logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

Urgon 01 Maj 2023 18:56 16875 371
  • Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
    Elektronika rozwija się w zawrotnym tempie, technologie się zmieniają, a wraz z nimi zmieniają się narzędzia potrzebne przy projektowaniu, budowie i naprawie urządzeń elektronicznych. To, co kiedyś było marzeniem każdego hobbysty, teraz jest porzucone, zapomniane, niepotrzebne. Czasami, niektóre z narzedzi znajdują niszowe zastosowania w mocno wyspecjalizowanych dziedzinach, ale współcześni hobbyści w większości nawet nie wiedzieliby, do czego one służą i jak działają. Inne narzędzia zostały wyparte przez lepsze rozwiązania albo w ogóle nie miały okazji zagościć w warsztatach polskich amatorów lutowania. Chciałbym kilka z nich przypomnieć.


    Lutownice bez regulacji temperatury


    W świecie zachodnim popularne do czasów pojawienia się półprzewodników, a nawet wcześniej wypierane były przez sprzęt wyposażony w jakąś formę termostatu. W biedzie PRLu jednak te relikty przetrwały do lat 90tych, a nawet teraz niektórzy upierają się używać prymitywnych lutownic transformatorowych, bo do tego przywykli. Moje pierwsze dwie lutownice były transformatorowe. Trzecia, którą dostałem w prezencie, była lutownicą grzałkową z "grotem" zrobionym chyba z gwoździa.

    Narzędzia te odeszły w kolektywną niepamięć na Zachodzie z prostej przyczyny: brak regulacji temperatury i nadmiar mocy bez precyzyjnej kontroli prowadzą do łatwego przegrzania komponentów i laminatu. Gdy lutowano grube druty do ceramicznych podstawek lampowych, nadmierna temperatura i moc nie były problemem. Ba, czasem wręcz były zaletą, bo te lutownice radziły sobie świetnie w sytuacjach, gdy mamy dużą pojemność termiczną do pokonania. Oczywiście, sprawny operator lutownicy transformatorowej potrafi lutować nią nawet drobne i delikatne komponenty SMD, są nawet groty typu "minifala" do lutownic transformatorowych - sam taki raz kupiłem. Jednak spora masa lutownicy transformatorowej szybko męczy rękę, co prowadzi do drżenia i do popełniania błędów.

    Lutownice oporowe bez regulacji są jeszcze gorsze - nagle przytykamy grot o nieznanej, ale za wysokiej temperaturze do płytki i komponentu, i liczymy, że cyna stopi się, nim od nadmiaru ciepła ścieżka się odklei, albo komponent spali. Nawet najtańsze lutownice oporowe dostępne na rynku mają jakąś formę regulacji, choćby w formie termostatu bimetalowego w rączce. Dołożenie regulatora mocy do lutownicy oporowej nie mającej żadnej regulacji zmienia ją w dużo bezpieczniejsze narzędzie, bo można sobie ograniczyć maksymalną temperaturę metodą prób i błędów z płytką i tak przeznaczoną "na straty".Czy to ma sens? Nie za bardzo, bo najtańsze lutownice z regulacją temperatury i o mocy 60W są dostępne za mniej niż 50 złotych. Generalnie uważam, że jedynym miejscem lutownic transformatorowych czy oporowych bez regulacji jest walka z dużą pojemnością termiczną grubych kabli, wielkich komponentów i wylewek masy. Do lutowania precyzyjnego potrzeba już lutownicy oporowej lub hot-air z regulacją temperatury. Dlatego cieszę się, że akurat te prymitywne narzędzia odchodzą w zapomnienie także i u nas.


    Grid Dip Meter


    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
    Przyznam się szczerze, że nie znam polskiej nazwy tego instrumentu. Nie jestem nawet pewien, czy ma polską nazwę. Jest to instrument pozwalający bezdotykowo testować obwody rezonansowe układów radiowych. Oryginalnie przyrząd ten był zbudowany na bazie pojedynczej lampy pracującej jako generator przestrajalny LC. Poza samą lampą (najczęściej triodą lub pentodą) układ zawierał też mikroamperomierz w obwodzie siatki. Cewka, nieekranowana, znajdowała się w górnej części przyrządu, a na froncie był mirkoamperomierz i pokrętło ze skalą częstotliwości. Cewkę przyrządu zbliżało się do cewki obwodu rezonansowego w układzie, a następnie regulowało się częstotliwość, póki prąd siatki nie spadł. Odczytana częstotliwość była częstotliwością rezonansową badanego obwodu. Układ mógł pracować też w drugą stronę: ustawiamy pożądaną częstotliwość na instrumencie i stroimy obwód rezonansowy układu, aż prąd siatki spadnie, sygnalizując osiągnięcie częstotliwości rezonansowej.

    Późniejsze wersje grid dip metera używały tranzystorów, a dodatkowo miały wymienne zestawy cewek, czasem z dodatkowymi kondensatorami, by móc pracować dla wielu zakresów częstotliwości. Obecnie te instrumenty zniknęły z arsenału elektronika, bo przydają się głównie przy strojeniu obwodów rezonansowych, czego już prawie nikt nie robi. Nawet krótkofalowcy, którzy używali tych mierników przez dekady przy budopwie swoich sprzętów nadawczo-odbiorczych już ich nie potrzebują - kupują "gotowce". Ponadto analogowe generatory lokalne zostały zastąpione syntezą PLL i DDS, a zamiast ręcznie wykonanych filtrów pasmowych stosuje się albo gotowe, dedykowane układy, albo filtry na bazie rezonatorów. SDR też "wykosiło" zapotrzebowanie na konstrukcje DIY.

    Przez lata rozważałem budowę tego instrumentu, ale zawsze powstrzymywał mnie brak porządnego miernika częstotliwości. Teraz ten problem mam za sobą, więc być może przykładowy grid dip meter zostanie wykonany i przedstawiony na Elektrodzie, jeśli będzie zainteresowanie.


    Tester lamp elektronowych


    Kiedyś niezbędnik każdego serwisu RTV, teraz sprzęt poszukiwany przez wąskie grono konstruktorów i szersze grono sprzedawców lamp. Tester pozwalał sprawdzić różne lampy elektronowe pod kątem sprawności, a także zmierzyć ich istotne parametry. Do wyboru był typ lampy, konfiguracja wyprowadzeń, napięcie żarzenia, rodzaj żarzenia: prądem zmiennym lub stałym, napięcie anodowe, prąd siatki, etc. Tester pozwalał m.in. zmierzyć prąd anody i sprawdzić, czy lampa w ogóle działa. Bardziej zaawansowaną wersją testera był opisany poniżej charakterograf. Testery lamp przestały być potrzebne, gdy zrezygnowano z technik lampowych. Teraz są poszukiwanymi urządzeniami wśród audiofilów i ludzi na audiofilach zarabiających.


    Oscylograf


    Elektromechaniczny przodek oscyloskopu, wciąż jednak występujący jako element najróżniejszych urządzeń. Oscylografy rysowały badane sygnały na taśmie papierowej, która przesuwała się pod rysikiem sprzężonym z przetwornikiem elektromechanicznym. Oscylografy pozwalały podglądać intymne życie sygnałów zmiennych, ale miały ograniczone pasmo przenoszenia z powodu konieczności przesuwania fizycznego rysika po taśmie. Obecnie najczęściej widzimy je jako elementy aparatury EKG i EEG, a także jako część rejestrującą sejsmografów. Stosowane też były w rejestratorach różnych wartości w przemyśle, na przykład przy kontroli procesów. Nadal się je spotyka, gdyż są proste i dość trwałe, więc zwykle nie ma potrzeby ich wymieniać.

    Ciekawostką są "oscylografy" będące prymitywnymi oscyloskopami, gdzie nie ma układu wyzwalania, i jedynym sposobem ustabilizowania przebiegu na ekranie jest taka regulacja częstotliwości/podstawy czasu, by przebieg zatrzymać. Urządzenia te występowały przez krótki okres czasu, gdyż oscyloskopy z wyzwalaniem były dużo bardziej użyteczne, mimo większego skomplikowania, a zatem kosztów.


    Charakterograf


    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
    Kolejny, niszowy instrument, występujący zarówno jako zintegrowane urządzenie, jak i w formie przystawki do oscyloskopu. Spotykany częściej w laboratoriach producentów lamp i półprzewodników oraz w uczelnianych pracowniach, rzadziej w rękach hobbystów. Charakterograf pozwalał wyznaczyć zależność napięcia zasilającego element i prądu przezeń płynącego. Najprostszym przykładem jest wyznaczanie zależności prądu przewodzenia i napięcia przewodzenia diody. Dla tranzystorów bipolarnych można wyznaczyć prąd kolektora dla różnych napięć kolektor-emiter i wybranego prądu bazy. Charakterograf generuje zmienne napięcie między dwoma terminalami i jednocześnie mierzy prąd przez nie płynący. Dodatkowo może posiadać dodatkowy terminal dla stałego, przełączanego prądu dla elementów wzmacniających. W praktyce elektronika-hobbysty jest to urządzenie zbędne, jako że wyznaczone charakterystyki są dostępne w notach katalogowych.

    Spotkałem się w przeszłości ze schematami prostych przystawek oscyloskopowych realizujących funkcję charakterografu, i rozważałem nawet wykonanie, ale w ostateczności doszedłem do wniosku, iż jest to zwyczajnie strata czasu. Ponadto precyzyjną wersję przystawki można zrealizować używając mikrokontroler, przetwornik ADC i szczyptę elektroniki analogowej. Polecam jako eksperyment myślowy dla początkujących.


    Wobuloskop


    Rezultat połączenia wobulatora i oscyloskopu (z dodatkiem wzmacniacza logarytmicznego i idealnego prostownika) przeznaczony do realizacji jednego, specyficznego rodzaju pomiarów. Wobulator zaś to po prostu generator, który sam się przestraja od jednej częstotliwości do drugiej, "omiatając" wybrany zakres. Wobuloskop generuje właśnie taki sygnał zmiennej częstotliwości i podaje ten sygnał na wejście badanego układu. Sygnał z wyjścia tego układu trafia (przez wzmacniacz logarytmiczny i prostownik) na wejście części oscyloskopowej. Na ekranie wyświetlana jest amplituda sygnału (w dB) w funkcji częstotliwości. Inaczej pisząc wobuloskop pozwala zbadać pasmo przenoszenia wzmacniaczy i filtrów.

    Obecnie tradycyjne wobuloskopy ze względu na wąską dziedzinę zastosowań są instrumentami rzadkimi. Zamiast nich można spotkać przystawki oscyloskopowe realizujące te same funkcje. W ostatnich latach funkcja rysowania wykresów Bodego, czyli właśnie zależności amplitudy (i fazy) od częstotliwości pojawia się w coraz tańszych oscyloskopach cyfrowych. Do użycia tej funkcji potrzebny jest generator z funkcją wobulatora. Sygnał z niego podawany jest zarówno na wejście badanego układu, jak i na wejście jednego z kanałów oscyloskopu. Sygnał wyjściowy układu podawany jest na drugi kanał oscyloskopu, ten zaś realizuje analizę FFT i rysuje wykres Bodego.

    Dla budowniczych sprzętu audio analizy pasma przenoszenia, fazy, a także wielu innych, istotnych parametrów można zrealizować z użyciem zwykłego komputera. Programy te używają wyjścia audio karty dźwiękowej do generowania sygnałów testowych, oraz wejścia mikrofonowego lub liniowego do ich mierzenia. Przed właściwym pomiarem wyjście i wejście łączy się ze sobą by program mógł "odjąć" pasmo i inne parametry karty dźwiękowej od właściwego pomiaru.


    Sonda logiczna


    Bieda-wersja analizatora. Jeden kanał, i możemy sprawdzić tylko, czy stan jest niski, wysoki czy zmienny. Projekt dość popularny w czasach, gdy analizatory kosztowały tyle, co kilka miesięcznych pensji, a komputery spotykało się głównie w księgowości co bogatszych firm. Jednym z pierwszych moich kitów była sonda logiczna z wyświetlaczem siedmiosegmentowym w formie przystosowanej do ukrycia w obudowie zużytego mazaka. Diabli teraz wiedzą, gdzie to się podziało...


    Analizator stanów logicznych


    Ten instrument przeszedł pewną ewolucję i nie tyle odszedł, co zmienił formę. Analizatory logiczne z czasów świetności komputerów na układach TTL i CMOS często same były mocno specjalizowanymi komputerami przypominającymi wyglądem oscyloskopy. W miejscu gniazd BNC było szerokie, wielopitowe gniazdo, do którego można było podłączyć taśmę zakończoną haczykami pomiarowymi. Na ekranie można było wyświetlić stany logiczne na wszystkich wejściach, a oprogramowanie pozwalało reagować na określone stany czy kombinacje stanów, czy dekodować protokoły szeregowe i równoległe wtedy stosowane. Z czasem jednak zapotrzebowanie na przyrząd mogący analizować stany wielu linii na raz spadło. Hobbyści dostali proste analizatory podpinane do komputera albo przez port równoległy, albo do gniazda USB. Dekodowanie protokołów szeregowych stało się jedną z funkcji cyfrowych oscyloskopów, często płatną, dla amatorów dostępną po prostym shackowaniu urządzenia, co spopularyzował Rigol, czasem dodawaną gratis, jak w niektórych modelach Siglenta. Jednocześnie pojawiły się droższe oscyloskopy mieszane, MSO, które poza wejściami analogowymi oferowały 8/16/32 wejścia cyfrowe. To eliminuje konieczność posiadania dedykowanego narzędzia, jak i potrzebę używania komputera.

    Warto pamiętać, iż hobbyści nieczęsto potrzebują analizować więcej, jak cztery sygnały logiczne na raz, a osiem wystarczy nawet w szczególnych sytuacjach. Jeśli ktoś nie zajmuje się wielobitowymi szynami danych i adresów czy komputerami na układach logicznych i mikroprocesorach, to raczej dedykowanego analizatora logicznego, czy oscyloskopu z funkcją MSO potrzebował nie będzie. Im wystarczą ośmiokanałowe przystawki za ~50 złotych, jak chińskie klony Saleae Logic 8.

    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.



    Zasilacz warsztatowy z przełącznikiem napięć


    To jedno z tych urządzeń, co ma sens i sensu nie ma. Zasilacze takie, popularne swego czasu w szkolnych pracowniach fizycznych i jako uproszczona wersja zasilacza regulowanego. Sens ma, bo większość elektroników używa tylko kilku napięć: 3,3V, 4,2V 5V, 9V, 12V i 24V. Ale trafiają się też sytuacje, gdy płynna regulacja też się przydaje. Dlatego zasilacze przełączane z rynku niemal całkowicie zniknęły. Fajnie by było jednak zobaczyć zasilacz, gdzie mamy kilka standardowych napięć do wyboru + napięcie nastawiane ręcznie. Ograniczenie prądowe też można tak zrealizować: kilka wartości typowych + wartość własna. Bardziej zaawansowane zasilacze laboratoryjne z cyfrowym sterowaniem oferują opcję nastaw domyślnych, ale zwykle ograniczają się do czterech lub dziewięciu ustawień użytkownika. W tańszych zasilaczach i w układach DIY tego nie ma, a szkoda.


    Kasownik EPROMów


    Kolejny relikt przeszłości. Nie tyle zapomniany, co obecnie zbędny w większości wypadków. Występował w parze z programatorem rzeczonych układów, ale gdy charakterystyczne scalaki z okienkiem zastąpiono wariantami EEPROM, a potem Flash, kasownik przestał być potrzebny. W przeciwieństwie do samego programatora, który spotyka się zarówno w serwisach komputerów, jak i tam, gdzie naprawia się lub tuninguje ECU samochodów. Programatory przydają się też w wielu innych sytuacjach, na przykład przy naprawie starych komputerów. Kasowniki już nie za bardzo. Jak ktoś potrzebuje wymazać pamięć EPROM, to wystarczy zdjąć zabezpieczającą naklejkę i zostawić na słońcu na dwie godzinki.


    Oscyloskop analogowy


    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.


    Przyrząd nie tyle zapomniany, co wyparty przez cyfrowe odpowiedniki oferujące dużo więcej opcji i możliwości. Choć to nie do końca prawda, bo modele analogowe z górnej półki oferowały wiele funkcji modeli cyfrowych, jak choćby wbudowany licznik częstotliwości czy kursory do pomiaru różnych parametrów badanego sygnału. W Polsce, na rynku wtórnym te zaawansowane modele wciąż mają ceny wręcz zaporowe, bo u nas nie występowały zbyt powszechnie. Za to nie brakuje produktów polskich, czechosłowackich i radzieckich, choć i ich ceny są, moim zdaniem, dość zawyżone.

    Oscyloskopy analogowe odchodzą powoli w zapomnienie, bo rynek pełen jest cyfrowych alternatyw, które nie kosztują dużo więcej, od używanych produktów sprzed 20-50 lat. Są sytuacje, gdy oscyloskop cyfrowy sprawdza się gorzej od analogowego, ale są to sytuacje nieliczne i obecnie rzadko spotykane. Dotyczy to głównie ukazywania sygnałów z modulacją amplitudy - te wyglądają lepiej na ekranie CRT, niż LCD, oraz gdy chcemy rysować wzory i animacje w trybie XY. Lepsze oscyloskopy analogowe mają dodatkowe wejścia i wyjścia, których w tańszych modelach cyfrowych nie znajdziemy, a i droższe mogą mieć z nimi problemy - zna ktoś jakiś DSO z wejściem "jasności plamki"? Jak tak, poproszę nazwę modelu, bo jestem ciekawy.

    Czy warto zatem mieć oscyloskop analogowy w obecnych czasach? Tak, ale tylko gdy potrzebujemy i planujemy wykorzystać jego przewagi nad oscyloskopem cyfrowym, i tylko wtedy, gdy cena jest rozsądna, a nie absurdalna, a budżet na zakup w miarę dobrego DSO nie pozwala. O dostępnych opcjach pisałem tutaj.


    Multimetr analogowy


    Kolejny relikt słusznie minionej przeszłości. O ile wskaźniki wychyłowe są całkiem fajne, i wyglądają bardzo retro, oferując przy tym przyzwoitą czytelność, o tyle dokładne pomiary takim miernikiem są raczej wątpliwą opcją. Jasne, do pomiaru napięcia i prądu multimetr analogowy nie potrzebuje zasilania, ale pomiar rezystancji już go potrzebuje, oferując przy tym urokliwą skalę logarytmiczną ograniczającą mocno dokładność w części każdego zakresu. Pod tym względem nawet najtańszy miernik cyfrowy wygrywa z analogowym. Pomijam już problemy paralaksy, zerowania i fakt, że nowe modele analogowe kosztują więcej niż cyfrowe alternatywy o lepszych parametrach.

    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.


    Mimo to jest jakiś czar w wahającej się wskazówce, więc z wielką chęcią wykorzystałbym jakiś wskaźnik tego typu w projekcie. One są po prostu zwyczajnie ładne. Nie do końca praktyczne, ale ładne.


    Analogowy mostek pomiarowy LC


    To kolejny instrument, który został wyparty przez cyfrowe odpowiedniki. Mostek składa się z czterech gałęzi, każda z nich zawiera jakiś zestaw komponentów składający się na reaktancję. Trzy z nich są znane i są częścią instrumentu. W miejsce czwartej wpina się badany kondensator lub cewkę. Na mostek podawany jest sygnał zmienny z generatora, a zadaniem operatora jest tak manipulować reaktancjami, które są częścią instrumentu, by między gałęziami mostka nie płynął prąd w żadną stronę. Następnie z nastaw można odczytać pojemność lub indukcyjność badanego elementu. Pomiar jest w miarę dokładny i zależy głównie od jakości kalibracji samego instrumentu oraz jego klasy. Mostki wciąż bywają używane w warunkach profesjonalnych, ale dla hobysty nie za bardzo mają sens.

    Na rynku wtórnym dostępne są instrumenty mające przynajmniej 25-30 lat, jak nie starsze. Ceny nie są niskie, same urządzenia z racji wieku mogą mieć różne problemy, jak wyeksploatowane przełączniki i wyślizgane potencjometry. Jakakolwiek ingerencja we wnętrze oznacza, że trzeba instrument skalibrować, a ta usługa tania nie jest. Ba, nawet jak się uda kupić mostek nie wymagający naprawy czy czyszczenia, to prawdopodobnie ostatnia kalibracja miała miejsce dekadę lub dwie temu, a to oznacza potrzebę jej odnowienia. W tej cenie możemy kupić nowy cyfrowy miernik LCR, już skalibrowany. Ponadto są inne metody wyznaczania pojemności i indukcyjności, a do tego wiele współczesnych multimetrów mierzy pojemność z wystarczającą dokładnością. Warto pamiętać o mostkach i pomiarach mostkowych, ale nie warto inwestować w stare instrumenty sprzed lat.


    Analizator widma


    Ostatni instrument na naszej liście. I nie mam tu na myśli modeli współczesnych z cenami wyższymi, niż koszt porządnego oscyloskopu cyfrowego. Mam na myśli modele posiadające jeszcze ekrany kineskopowe, mające 2-3 dekady "na karku" i z cenami wyższymi niż nowe, przyzwoite oscyloskopy cyfrowe dla początkujących. Współczesny analizator widma jest nieodzowną częścią laboratorium w firmie, która zajmuje się projektowaniem lub budową czegokolwiek związanego z komunikacją radiową. Te starsze modele właśnie pochodzą z takich pracowni, bo zwykłego śmiertelnika na nie nie było stać. Ba, tylko wąska grupa elektroników-krótkofalarzy może potrzebować analizatora widma. Uproszczoną wersję analizy widma znajdziemy zresztą w większości oscyloskopów cyfrowych jako funkcja FFT. Działa to wcale nieźle, choć do pełoprawnego analizatora widma trochę jednak brakuje.

    Analizator widma to coś, co chciałbym mieć dla samego faktu posiadania. Ale widzę też praktyczne zastosowanie w swojej przyszłości, bo od lat pragnę mieć licencję krótkofalarską i budować własną aparaturę radiową - coś w kręgach krótkofalarskich obecnie niespotykanego. Funkcja FFT w oscyloskopie wystarczy, ale czy nie byłoby fajnie mieć dedykowany instrument? Moja Luba ma w tej kwestii odrębne zdanie.


    Czy o czymś nie wspomniałem? Czy coś pominąłem? Co z tej listy posiadacie i jak często tego używacie? Czekam na Wasze komentarze, opinie i laurki pełne miłości od użytkowników "transformatorówek".

    Fajne? Ranking DIY
    O autorze
    Urgon
    Poziom 38  
    Offline 
  • #2 20562591
    TechEkspert
    Redaktor
    Skoro włożyłeś kij w szprychy to z transformatorówki nadal zdarza mi się korzystać w terenie, gdyż szybko się nagrzewa i szybko stygnie,
    jednak przy standardowej pracy warsztatowej praktycznie zawsze jest to kolbowa.

    Generalnie wymierają narzędzia jednofunkcyjne, np. kiedyś miałem miernik pojemności o ile mostek RLC może mieć sens to obecnie funkcje wielu urządzeń łączone są w jednym nawet ekstremalne przypadki DSO z DMM i generatorem.
  • #3 20562607
    Chercholica
    Poziom 11  
    Cewka do rozmagnesowywania kineskopów.

    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
  • #4 20562613
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    To mi przypomniało ten dialog między policjantami z jednej z powieści kryminalnych o Kurcie Wallanderze:
    - Czy jest jakiś rodzaj przestępstw, których liczba zmalała zamiast wzrosnąć?
    - Tak, kradzieże czarno-białych telewizorów.
  • #6 20562652
    Rasel
    Poziom 22  
    1. Sprzętowy emulator mikrokontrolerów jednoukładowych - w moim przypadku rodziny '51 i '52.
    2. Ploter (taki prawdziwy, z pisakami) formatu A3, używałem go w czasach drukarek igłowych.
  • #7 20562951
    Olkus
    Poziom 32  
    Miernik/sonda do pomiaru wysokiego napięcia w kineskopie wychodzącego z powielacza lub trafa WN. Obecnie raczej mało przydatny.

    Z wymienionych w artykule sprzętów mam: oscyloskop analogowy, miernik analogowy oraz tester lamp, ale w budowie. :)
    Miernik analogowy czasem może się przydać.
    A oscyloskop analogowy mam bo jednak cyfrowe są droższe.
    Tester lamp ponieważ zajmuje się sprzętem lampowym, teraz takie urządzenia wcale nie są już tak mało popularne, wzmacniacze lampowe przeżywają "renesans".

    Pozdrawiam,
    A.
  • #8 20563057
    James596
    Poziom 26  
    Miernik analogowy ma jedną niezaprzeczalną zaletę ponad cyfrowym. Jest w stanie szybko i czytelnie pokazać zmiany wartości lub jej wahania.. Cyfrowy ze względu na pewną bezwładność wyświetlacza zawsze będzie tutaj gorszy.
  • #9 20563069
    Macosmail
    Poziom 35  
    Urgon napisał:

    Grid Dip Meter

    Przyznam się szczerze, że nie znam polskiej nazwy tego instrumentu. Nie jestem nawet pewien, czy ma polską nazwę. Jest to instrument pozwalający bezdotykowo testować obwody rezonansowe układów radiowych. Oryginalnie przyrząd ten był zbudowany na bazie pojedynczej lampy pracującej jako generator przestrajalny LC.

    Polska nazwa to falomierz-generator.

    James596 napisał:
    Miernik analogowy ma jedną niezaprzeczalną zaletę ponad cyfrowym. Jest w stanie szybko i czytelnie pokazać zmiany wartości lub jej wahania.. Cyfrowy ze względu na pewną bezwładność wyświetlacza zawsze będzie tutaj gorszy.

    To zależy. Bardziej zaawansowany miernik cyfrowy może mieć zaawansowane funkcje statystyczne, matematyczne, dane pomiarowe można logować, tworzyć wykresy, eksportować do arkusza kalkulacyjnego itd.

    Nawet bargraf w ręcznych lepszych multimetrach potrafi dać dużo informacji na temat zakresu szybkich zmian sygnału. Bargrafy są z zasady szybsze niż wskazówka, którą ogranicza bezwładność. Nie raz przypadkowo zdiagnozowałem w ten sposób "pusty" kondensator na linii zasilającej w czasie pomiaru napięcia.
  • #10 20563085
    żarówka rtęciowa
    Poziom 37  
    Witam

    Do listy dodałbym dwa następujące sprzęty:

    Miernik zniekształceń nieliniowych, stosowany był przy naprawach magnetofonów oraz odbiorników radiowych.

    Analogowy miernik częstotliwości. To urządzenie z reguły nie było produkowane fabrycznie, natomiast było popularne w samodzielnym montażu przez bardziej zaawansowanych elektroników amatorów. Wyparte zostało przez przyrządy cyfrowe o dużej dokładności oraz oscyloskopy.

    Zaletą przyrządów analogowych, szczególnie produkcji krajowej jest łatwość naprawy.

    Macosmail napisał:
    Urgon napisał:

    Grid Dip Meter

    Przyznam się szczerze, że nie znam polskiej nazwy tego instrumentu. Nie jestem nawet pewien, czy ma polską nazwę. Jest to instrument pozwalający bezdotykowo testować obwody rezonansowe układów radiowych. Oryginalnie przyrząd ten był zbudowany na bazie pojedynczej lampy pracującej jako generator przestrajalny LC.

    Polska nazwa to falomierz-generator.


    Bywały też w wykonaniu tranzystorowym, jednak ze względu na gorsze właściwości elementów półprzewodnikowych miały one w zasadzie słabsze parametry. Zaletą była możliwość zasilania niskim napięciem, co przydawało się w "terenie".
  • #11 20563095
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Dave Jones z EEVBlog obalił "mit" przewagi miernika analogowego nad cyfrowym w wykrywaniu składowej zmiennej przy pomiarze napięcia stałego - w jego teście w miarę dobry miernik analogowy wskazywał problematyczne zmiany do bodaj 7Hz (wskazówka wibrowała skrycie), podczas gdy bargraf w testowanym multimetrze cyfrowym działał do 20Hz. Swoją szosą jeśli szukamy takich problematycznych sygnałów, to czy badanie podejrzanego obwodu oscyloskopem nie miałoby większego sensu?

    Co do pomiaru częstotliwości, to ciekawostką stosowaną w energetyce był miernik/wskaźnik używający płytki naciętej w kształt grzebienia tak, by każdy języczek miał lekko inną długość. Całość była sprzężona z cewką podłączoną do sieci energetycznej. Gdy częstotliwość wynosiła równe 50Hz, środkowy języczek drgał najmocniej. Jeśli częstotliwość była wyższa lub niższa, najmocniej drgał któryś z języczków sąsiednich. Proste, a w miarę skuteczne...
  • #12 20563110
    Macosmail
    Poziom 35  
    Oczywiście, że lepiej tym bardziej, że pojawiają się przyzwoite przyrządy ręczne będące połączeniem multimetru, oscyloskopu i generatora DDS w cenie ...multimetru analogowego.
    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

    Przyrząd z branży RTV, którego się już nie stosuje to też generator obrazów kontrolnych.
    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
    W ogóle sporo jest takich specjalistycznych przyrządów np. w telekomunikacji. Wszelkie testery protokołów i standardów, których się już nie stosuje.
  • #13 20563130
    mkpl
    Poziom 37  
    Ja się przyczepię!

    Lutownica transformatorowa - ma stabilizację temperatury, tylko nikt z tego nie potrafi korzystać... Temperatura stabilizuje się na zasadzie przyrostu rezystancji drutu (grota) od jego temperatury. Stosując dłuższy lub krótszy grot można uzyskać różną temperaturę, ponadto ta jest podana na obudowie urządzenia. Ponadto wykonywane są w różnych zakresach temperatur - do różnych zastosowań.

    Lutownica transformatorowa jest podstawowym elementem przy pracy w naprawianych ciasnych urządzeniach, samochodzie itp. Jej podstawową i najważniejszą zaletą jest to, że grzeje wtedy gdy chcemy a później jest "bezpieczna". Dwa pozwala dojść do danego miejsca i dopiero się "rozgrzać" i pozwolić na przylutowanie jakiegoś elementu. W przypadku najlepszej stacji lutowniczej już wszystko dookoła było by przypalone.

    Oscyloskop analogowy - podstawowy element zaraz za oscyloskopem cyfrowym. Oscyloskop cyfrowy, fakt fajna zabawka do pomiarów, analizy, zrzutów itp. Jego rola kończy się tam, gdzie trzeba precyzyjnie ustawić zależności fazowe przy użyciu krzywych lissajous lub oglądać szybkozmienne przebiegi gdzie liczy się ich kształt i "eyediagram". Nowe cyfrowe oscyloskopy się do tego nadają mowa tu o tektroniksach i keysight. Rogol i Siglent się do tego nie nadają... Dlatego mam w zapasie starego cyfrowo analogowego Hamega. :)


    Analizator widma - to co jest w oscyloskopach za 40k i więcej to porażka... Marne 60 dB dynamiki nie nadaje się praktycznie do większości zastosowań a i FFT słabo sprawdza się w wielu sytuacjach.
    Tu warto mieć analizator jakiś starszy nawet i analogowy Hameg lub cyfrowy HP. W szczególności HP i te lepsze, które czasami przekraczają możliwościami nowe analizatory. Przede wszystkim są od nich znacznie szybsze.
    Większość tanich analizatorów widma opiera się o FFT i niby są "szybkie" w praktyce lepszy jest tryb analogowy a ten już jest znacznie wolniejszy niż w starych analogach. :)

    Grid Dip meter (po polsku Falomierz-Generator) - urządzenie absolutnie podstawowe. Zawiera w sobie generator, częstotliwościomierz i pozwala na pomiary LC bezdotykowo. W przypadku współczesnych narzędzi trzeba się w obwód wpinać wprowadzając przez to dodatkowe pasożytnicze obciążenie i wiele wiele innych.
    Obecnie wypiera je NanoVNA.
  • #14 20563131
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Pamiętałem o generatorze obrazów testowych, gdy pisałem o charakterografie, ale potem mi z głowy wyleciał, dlatego zapomniałem wspomnieć. Generatory takie były szczególnie przydatne przy regulacjach związanych z geometrią obrazu na kineskopie. Obrazy testowe były też emitowane przez kanały telewizyjne po zakończeniu właściwej transmisji, często wraz z kontrolnym tonem dla torów audio. Można było sprawdzić, czy kolory wyglądają prawidłowo, czy geometria jest zachowana, i czy jasność i kontrast mają z grubsza poprawne wartości. Serwisanci RTV jednak nie czekali na łaskę TVP do północy albo drugiej nad ranem, stąd istnienie generatorów. Pamiętam, że jeszcze na przełomie wieków trafiały się jako projekty/kity do samodzielnej budowy...

    Tu jeszcze jedna, drobna ciekawostka: przy zbyt wysokim napięciu anodowym kineskop mógł mocno stracić na żywotności, za to zyskać zdolność do emisji promieniowania rentgenowskiego. Chyba w jakiejś książce serwisowej przeczytałem sugestię, by przy regulacji mieć przed ekranem licznik Geigera na wszelki wypadek...
  • #15 20563141
    Jacekser
    Poziom 25  
    A to się u mnie m.in. poniewiera:

    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika. Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika. Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.

    (Kolega wyżej mnie ubiegł, ale mój PM5518TX VPS jest lepszy!)

    Mostek E315A to teraz chodliwa rzecz. Ma wyświetlacz na NIXIE i to 8 szt!
    Zasilacz ZOPAN Z3020 i kilka zasilaczy Unitra UNIMA (podwójne) służą mi do dziś.
  • #16 20563147
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Na alledrogo niejeden polski multimetr stołowy jest na sprzedaż w stanie niekompletnym, bo janusze biznesu wyrwali lampy Nixie i sprzedają je osobno. Kusił mnie zakup takiego sprzętu i modyfikacja, by działał z wyświetlaczami 7-segmentowymi, ale diabli wiedzą, co jeszcze może być w nich nie tak. A do tego Luba grozi mi, że moje "przydasie" zacznie wyrzucać...

    Falomierz-generator jest tak przydatnym narzędziem, że nowego nie da się kupić. ;)
    Ot, przykład zapomnianej technologii, i dlatego naprawdę poważnie rozważam budowę własnego. Aha, są sondy oscyloskopowe do pomiarów bezdotykowych, najprostsza wersja, to połączyć krokodylek GND z końcówką pomiarową i użyć takiego pojedynczego zwoju...
  • #17 20563154
    Jacekser
    Poziom 25  
    Urgon napisał:
    ...A do tego Luba grozi mi, że moje "przydasie" zacznie wyrzucać...

    Moja już od kilku lat podobnymi słowy się odgraża. Będę w tym roku część tych "zabytków" wystawiał na ALL lub OLX.
  • #18 20563156
    Mlody_Zdolny
    Poziom 30  
    Urgon napisał:
    Jak ktoś potrzebuje wymazać pamięć EPROM, to wystarczy zdjąć zabezpieczającą naklejkę i zostawić na słońcu na dwie godzinki.

    Chyba raczej na 2 miesiące. Krócej może być na Mount Everest, ale trzeba trafić na okno pogodowe. ;)
  • #19 20563168
    khoam
    Poziom 42  
    Mlody_Zdolny napisał:
    Chyba raczej na 2 miesiące. Krócej może być na Mount Everest, ale trzeba trafić na okno pogodowe.

    Przy pięknych, pogodnych dniach da się w tydzień. A w dwie godziny to prędzej jajecznicę się usmaży.
  • #20 20563170
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Sprawdziłem, nota dla pamięci EPROM M2732A mówi o tygodniu na słońcu lub trzech latach w pokoju z "jarzeniówkami". Z kolei inny użytkownik StackExchange pisze o jednym dniu na wymazanie pamięci:

    Cytat:
    Sunlight works well.
    We used to use sunlight erasing with good success.

    In the late 1970s we found that on a reasonably sunny day a batch of "windowed" EPROMs exposed to sunlight for a day on a sunny windowsill through glass with the EPROM horizontal would invariably erase reliably.
  • #21 20563184
    khoam
    Poziom 42  
    Cytat:
    Z kolei inny użytkownik StackExchange pisze o jednym dniu na wymazanie pamięci:

    Cytat:
    exposed to sunlight for a day on a sunny windowsill through glass

    Bardzo wiarygodny jest ten użytkownik-celebryta, skoro pisze o kasowaniu EPROM promieniami słońca przez szkło okienne.
  • #22 20563185
    robokop
    VIP Zasłużony dla elektroda
    khoam napisał:
    Bardzo wiarygodny ten użytkownik-celebryta, skoro pisze o kasowaniu EPROM promieniami słońca przez szkło okienne.
    Może ma luksusowe szyby ze szkła kwarcowego.
  • #23 20563196
    Mlody_Zdolny
    Poziom 30  
    Urgon napisał:
    Sprawdziłem, nota dla pamięci EPROM M2732A mówi o tygodniu na słońcu lub trzech latach w pokoju z "jarzeniówkami". Z kolei inny użytkownik StackExchange pisze o jednym dniu na wymazanie pamięci:

    Pytanie gdzie, kiedy i jaką pamięć kasował. Ktoś inny wykonał próbę kasowania 27C64 i 27C801. Pierwsza skasowała się po 6 dniach, druga po 107 dniach ekspozycji na promieniowanie słoneczne. Miejsce testu to Sydney, czas testu to maj.
    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
    Słońca w Sydney jest średnio 2592 godzin w roku, w Warszawie średnio 1676 godzin. Nie ma szans, żeby powtórzyć ten wynik u nas, a co dopiero "2 godzinki na słońcu".
  • #24 20563214
    szeryf3
    Poziom 28  
    Posiadam jeszcze transformatorówke, miernik lamp, orzą V-640.
    I co ciekawe korzystam z tych urządzeń.
  • #25 20563274
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Można to bardzo łatwo sprawdzić: kupić pamięć EPROM, zaprogramować same zera (domyślnie po naświetleniu są jedynki), położyć na parapecie. Ja bym podpiął mikrokontroler i robił odczyty co minutę, odmierzając czas do pierwszego błędu, a potem do pełnego wymazania. Przykładowy układ, M27C1001-15F1, kosztuje 6 złotych z groszami, i byłbym skłonny zrobić taki eksperyment, ale nie mam stosownego programatora. Choć patrząc na opis, to implementacja nie jest trudna. Byłoby zainteresowanie takim eksperymentem?
  • #26 20563291
    Mlody_Zdolny
    Poziom 30  
    Ale jaki widzisz cel takiego eksperymentu?
    Z punktu widzenia nauki to bardzo ciekawe doświadczenie.
    Taki EPROM wystawiony na słońce to de facto miernik natężenia promieniowania UV o określonym zakresie długości fali. Wtedy byłby to nawet pożyteczny układ, choć może tak być, że ilość cykli programowania jest ograniczona.
  • #27 20563294
    khoam
    Poziom 42  
    Cytat:
    Przykładowy układ, M27C1001-15F1

    W nocie tego układu jest zamieszczona informacja:
    "Research shows that constant exposure to room level fluorescent lighting could erase a typical M27C1001 in about 3 years, while it would take approximately 1 week to cause erasure when exposed to direct sunlight.
    Chodzi oczywiście o całkowite wymazanie pamięci. Wymazanie tylko jej części nie ma moim zdaniem praktycznego zastosowania i jest pozbawione sensu.
  • #28 20563313
    Mlody_Zdolny
    Poziom 30  
    khoam napisał:
    while it would take approximately 1 week to cause erasure when exposed to direct sunlight.

    Co autorzy mieli na myśli pisząc "direct sunlight" można sie tylko domyślać. Może ktoś w ramach testów jeździł przez tydzień swoim pick-upem z testowanym EPROMem po Texasie, co nie znaczy, że tyle czasu wystarczyłoby w Polsce do skasowania zawartości. Index UV jest prawie 4x mniejszy.

    Ku pamięci... zapomnianych narzędzi elektronika.
  • #29 20563326
    Urgon
    Poziom 38  
    AVE...

    Kiedyś spotkałem się z opinią, że wystarczą 2 godziny na słońcu. Teraz cytat, że dzień. Noty podają tydzień. Warto to sprawdzić. Plus, może badaczom chodziło o kompletne i stuprocentowe wymazanie, co sprawdzali w warunkach laboratoryjnych na wielu egzemplarzach, podczas gdy już po kilku godzinach pamięć jest na tyle wymazana, że można jej użyć ponownie? Myślę, że warto to sprawdzić...
  • #30 20563378
    Macosmail
    Poziom 35  
    Jedna sprawa to czas do pełnego wykasowanie czyli do samych FF wtedy pamięć nadaje się do ponownego użycia, a druga sprawa to czas po którym istnieje niebezpieczeństwo uszkodzenia danych/programu, który się w niej znajduje, a do tego wystarczy zmiana jednego bitu/bajtu.

Podsumowanie tematu

Dyskusja dotyczy zapomnianych narzędzi elektronicznych, które były popularne w przeszłości, ale zostały wyparte przez nowoczesne technologie. Uczestnicy wymieniają różne urządzenia, takie jak lutownice transformatorowe, mierniki analogowe, oscyloskopy oraz generatory, podkreślając ich zastosowanie w naprawach i projektach elektronicznych. Wspomniano o zaletach i wadach sprzętu analogowego w porównaniu do cyfrowego, a także o sentymencie do starszych modeli. Uczestnicy dzielą się doświadczeniami związanymi z używaniem tych narzędzi oraz ich wpływem na pracę w elektronice.
Podsumowanie wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA