logo elektroda
logo elektroda
X
logo elektroda
REKLAMA
REKLAMA
Adblock/uBlockOrigin/AdGuard mogą powodować znikanie niektórych postów z powodu nowej reguły.

Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci

arko100 26 Mar 2020 00:20 10344 148
REKLAMA
  • #31 18565126
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Posty: 34014
    Pomógł: 3914
    Ocena: 9185
    Celuloid najlepiej nadawał się na robienie zasłony dymnej - zakopywało się rolkę filmu w ziemi z wyciągniętym ponad powierzchnię "knotem/lontem? z kilku wewnętrznych zwoi taśmy, podpalało i zasypywało.
    Efektem ubocznym okazał się nowy gatunek orzecha włoskiego (pod którym taki "kopeć" był odpalony) - skorupy cienkie i dające się rozłupać w palcach, a wnętrze najsmaczniejsze wśród wszelkich odmian orzecha włoskiego... :)
  • REKLAMA
  • #32 18565136
    jozgo
    Poziom 42  
    Posty: 7248
    Pomógł: 1010
    Ocena: 1303
    Ktoś przywołał śp. Adama Słodowego.
    Tu sa zabawki z tamtych lat:
    Załączniki:
    • Słodowy Adam - Lubię majsterkować.pdf (40.09 MB) Musisz być zalogowany, aby pobrać ten załącznik.
  • REKLAMA
  • #33 18565654
    damian1115
    Poziom 37  
    Posty: 3238
    Pomógł: 393
    Ocena: 899
    ArturAVS napisał:
    Dużym wzięciem wśród kolegów z technikum cieszyły się silniki rakietowe z paliwem z klisz fotograficznych/filmowych

    Pamiętam kiedyś wzorując się na książce, zbudowałem sobie rakietę o napędzie odrzutowym opartym na kliszy fotograficznej. Budowa samej rakiety zajęła mi sporo czasu, zbudowałem do niej silni, poskładałem wszytko w całość, próbowałem odpalić. A tu zonk. Okazało się że ta klisza była już bardziej nowoczesna, i była wykonana z innego materiału, już nie była łatwo palna z "celuloidu", tylko z czegoś innego. Celuloidowe były już wycofane. Wtedy poczułem pierwszy raz smak porażki, jako dziecko byłem nie pocieszony.
  • #35 18566957
    japko1024
    Poziom 18  
    Posty: 654
    Pomógł: 3
    Ocena: 212
    Też kiedyś zrobiliśmy z bratem telefon sznurkowy - pamiętam, jak się zaśmiewaliśmy, gdy się okazało, że działa :D Oprócz tego zrobiłem np. projektor z pudełka po patyczkach higienicznych, soczewki od lupy, w której pękła oprawka, pudełeczku po kliszy (wyciąłem denko, przykleiłem w jego miejsce soczewkę - całość można wsuwać i wysuwać z obudowy, regulując ostrość) i żaróweczki od latarki, później wymienionej na 9 białych LEDów. Przezrocza sam rysowałem pisakami na folii. Planowałem jeszcze, żeby miał funkcję wyświetlania filmów (na dłuższych paskach z folii posklejanych taśmą klejącą, przewijanych silniczkiem), ale jeszcze nie udało mi się tego zrobić (później nie wracałem do tego projektu). Musiałby być jakiś układ, który wyłączałby LEDy, kiedy kadr nie jest wycentrowany (w przypadku żarówek byłby z tym problem - bezwładność termiczna) i najlepiej mechanizm maltański, żeby był wycentrowany przez jak najdłuższy czas.
    Kiedyś mój brat malował zmielonymi na proszek kawałkami grafitu z kredek i ołówków (czasem odpadają przy struganiu). Wymyśliłem, żeby zalać je wodą w jakimś małym pojemniczku. Następnego dnia rano zobaczyłem, że woda jest zabarwiona, a po wstrząśnięciu dużo intensywniej. Zaczęliśmy robić farby i malować nimi. Niestety, mama się zdenerwowała, bo pomyślała, że mogą być trujące albo szkodliwe.
    Innym razem, kiedy w lecie przyleciała do domu biedronka, zaczęliśmy budować dla jej domy. Brat zrobił z pożyczonego ode mnie pojemnika, którego otwór zakrył gazą i zrobił w niej dziurkę, żeby mogła wchodzić i wychodzić. Natomiast ja zrobiłem całość z cienkiego papieru, posklejanego taśmą klejącą i nalepkami, miał otwierane drzwi na górze i na dole, a nawet windę do wwożenia jedzenia. Miała pojemnik z papieru zawieszony na sznurku, na osi z korbą również wykonanych z cienkiego papieru... Skończyło się tak, że owad odleciał. Nie był to jedyny tego typu budynek, jaki zrobiłem - był też domek dla Plastusia, z dwoma pokojami i oknami, które miały szyby z taśmy klejącej pomalowanej na zielono i niebiesko. Jeszcze przypomniało mi się, jak kiedyś zrobiłem z tektury labirynt dla końskiej muchy, od góry zakryty przezroczystą folią. Jednak był prosty i szybko znalazła wyjście (możliwe, że nawet na zasadzie błądzenia przypadkowego). Jednak nie polecam takich zabaw ze względów higienicznych (a jeśli już, to po zakończeniu trzeba wyrzucić konstrukcję i dobrze umyć ręce).
    Mogę jeszcze polecić wykonanie domowego spektroskopu - potrzeba do tego tektury i płyty CD-ROM (w przeciwieństwie do płyt tłoczonych, można z niej zedrzeć folię, żeby była przezroczysta - ale można zrobić też wersję, w której światło odbija się od płyty, wtedy nie trzeba jej niszczyć i można użyć jakiejkolwiek). Wprawdzie zrobiłem to dopiero w liceum, ale młodsze dzieci też mogą się tym zainteresować. W przypadku światła dziennego, żarówek czy białych LEDów nie widać raczej nic ciekawego (zwykła tęcza - dla białych LED może być najwyżej słabszy kolor turkusowy), ale świetlówki, neonówki i latarnie uliczne mogą dawać ciekawe prążki w spektroskopie.
  • #36 18567811
    sztajger
    Poziom 14  
    Posty: 105
    Pomógł: 3
    Ocena: 20
    Z "pirotechnicznych" szaleństw pamiętam wyrzutnię zapałczaną, najlepiej ze sztormówką - wystarczyła jakaś listewka, lub węższa deseczka długości ok 15-20 cm, którą się w środku przewiercało, następnie pinezką mocowało się napiętą gumkę modelarską, ostatecznie "do majtek", tak by zasłaniając otwór, służyła jako cięciwa/napęd. Po czym w otwór, opierając o gumkę, z drugiej strony wkładało się zapałkę łepkiem w kierunku lotu. Dociskało się ją pudełkiem z zapałek tak, by draska opierała się o główkę zapałki, a następnie ją uwalniało przez odsunięcie pudełka i potarcie draską. Ciężkie sztormówki potrafiły daleko zalecieć. Dzisiejsze zapałki są tak marnej jakości, że wątpię w pomyślną realizację. Oczywiście celuloid był doskonałym materiałem na "świecę dymną". A czy ktoś strzelał z dwóch śrub połączonych (skręconych) nakrętką? Do rozmiaru m12 się udawało, ale większe ciężko się "detonowały"... przeważnie tylko wypalały.
    Też przerabiałem klamerki do prania na "pistolet". Strzelało się zapałkami, albo połamanymi patykami od lizaków. Zresztą, te patyki od lizaków na początku ich produkcji były bardzo kruche, co pozwalało strzelać samymi patyczkami z klucza przez włożenie do dziurki na pęk i mocne naciśniecie - doprowadzając do pęknięcia patyka i energiczny, choć mało przewidywalny odlot odłamanego fragmentu. Później już się nie dało - patyczki się gięły, nie pękając.
    Wszyscy znamy procę... czy to miotaną a'la Tierri Śmiałek, czy to z napędem gumowym. Gumowe zależnie od dostępności materiału, mogły być z widełek z gałęzi, lub gięte z solidnego drutu - te to czasem istny majstersztyk zdobniczy. Strzelało się albo kamykami, albo haczykami drucianymi.
    Owoce czarnego bzu, to amunicja do dmuchawek na bazie jakiegoś selerowatego zielska. Przestrzegam przed barszczem Sosnowskiego!
    Kto nie strzelał papierowymi kulkami przez rurkę z ołówka automatycznego?
    Z bardziej bezpiecznych zabaw pamiętam śmigło na skorupce orzecha włoskiego, oraz wspomnianą tu indiańską golarkę, :) czyli wirujący guzik na sznurku.
    Ojciec potrafił zrobić gwizdek z młodej gałązki - nie znam gatunku krzewu.
    Z drutu stalowego odpowiednio wygiętego, oraz namagnesowanego pierścienia z "ośką" robiło się wirującego, i wędrującego bez końca po drucie "bąka".
    Z kulki stalowej i folii alu, robiło się "wędrujący wałek"... taka wańka-wstańka, w dodatku nawet zgnieciona, włożona do pudełka po zapałkach, po kilkukrotnym potrzepaniu pudełkiem, wańka wracała do prawie niezmienionej postaci... oczywiście do czasu :)
    W moim mieście, we wczesnych latach 70-tych, gdzieniegdzie kanalizacja deszczowa była jeszcze naziemna - min. koło mojej szkoły... więc po deszczu zawody "żeglarskie"...
    Co do latawców... nie robię ich, ale posiadam dwa małe miękkie - komorowe i jeden akrobacyjny - fajny, ale trudny i trochę niebezpieczny. Mimo nieuchronnie nadchodzącego szóstego krzyżyka, jak jest okazja (żona w humorze), to "latam". :)
    Czy koledzy zauważyli, że spora, by nie rzec przeważająca - część zabaw opiera się na pirotechnice, lub innych "miotających" wynalazkach?
    Zapewne i tak o czymś zapomniałem...
  • REKLAMA
  • #37 18567944
    wojtek1234321
    Poziom 36  
    Posty: 3553
    Pomógł: 306
    Ocena: 1118
    sztajger napisał:
    Ojciec potrafił zrobić gwizdek z młodej gałązki - nie znam gatunku krzewu.
    Gwizdki najlepiej "wychodzą" z patyka żółtej wierzby. Szczególnie z patyków/kory na wiosnę i wczesnym latem, gdy pod korą jest dużo soków i tzw. miazgi i kora na patyku jest miękka i elastyczna. Wtedy kora łatwo daje się zdjąć z patyka aby zrobić gwizdek. Gwizdek działa dopóki nie wyschnie i się "pomarszczy"...
  • #38 18569142
    arko100
    Admin grupy RTV
    Posty: 4537
    Pomógł: 138
    Ocena: 419
    Świece dymne (kopciuchy), a właściwe granaty dymne robiliśmy z piłeczek do pingponga. Cięło się piłeczkę na kawałki. Wkładało do pudełka po zapałkach. Podpalało, zamykało pudełko i rzucało.

    Zabawy w dom z koca, stołu i krzeseł.

    Swoją drogą, jakby te wszystkie wspomnienia udokumentować, wyszedłby ciekawy artykuł. ;)
  • #39 18569985
    kris8888
    Poziom 40  
    Posty: 6713
    Pomógł: 526
    Ocena: 1850
    A czy ktoś pamięta jak była moda na taką zabawkę: dwie drewniane kulki, przewiercone przez środek i połączone kawałkiem sznurka. Chwytało się palcami w połowie długości sznurka i wprawiało się w ruch kulki, żeby szybko zderzały się wzajemnie z dwóch stron. Wygrywał ten, któremu udało się jak najdłużej utrzymać zderzające się kulki w ruchu.
  • #40 18570037
    wojtek1234321
    Poziom 36  
    Posty: 3553
    Pomógł: 306
    Ocena: 1118
    kris8888 napisał:
    A czy ktoś pamięta jak była moda na taką zabawkę: dwie drewniane kulki, przewiercone przez środek i połączone kawałkiem sznurka.
    Tiki-taki...









    Wszystkie te zapawki to fajna sprawa, ale dla mnie najbardziej genialną zabawką była (i jest do dzisiaj ) kostka Rubika. Był to bardzo prosty (mechanicznie) wynalazek i genialny pod względem "złożoności" i ilości kombinacji.



  • #41 18570338
    damian1115
    Poziom 37  
    Posty: 3238
    Pomógł: 393
    Ocena: 899
    kris8888 napisał:
    Chwytało się palcami w połowie długości sznurka i wprawiało się w ruch kulki, żeby szybko zderzały się wzajemnie z dwóch stron.

    Fajna zabawa, ale pamiętam również te poobijane kostki na dłoniach. To był tyko jednak skutek uboczny tej zabawy, ale zabawa sprawiał wielką frajdę. Tym bardziej jak się wygrało.
  • #42 18570404
    fotomh-s
    Poziom 24  
    Posty: 1091
    Pomógł: 10
    Ocena: 315
    sztajger napisał:
    Co do latawców... nie robię ich, ale posiadam dwa małe miękkie - komorowe i jeden akrobacyjny - fajny, ale trudny i trochę niebezpieczny. Mimo nieuchronnie nadchodzącego szóstego krzyżyka, jak jest okazja (żona w humorze), to "latam".

    Teraz mają na przysłowiowym krześle sadzać modelarzy. W USA mieli im łba ukręcić, teraz UE chce ukręcić łeb modelarzom. Będzie trzeba płacić za licencję, do tego nie wiem jak ma wyglądać sprawa z samoróbkami.

    wojtek1234321 napisał:
    Gwizdki najlepiej "wychodzą" z patyka żółtej wierzby.

    Kiedyś w USA do płatków śniadaniowych dodawano gwizdki. Wystarczyło takiego przerobić i generował on ton potrzebny do przejścia łączy międzymiastowych w oczekiwanie. Wystarczyło wybrać darmowy numer międzymiastowy, połączyć się z nim, zagwizdać gwizdkiem i wprowadzić numer do którego się chciało zadzwonić. Jako że centrala naliczająca opłaty nadal rejestrowała to jako darmową rozmowę to można było w USA gadać za darmo. To pokazało pewien problem, bo sygnały kontrolujące centrale szły tym samym torem co sama rozmowa.
    Krąży taka miejska legenda, jakoby chuligani gwizdali takimi gwizdkami przy ludziach korzystających z publicznych telefonów na monety/kartę zrywając połączenia.
  • #43 18573544
    sztajger
    Poziom 14  
    Posty: 105
    Pomógł: 3
    Ocena: 20
    "Teraz mają na przysłowiowym krześle sadzać modelarzy. W USA mieli im łba ukręcić, teraz UE chce ukręcić łeb modelarzom. Będzie trzeba płacić za licencję, do tego nie wiem jak ma wyglądać sprawa z samoróbkami."
    Możesz coś więcej na ten temat? Jakiś link...proszę.
  • #44 18573786
    karel21
    Poziom 28  
    Posty: 1017
    Pomógł: 106
    Ocena: 95
    Ja te "świece dymne" robiłem z podbieranych siostrom uszkodzonych lalek, zdarzało się że długo szukały swoich kalekich ulubienic. No ale czego to się nie robiło dla chwili przyjemności.
    Były też kiedyś produkowane pistolety hukowe t.z.w korkowce, ich pseudo naboje po obraniu z otuliny ( papierowej ? ), służyły do niezbyt bezpiecznych eksperymentów pirotechnicznych.
  • #45 18574224
    Konto nie istnieje
    Poziom 1  
  • #46 18574374
    ROBSON33
    Admin grupy AGD
    Posty: 9725
    Pomógł: 465
    Ocena: 1712
    398216 Usunięty napisał:
    (W CSH były takie - radzieckie oczywiście - zestawy) - ZAGRAŁO! Od tamtej pory wsiąkłem w tę dziedzinę


    W trochę późniejszych czasach były i polskie zestawy "młody elektronik" idąc do szkoły co dzień przechodziłem obok CSH a na wystawie (ogromne okno) było duuuużo takich zestawów:

    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci

    Raz za odłożone kieszonkowe coś kupiłem, zadziałało i tak oto związałem się z elektroniką.
  • #47 18574457
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Posty: 34014
    Pomógł: 3914
    Ocena: 9185
    ROBSON33 napisał:
    Raz za odłożone kieszonkowe coś kupiłem, zadziałało i tak oto związałem się z elektroniką.
    To teraz już wiesz czemu tak naciskam "młodych" na konieczność rozumienia co się robi. Ostatnio taki klient nawet się obraził, bo zwróciłem Mu na to uwagę, że podłączył jakoś (nie wie jaki) potencjometr do tranzystora (nie wie jakiego i nie wie nawet czy dobrze podłączył) i zdziwiony, że coś mu się ten tranzystor grzeje.
    https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3675237.html#18574406
  • #48 18574868
    pawelr98
    Poziom 39  
    Posty: 6461
    Pomógł: 413
    Ocena: 1152
    elektronik68 napisał:
    Czasy, kiedy wystarczało parę desek i trochę złomu i człowiek miał zajęcie na cały dzień. A teraz dzieciarnia tylko wybrzydza, komórka z zeszłego roku nie, bo kolega/koleżanka ma lepszy, komputery za 5 tysięcy, buty za 500 zł, telewizor 4k najdroższy jaki się da itd. itd. Nie wiem dokładnie, jak ta młodzież tam teraz wymaga, co oni tam chcą, ale wiem tyle: za moich czasów tak nie było. A jak coś nie pasowało to wpie**ol w d**ę i marsz do pokoju. I wyrosłem na porządnego człowieka, który nie ma wygórowanych wymagań.


    Po prostu kreatywność z biedy i nudy.
    Gdyby kolega w tamtych latach miał komputer biurkowy (C64 czy co tam wtedy było) to jestem niemal pewien, że nie bawiłby się kolega deskami.

    Ja w wieku 14 lat w 2012 roku wygrałem 25 dolarów w zawodach overclockingu procesorów.
    Każdy ma swoje wspomnienia.

    Ja targałem śnieg z dworu do chłodzenia obiegu wodnego, żeby wydusić jak najwyższy zegar i jak najwyższy wynik.
    Miałem dużą miskę i do niej na okrągło ładowałem śnieg, przykrywając chłodnicę. A grzało się to niesamowicie, śnieg topniał o oczach, mimo tego, że misa była na zewnątrz i tylko węże poprowadzone do środka.

    A czy teraz jest aż takie parcie na nowy sprzęt ?
    Może z 5-10 lat temu tak. Teraz jest taka stagnacja, że poza telefonem (choć i tu nie czuje się takiej presji jak parę lat temu) nie kalkuluje się aż tak mieć nowego sprzętu. I mówię to jako osoba co właśnie sprzęt po parę tysięcy miała jako dzieciak. Co prawda nie dostawałem na zasadzie "bo chcę" ale miałem.

    Jeszcze bawiłem się w "tuning" sanek. Oparcie,uchwyty itd.
    I pirotechnikę, takie "bomby" robiłem, że huk się niósł bardzo daleko.
    Teraz mnie to już nudzi.

    Jak kogoś pasjonuje radiotechnika i ma bliżej nadajnika w solcu to generalnie odbiór możliwy na jednej diodzie i jednym obwodzie rezonansowym.
    Przy odpowiednio wysokim wzmocnieniu m.cz da się zdemodulowany sygnał wyciągnąć bez problemu.
    Dalej to już trzeba większej anteny i/lub wzmacniacza w.cz.
    Przy czym dobrze by było, żeby tranzystor był jfet, z bipolarnymi to różnie bywa. Niby jest lepiej (znacznie mocniejszy sygnał), ale nie do końca to dobrze odbiera przy większym dystansie. Zbyt duże tłumienie moim zdaniem.
  • #49 18576147
    sztajger
    Poziom 14  
    Posty: 105
    Pomógł: 3
    Ocena: 20
    U mnie we wczesnych latach siedemdziesiątych asfalt nie był powszechny - częściej była granitowa kostka, ale już wtedy chłopcy majstrowali konstrukcje do zjazdów, oparte na dwóch deskach, z których jedna była połączona z drugą w układzie "waga". Przykręcało się do tego łożyska i jazda.... poprzeczka(waga) sterowała :) . Gdyby wtedy nasze krajowe wrotki miały trucki skrętne, to pewnie autor deskorolki pochodziłby ze Śląska :) Kto wie? może zrobił ją jakiś hanys z Texasu?
    Całkiem ciekawą zabawę zapewnia zwykła kartka papieru - m.in. samoloty, strzały, helikopter, jakieś czapki, piekło-niebo, pukawka... Chciałem wkleić fotkę samolotów jakie znałem i robiłem, ale wujek google podrzucił mi tyle odpowiedzi, że... sami szukajcie :P
  • #50 18576226
    plahenryk
    Poziom 16  
    Posty: 195
    Pomógł: 15
    Ocena: 111
    Ja pamiętam jak robiliśmy traktorki z drewnianych szpulek po niciach. Po obwodzie nacinało się rowki, przez otwór środkowy przeciągało się gumkę. z jednej strony blokowało się gumkę małym patyczkiem , z drugiej strony dawało się kawałek świeczki z otworem w środku, gumka po przejściu przez ten otwór zaczepiona była szpilką drewnianą o długości około 10 cm. Po nakręceniu gumki robiło się zawody od kogo drewniany traktorek zajedzie najdalej lub pod większą górkę.
    Chciałem coś takiego zrobić wnukowi ale nigdzie nie mogę dostać drewnianej szpulki.
    Jeszce jedna zabawka z tego okresu (lata 60-te) to węże z papieru. Wycinało się z okrągłego papieru takiego ślimaka, potem środkową część ustawiało się na szpilce zakończonej np. igłą i stawiało się np w butelce nad ciepłym powietrzem. Wąż się pięknie kręcił.
  • #51 18576270
    fotomh-s
    Poziom 24  
    Posty: 1091
    Pomógł: 10
    Ocena: 315
    sztajger napisał:
    "Teraz mają na przysłowiowym krześle sadzać modelarzy. W USA mieli im łba ukręcić, teraz UE chce ukręcić łeb modelarzom. Będzie trzeba płacić za licencję, do tego nie wiem jak ma wyglądać sprawa z samoróbkami."
    Możesz coś więcej na ten temat? Jakiś link...proszę.


    https://dronerules.eu/sl/professional/eu_regulations_updates

    https://www.faa.gov/uas/research_development/remote_id/
  • #52 18576945
    kris8888
    Poziom 40  
    Posty: 6713
    Pomógł: 526
    Ocena: 1850
    ROBSON33 napisał:

    W trochę późniejszych czasach były i polskie zestawy "młody elektronik" idąc do szkoły co dzień przechodziłem obok CSH a na wystawie (ogromne okno) było duuuużo takich zestawów:

    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci
    .

    Tak, też pamiętam te zestawy. Było to też całkiem dobre źródło różnych przydatnych elementów elektronicznych w tamtych czasach. Były też w sprzedaży prostsze, "jednozadaniowe" zestawy tego typu, na przykład elektroniczny migacz.
    Pamiętam też jaką miałem wielką frajdę w podstawówce jak nauczyciel fizyki pozwolił mi wypożyczyć do domu pomoc naukową o nazwie "odbiornik radiowy". Było to kilka płytek spakowanych w drewnianej walizce, łączonych między sobą przewodami z banankami. Każda płytka to inny blok odbiornika. Wszystko na tranzystorach germanowych typy TG.
    Wypożyczył mi to, bo twierdził że nie działa i chciał żebym spróbował uruchomić. A już wtedy wiedział że lubię grzebać w tego typu rzeczach. Odbiornik okazał się sprawny tyle że na fale średnie, dlatego w dzień była tylko cisza.
    Ciekawe czy obecnie są jeszcze w szkołach używane tego typu pomoce naukowe.
  • #53 18577156
    fotomh-s
    Poziom 24  
    Posty: 1091
    Pomógł: 10
    Ocena: 315
    kris8888 napisał:
    Ciekawe czy obecnie są jeszcze w szkołach używane tego typu pomoce naukowe.

    Raczej nie.
    Pamiętam jak kiedyś w ogólniaku nauczycielka przyniosła "prawie oscyloskop" (bodajże mini 4). Już się cieszyłem że będzie coś o przebiegach zmiennych. Niestety przywlekła tego grata tylko po to, aby zademonstrować jak magnes przysunięty do obudowy odchyla wiązkę elektronów (tak jakby w samym takim urządzeniu nie było elektromagnesów).

    Pamiętam że jeszcze w gimnazjum walały się w sali stare oscyloskopy, nie ruszane od lat, niestety nie miałem odwagi aby zwinąć jeden do domu ;-)
    Swego czasu wystawiono tam cały kontener na śmieci z masą starej elektroniki (oscyloskopów nie było niestety). Były jednak stare komputery Elwro, szkoda że nie wziąłem jednego, do tego cały karton rezystorów, tranzystorów i potencjometrów (niestety już zajechanych). Były też stare płytki edukacyjne. Do tego sporo UPSów i starych PC.

    Edukacja, jeśli o te tematy chodzi, to zwyczajnie kuleje. W LO nie miałem nawet prawdziwej informatyki, tylko zwyczajnie technologię informacyjną. O programowaniu ani słowa.
  • #54 18577223
    arko100
    Admin grupy RTV
    Posty: 4537
    Pomógł: 138
    Ocena: 419
    fotomh-s napisał:
    kris8888 napisał:
    Ciekawe czy obecnie są jeszcze w szkołach używane tego typu pomoce naukowe.

    Raczej nie.
    Za to dla milusińskich polecam zestawy tej serii:



    Jaką miał radość mój smyk, gdy w wieku 4 lat po raz pierwszy samodzielnie zbudował z tego oświetlenie z włącznikiem na podstawie zamieszczonego komiksu (instrukcji).
  • REKLAMA
  • #55 18577434
    sztajger
    Poziom 14  
    Posty: 105
    Pomógł: 3
    Ocena: 20
    Pamiętam, były takie radio-klocki. W zależności od użytych klocków można było tworzyć różne elektroniczne urządzenia - wzmacniacz, radio, co więcej? mgła niepamięci :| ....Szukałem, aż znalazłem. Nawet znamy tytuł czasopisma. Bo było ich kilka. ABC Techniki, Kalejdoskop Techniki, no i Horyzonty Techniki. Przez całe lata- chyba do lat 80tych prenumerowałem. https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1250959-120.html#3625103
  • #56 18577706
    Hasztak
    Poziom 5  
    Posty: 175
    Ocena: 85
    kurde czasem żałuje że się w epoce komputerów urodziłem :)
  • #57 18578022
    wojtek1234321
    Poziom 36  
    Posty: 3553
    Pomógł: 306
    Ocena: 1118
    sztajger napisał:
    Bo było ich kilka. ABC Techniki, Kalejdoskop Techniki, no i Horyzonty Techniki.
    Był jeszcze wspaniały miesięcznik "Młody technik"... Nie mogłem się doczekać kiedy znów będzie nowy numer...
  • #58 18578227
    italak
    Poziom 12  
    Posty: 17
    Ocena: 20
    wojtek1234321 napisał:
    sztajger napisał:
    Bo było ich kilka. ABC Techniki, Kalejdoskop Techniki, no i Horyzonty Techniki.
    Był jeszcze wspaniały miesięcznik "Młody technik"... Nie mogłem się doczekać kiedy znów będzie nowy numer...

    Kiedyś podjarałem się projektem sterownika węża świetlnego umieszczonego w jednym z numerów MT. Niestety opublikowany schemat zawierał sporo błędów. Tylko dzięki znajomości podstaw techniki cyfrowej i bramek udało mi się doprowadzić projekt do końca. Tak się zastanawiałem dlaczego coś takiego publikują. To miał być działający układ a nie projekt pt. znajdź błędy. W końcu takich jak ja mogło być wielu, którzy chcieli zrobić sobie to cacko ale niestety błędy mogły zniechęcić nie jednego. A może z drugiej strony wymusić myślenie i dociekliwość :D
  • #59 18578872
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Posty: 34014
    Pomógł: 3914
    Ocena: 9185
    Radioamator i Krótkofalowiec (później "Radioamator") też publikował różne schematy z celowo zamieszczanymi błędami. Nawet w schematach urządzeń produkowanych się trafiały takie "pomyłki" i moim zdaniem - dobrze. Bo (jak Kolega wyżej wspomniał) dzięki temu jak ktoś kumaty to musiał się trochę wysilić, a nie kopiować 1:1 jak małpa.
    Pamiętam jak w schemacie MK125 z automatyką zapisu był błąd i mój Kolega (po studiach - elektronik) próbował przez kilka dni uruchomić ten fragment (automatykę poziomu sygnału) - bez powodzenia :) W końcu przyszedł do mnie i się udało... ;)
    Do dziś pamiętam jaką miał głupią minę... :)
  • #60 18578935
    damian1115
    Poziom 37  
    Posty: 3238
    Pomógł: 393
    Ocena: 899
    398216 Usunięty napisał:
    dobrze. Bo (jak Kolega wyżej wspomniał) dzięki temu jak ktoś kumaty to musiał się trochę wysilić, a nie kopiować 1:1 jak małpa.

    Jeżeli ktoś znał podstawy, to zmuszało do myślenia. Ale jeżeli stawiał pierwsze kroki, to niewątpliwie mógł się zniechęcić. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, albo coś przedstawiamy słowem pisanym, albo zaniechajmy tego by nie wprowadzać kogoś w błąd. Za takie coś u nas na forum dostaje się reprymendę.

Podsumowanie tematu

✨ W dyskusji poruszono wspomnienia z dzieciństwa związane z zabawami DIY, które angażowały kreatywność i umiejętności techniczne. Uczestnicy dzielili się pomysłami na zabawy, takie jak tworzenie telefonów sznurkowych z kubków, budowanie modeli rakiet, czy eksperymenty z pirotechniką. Wspomniano o różnych materiałach, takich jak saletra, cukier, siarka, a także o konstrukcjach z użyciem prostych narzędzi i elementów elektronicznych. Wiele osób podkreślało, jak te zabawy rozwijały zdolności manualne i techniczne, a także były źródłem radości i wspólnej zabawy.
Wygenerowane przez model językowy.
REKLAMA