Od zawsze jest tak, że jak coś spadnie na podłogę pod biurkiem, na którym budujemy kolejny projekt DiY, to już tam zostaje... Ot, taka lokalna czarna dziura zasysa wszystko...
Sam wielokrotnie się o tym przekonywałem - i to niezależnie, czy w domu, czy w pracy - zawsze jak spadnie śrubka czy mniejszy element, to można zapomnieć, że się odnajdzie, chyba że ma się dobrą (czyli "mocną") latarkę. I wreszcie taką latarkę znalazłem - maleńka, w pełni wykonana z czernionego aluminium (jak się okazuje "amelinium się maluje"...
Wybór opcji dostępny jest dzięki przyciskowi na tylnej części korpusu w trybie: "Pełna moc - 1/2 mocy - miganie pełną mocą - wyłączone".
Niestety, mimo najszczerszych chęci i wielu prób (w tym sprawdzenie sugestii Kolegów z Forum) nie udało mi się dostać do jej wnętrza - tak więc niestety (znów to słowo) to "jednorazówka" - dopóki akumulator wewnętrzny będzie działać - latarka również. Póki co korzystam z niej praktycznie po kilka razy w tygodniu (zawsze gdy coś spadnie) od mniej więcej pół roku (co daje w sumie kilka godzin świecenia) i nie zauważyłem żadnej różnicy w świeceniu pomiędzy stanem obecnym, a tuż po naładowaniu.
Zamówiona rzecz jasna na Aliexpress - dotarła po tygodniu od chwili złożenia zamówienia w opakowaniu kartonowym jak niżej:
Mimo kartonowego opakowania sama latareczka (w sumie niewielka jak na taką siłę światła) dodatkowo zawinięta w "bąbelki":
Oczywiście jako wyposażenie kabelek USB - smyczka na nadgarstek w gratisie.
Zarówno gniazdu USB C, jak i "guzik" do włączania wybranego trybu świecenia na tylnej ściance korpusu:
Soczewka - akryl, umieszczona na regulowanej części "tubusu" - umożliwia regulację rozsyłu od najwęższej do maksymalnej szerokości wiązki światła:
Przy najwęższej można się pobawić z kotem (mój Pieszczoch szaleje za plamką światła, nie zważając na jakiekolwiek przeszkody - czy to terenowe, czy ludzkie) lub (jak ktoś nie próbował, niech to zrobi) szukanie drobnych elementów na podłodze. Wystarczy świecić płasko położoną latarką i obserwować wiązkę. Powoli obracamy latarką tak, by wiązka tworzyła coś w rodzaju sekundnika na tarczy zegarowej i wypatrujemy odblasków czy cieni. Jeśli coś tylko będzie po drodze wiązki odstawać (nawet na 0.5mm) od powierzchni podłogi - natychmiast zostanie zauważone.
W moim wypadku to właśnie do takiego zastosowania była mi najbardziej potrzebna. O ile "spadnięty" element będzie leżeć na podłodze, a nie zostanie schowany, np. pod nogą krzesła - będzie nasz.
Dla zastosowań "namiotowych" tubus wkręcamy (wsuwamy) maksymalnie do tyłu - szerokość wiązki maksymalna a rozsył ok. 35°.
Najwęższa wiązka to tubus maksymalnie wysunięty:
Taka wiązka idealnie nadaje się do poszukiwań zaginionych części:
Wyraźnie widać cień lub odblask. Bez oświetlenia drucik jest co prawda widoczny, ale dlatego tylko, że leży na oświetlonym blacie biurka. Pod nim na pewno nie będzie tak łatwo go zauważyć - wiem z autopsji i wieloletniej praktyki.
Mimo chęci trudno mi podać pojemność akumulatora i rodzaj LED (zapewne 3W) - jak wspomniałem - brak pomysłu, jak to cudo rozebrać bez zniszczenia. Powiem tylko, że w porównaniu do mojej poprzednio opisywanej latarki świeci zdecydowanie jaśniej - na moje stare oko co najmniej kilkakrotnie jaśniej. Jedno, co obie latarki łączy to te same tryby świecenia i sposób ich wywołania oraz to, że latarka "LETHE" może służyć jako rezerwowy powerbank (naprawdę rezerwowy - pojemność akumulatora nie powala), no i w poprzednio opisanej gniazdo ładowania (oddzielone od gniazda powerbanku) to micro USB. No i jeszcze jedno - po tych dwóch latach jej max jasność wyraźnie spadła (obawiam się przegrzanej - plastikowa obudowa latarki - diody LED 1W).
Mam nadzieję, że w obecnie przedstawionej taki problem nie wystąpi (a każdym razie tak szybko) - aluminiowa obudowa podczas dłuższego świecenia wyraźnie się nagrzewa - ostatecznie aluminium jest bardzo dobrym przewodnikiem ciepła.
Aha - wielkości (długość) obu latarek są praktycznie takie same grubości również zbliżone (tubus z soczewką ciutkę szerszy), jednak jasności... skrajnie różne, no i możliwość regulacji szerokości wiązki.
Więcej informacji na temat bohatera artykułu znajdziecie np. na Aliexpress szukając latarki "A100":
Sprzedawca, owszem - podaje jakieś podstawowe informacje i coś, co można nawet nazwać "parametrami":
…ale niestety co do tych ostatnich byłbym ostrożny. Często bowiem zdarza się, że sprzedawcy podają parametry skopiowane 1:1 z jakiejś innej oferty produktu o podobnym wyglądzie. Tak prościej, a poza tym przecież to tylko sprzedawca i tak naprawdę nie dba o to, co sprzedaje - chce sprzedać jak najwięcej i jak najszybciej.
Dlatego też piszę te słowa, co by nie wierzyć w takie informacje bezkrytycznie. Znacznie lepiej jest poszukać opinii kupujących i na nich się opierać.
Opisana powyżej wersja to ta z tylko białym światłem - dyskoteka nie była mi potrzebna.
A jak świeci? Jak do swojej wielkości i dedykowanych zastosowań (opakowanie sugeruje wycieczki pod namiot) - aż za jasno. Niemniej jednak zbytek jasności nie zaszkodzi - szczególnie w połączeniu z wąską wiązką niezbędną podczas poszukiwań "spadniętych" drobiazgów...
a jasność? Ta zależy, co oczywiste, od ogniskowej - ustawionego kąta rozsyłu światła. Dla minimalnego kąta jest naprawdę jasno:
Chociaż dla maksymalnego wcale nie gorzej:
Odległość od obrazka na ścianie to 2,5 metra - łatwo sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądać w lesie w środku nocy, chociaż osobiście mnie bardziej zależało na pomoc 'warsztatową" podczas poszukiwań.
Czy można uznać brak możliwości łatwego dostępu do wnętrza jako wadę? Można. Ja jednak uważam, że w tym konkretnym wypadku, to i tak nie ma znaczenia. Czemu? Po pierwsze - działa świetnie, zaspokaja moje wymagania co do podręcznej latareczki warsztatowej.
Po drugie - akumulator naprawdę wystarcza na długo (czyli nie trzeba kombinować z jego wymianą na większy pojemnością).
Po trzecie - cena. Nawet jak za jakiś czas akumulator padnie lub LED straci emisję, to i tak prościej i taniej będzie kupić nową, niż kombinować i szukać części zamiennych. Tak naprawdę dobrej jakości akumulator ma już cenę porównywalną do tej latarki, a ze względu na optykę sam LED i tak musi być o dokładnie takiej samej konstrukcji, bo albo ognisko się nie będzie zgadzać albo jasność będzie niższa. Po prostu jest to kompletna pod każdym względem konstrukcja w której zmiana jakiegokolwiek elementu może tylko pogorszyć finalny efekt. Zapewne dla wielu z Was tak drastyczne przedstawienie sytuacji może się wydać przesadą, ale taka prawda - to tak jak wymiana głośnika w fabrycznej dopracowanej kolumnie na inny - nawet (czy wręcz "szczególnie") większej mocy. Strojenie obudowy nie będzie się zgadzać z rezonansem obudowy i zamiast lepszego "basssu" otrzyma się co najwyżej świadomość, że mamy głośnik o większej mocy. Dźwięk na pewno nie dorówna oryginalnemu.
Tak więc dla mnie konstrukcja jest OK. Tak jak i sama latarka.
Podstawowa zaleta? Niewielki rozmiar.
Podstawowa wada? Brak w komplecie dedykowanego uchwytu magnetycznego lub rowerowego (do kierownicy).
A Wy jakiej latarki potrzebujecie?
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY