Do stworzenia tego tematu zachęciły mnie iście chamskie zachowania firmy InPost.
Od zawsze korzystałem raczej z DHL z racji punktu obsługi klienta, który miałem po drodze z domu do biura.
Od kiedy jednak paczkomaty wyrosły niczym grzyby na deszczu, to mam jeden może 100 metrów od domu i może 50 metrów od firmy kolejny.
Długo nie miałem nic InPostowi do zarzucenia - konkurencyjne ceny, wygoda, możliwość odbioru paczek tak, jak Tobie pasuje.
Jednak w ciągu ostatniego pół roku...
Zacznijmy od spraw czysto służbowych.
Zatrudnili nową panią kurier, niskorosłą, pochodzenia Ukraińskiego, śmiem obstawiać że emigrant wojenny, zważywszy na słabą komunikację w języku urzędowym naszego kraju.
Pani w miarę możliwości paczki na samym dole paczkomatu wpychała na sam koniec paczkomatu, gdzie przy moim wzroście dosłownie musiałem się kłaść, aby paczkę wyjąć.
Przez pierwsze 20 paczek traktowanych w ten sposób nic sobie nie robiłem, ale potem zaczęła te paczki upychać po przekątnej w taki sposób, aby wyjęcie paczki było możliwie najtrudniejsze do wyjęcia - tak, te paczki były w takich wymiarach, że można było je swobodnie wstawić "na innym boku" i nie byłoby żadnego problemu, więc była to oczywista złośliwość z jej strony.
Jako, że handlujemy papierem A4, postanowiłem odwdzięczyć się - gdy dostawałem najwyższą skrytkę, również upychałem ją tak, aby miała problem ją wyjąć.
Co zrobiła Pani kurier? Wezwała typeczka, żeby do mnie przyjechał i poinformował, że jeśli będę w ten sposób wkładać paczki, to nie będą ich pobierać.
Odparłem krótko - jeśli Pani jest za niska, aby sięgnąć paczki, to niech jeździ z drabiną, albo zmieni zawód - ja klientowi nie płaczę, jeśli robota jest cięższa niż zakładałem, po prostu robię swoje. Poza tym jak powiedziałem - gdyby się nie zachowywała tak, jak się zachowywała, to nigdy bym tak nie robił, bo kiedyś to potrafiłem kurierowi energetyka w gratisie zostawić, bo nikomu życia nie uprzykrzali.
Ta sama panienka zostawiła kiedyś 3 duże paczki z IKEI pod paczkomatem i pojechała bez nich - tak, to były nadane przesyłki, miały jechać do Szczecina!
Zadzwoniłem na infolinię, miałem zabezpieczyć paczki - od pani kurier nie usłyszałem ani dziękuję, ani pocałuj mnie w dupe, o znaleźnym nawet nie mówię, bo nie liczyłem na to.
I ta wojna by sobie tak trwała, gdyby nie to, że moja partnerka odbierając paczkę - inny numer telefonu, inny paczkomat, to samo miasto - złamała sobie paznokieć próbując tak chamsko wstawioną paczkę wyciągnąć - i nie mówię tu tylko o hybrydzie, a również o naturalnym paznokciu pod spodem - napisałem pismo do inpost wzywając do pokrycia kosztów kosmetyczki (160 zł brutto) oraz uszczerbku na zdrowiu (według PZU do od 21 do 108 zł za paznokieć), a jeśli moje pismo zostanie zignorowane, to wojna wejdzie na nowe tory - podpieprzanie za parkowanie na trawie itd. oraz pismo od prawnika, które zapewne zakończy się sprawą w sądzie - i koszta sprawy mam gdzieś, chodzi tu jedynie o sprawiedliwość.
Nie wiem, może Pani tak bardzo nienawidzi swojej pracy, że chce ją stracić.
Od zawsze korzystałem raczej z DHL z racji punktu obsługi klienta, który miałem po drodze z domu do biura.
Od kiedy jednak paczkomaty wyrosły niczym grzyby na deszczu, to mam jeden może 100 metrów od domu i może 50 metrów od firmy kolejny.
Długo nie miałem nic InPostowi do zarzucenia - konkurencyjne ceny, wygoda, możliwość odbioru paczek tak, jak Tobie pasuje.
Jednak w ciągu ostatniego pół roku...
Zacznijmy od spraw czysto służbowych.
Zatrudnili nową panią kurier, niskorosłą, pochodzenia Ukraińskiego, śmiem obstawiać że emigrant wojenny, zważywszy na słabą komunikację w języku urzędowym naszego kraju.
Pani w miarę możliwości paczki na samym dole paczkomatu wpychała na sam koniec paczkomatu, gdzie przy moim wzroście dosłownie musiałem się kłaść, aby paczkę wyjąć.
Przez pierwsze 20 paczek traktowanych w ten sposób nic sobie nie robiłem, ale potem zaczęła te paczki upychać po przekątnej w taki sposób, aby wyjęcie paczki było możliwie najtrudniejsze do wyjęcia - tak, te paczki były w takich wymiarach, że można było je swobodnie wstawić "na innym boku" i nie byłoby żadnego problemu, więc była to oczywista złośliwość z jej strony.
Jako, że handlujemy papierem A4, postanowiłem odwdzięczyć się - gdy dostawałem najwyższą skrytkę, również upychałem ją tak, aby miała problem ją wyjąć.
Co zrobiła Pani kurier? Wezwała typeczka, żeby do mnie przyjechał i poinformował, że jeśli będę w ten sposób wkładać paczki, to nie będą ich pobierać.
Odparłem krótko - jeśli Pani jest za niska, aby sięgnąć paczki, to niech jeździ z drabiną, albo zmieni zawód - ja klientowi nie płaczę, jeśli robota jest cięższa niż zakładałem, po prostu robię swoje. Poza tym jak powiedziałem - gdyby się nie zachowywała tak, jak się zachowywała, to nigdy bym tak nie robił, bo kiedyś to potrafiłem kurierowi energetyka w gratisie zostawić, bo nikomu życia nie uprzykrzali.
Ta sama panienka zostawiła kiedyś 3 duże paczki z IKEI pod paczkomatem i pojechała bez nich - tak, to były nadane przesyłki, miały jechać do Szczecina!
Zadzwoniłem na infolinię, miałem zabezpieczyć paczki - od pani kurier nie usłyszałem ani dziękuję, ani pocałuj mnie w dupe, o znaleźnym nawet nie mówię, bo nie liczyłem na to.
I ta wojna by sobie tak trwała, gdyby nie to, że moja partnerka odbierając paczkę - inny numer telefonu, inny paczkomat, to samo miasto - złamała sobie paznokieć próbując tak chamsko wstawioną paczkę wyciągnąć - i nie mówię tu tylko o hybrydzie, a również o naturalnym paznokciu pod spodem - napisałem pismo do inpost wzywając do pokrycia kosztów kosmetyczki (160 zł brutto) oraz uszczerbku na zdrowiu (według PZU do od 21 do 108 zł za paznokieć), a jeśli moje pismo zostanie zignorowane, to wojna wejdzie na nowe tory - podpieprzanie za parkowanie na trawie itd. oraz pismo od prawnika, które zapewne zakończy się sprawą w sądzie - i koszta sprawy mam gdzieś, chodzi tu jedynie o sprawiedliwość.
Nie wiem, może Pani tak bardzo nienawidzi swojej pracy, że chce ją stracić.