
Poza tym zdecydowanie przyspieszy nam pracę jeśli ogniw mamy więcej... ;)
Aha! Zapomniałbym - do zestawu dostałem również cztery "nóżki" (słupki 5 mm M3), które powinniśmy dokręcić do płytki. Co prawda w moim wypadku na biurku leży mata silikonowa i raczej żadne ew. zwarcie nie grozi, jednak jest to taka namiastka nóżek i przy okazji dodaje wartości i powagi do testera... ;)
Sam pomiar jest niezwykle prosty:
Podłączamy zasilanie kablem USB (potrzeba raptem kilkadziesiąt mA do zasilenia elektroniki testera wraz z kontrolkami).
Dopiero NASTĘPNIE podłączamy ogniowo (wciskamy w koszyczek) ogniwo i wybieramy za pomocą mikrostyku graniczne napięcie rozładowania.
Uruchamiamy tester (oznaczając tryb pomiaru - switchem "OK" - świeci LED Ah) i... Czekamy.
Czekamy aż tester zasygnalizuje nam koniec procesu pomiarowego miganiem wyświetlacza. W tym momencie pokazuje on nam uzyskaną pojemność w amperogodzinach...
Czyli pamiętamy by odpowiednio zinterpretować przecinek...
Odpowiednio dla odczytu końcowego napięcia (tym razem BEZ obciążenia - zostaje ono automatycznie odłączone gdy napięcie spadnie do ustawionej wartości krytycznej) i na jego podstawie określamy (w dużym przybliżeniu) czy założony prąd rozładowania nie był zbyt duży.
Inna opcja to pojemność ogniwa spadła w porównaniu do "nówki sztuki nieśmiganej" - po prostu im większa oporność wewnętrzna tym większa różnica pomiędzy napięciem ustawionym a zmierzonym po ukończeniu testu. Poniżej uzyskane przykładowe wartości pomiaru jakiegoś "odzyskanego" ogniwa:
Kolejne zdjęcia to pierwsze próby z mniejszym obciążeniem oraz pierwsze sekundy pomiaru (wyniki są wyświetlane na bieżąco):
A tak to wyglądało w realu:
I to w zasadzie wszystko co można pokazać - reszta na stronie sprzedawcy.
Od razu uprzedzam - by zrozumieć o czym mowa najlepiej mieć tester przed sobą. Niestety, ale chińczyk używa translatora - najpierw z chińskiego na angielski a potem z angielskiego na polski.
Czy warto się zastanowić nad kupnem takiego urządzenia?
O ile mamy do sprawdzenia kilka (3-5) ogniw - owszem. Nie zmierzymy nim oporności wewnętrznej (w sensie nie zostanie ona wyświetlona), nie można mierzyć kilku ogniw jednocześnie, ale jak do sporadycznego sprawdzenia "na szybko" raptem kilku akumulatorów raz do roku? Moim zdaniem warto - bardziej niż budować samodzielnie układ, nadzorować itp.
A jakie wnioski?
Po zmierzeniu kilkunastu (ok. 20) ogniw - część z laptopów część z baterii elektronarzędzi można wyciągnąć zastanawiające wnioski - np. W kilku bateriach siedziały akumulatory o prądzie rozładowania ...20 A, a w akumulatorze z wkrętarki użyte były ogniwa o dopuszczalnym prądzie rozładowania tylko (
A przynajmniej tak wynikało z oznaczeń.
W wielu bateriach uszkodzone były układy ładowania podczas gdy same ogniwa okazały się całkiem sprawne. W baterii z wkrętarki uszkodzony był też układ BMS podczas gdy wszystkie ogniwa były w pełni sprawne. W innej baterii uszkodzone było JEDNO ogniwo, pozostałe nadawały się do wykorzystania... Czyli - jak się tak zastanowić - typowe możliwe do przewidzenia uszkodzenia.
W każdym razie po kilku dniach testowania z tych ok. 20-tu odzyskanych akumulatorów Li-Ion pozostało kilkanaście w pełni sprawnych, kilka "może być" (do zasilania np. sporadycznie używanej latarki) a kilka zostało odrzuconych - w tym zaledwie kilka całkiem zużytych, a reszta z pojemnością zaniżoną (względem parametrów nominalnych) do 1/3 - 1/4 pojemności podanej w parametrach.
Zyskałem sporo miejsca i pewność (bo od razu sobie je oznaczyłem) jakie ogniwo do czego można użyć.
Jeśli więc ktoś z Was ma podobny dylemat i kilkanaście złotych na "zbyciu" jednocześnie nie oczekuje możliwości pomiaru wszystkich możliwych parametrów a wystarczą mu tylko podstawowe - może się zastanowić nad takim zakupem. I na sam koniec wytłumaczenie wtrąconego w nawiasie zdania w temacie artykułu: Otóż ze względu na budowę i sposób pomiaru ten tester nadaje się również do badania pojemności każdych akumulatorów (nie tylko Li-Ion) - ograniczeniem jest praktycznie tylko napięcie i prąd rozładowania.
Producent podaje max napięcie akumulatora (baterii akumulatorów) ok. 12 V (15 V to napięcie uznawane już za błąd - pomiar nie będzie możliwy) oraz zakres mierzonych napięć pojedynczego ogniwa od 1,2 V przy wymuszonym (rezystorami zewnętrznymi) prądzie obciążenia nie przekraczającym 3 A.
Tak więc nie tylko Li-Ion, ale i nawet paluszki w rozmiarze AAA można zmierzyć... Inna sprawa, że przy takim wyświetlaniu wyniku trudno mówić o dokładności pomiaru.
Kilka co ciekawszych fragmentów z danych technicznych:
Maksymalna mierzona pojemność to 9999 Ah.
Minimalne napięcie "odcięcia" obciążenia (więc i zakończenia pomiaru) to 0,5 V do max 11 V (ustawione ręcznie przed rozpoczęciem pomiaru).
I najważniejsze - nie wolno w żadnym wypadku zamienić biegunowości podłączonego akumulatora! Grozi to uszkodzeniem testera.
Za te kilkanaście złotych kupić można - majątku się nie straci, a może się pozbyć (oczywiście do PSZOK!) trochę złomu... ;)
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
