Dziś — kolejna szlifierka "precyzyjna", ale tym razem z Lidla — zestaw szlifierki/wiertarki firmy Parkside.
Od razu uprzedzam — to narzędzie nie należy do mnie i w dodatku ma już kilka ładnych miesięcy pracy za sobą.
Zestaw zawarty w dość estetycznym pudełku zawiera już na start wiele przydatnych elementów potrzebnych do pracy:
Spójrzmy na oprzyrządowanie — już w komplecie dostajemy kilka niewielkich tarcz szlifierskich, oś do ich mocowania, tarczę polerską, szczotkę mosiężną, nylonową, wiertła, kamienie szlifierskie na własnych ośkach (ważne jest by były mocowane centrycznie), wiertła i... komplet szczęk do mocowania narzędzi u różnych średnicach osi.
Ponieważ szlifierka jest zasilana akumulatorowo w zestawie znajdziemy też i (prostą...) ładowarkę sieciową.
Akumulator rzecz jasna Li-Ion w dodatku 12V, więc jak można się spodziewać moc jest. Obroty również...ale o tym troszkę potem, Na razie chciałbym wrócić do uchwytu i tego kompletu szczęk...
Tu (moim zdaniem rzecz jasna) leży największa wada tego urządzenia — uchwyt o wymiennych szczękach* moim zdaniem jest nie dość, że mało wygodny w użyciu, to w dodatku nie zapewnia mocnego mocowania narzędzia w uchwycie. Stalowy trzpień/oś jest oczywiście stalowa, a stal jak wiadomo jest sporo twardsza od mosiądzu*, więc przy ewentualnym, uślizgu osi w szczękach są one skutecznie szlifowane...
* - Muszę wyjaśnić, co oznaczają te odnośniki w tekście powyżej; Otóż oryginalne szczęki (w komplecie ze szlifierką) były co prawda stalowe, ale ich jakość wykonania pozostawiała wiele do życzenia — według właściciela szlifierki były niecentryczne a ponadto nawet mocno ściśnięte narzędzie potrafiło się ślizgać w nich. Dlatego też Właściciel zmuszony był dokupić we własnym zakresie komplet szczęk mosiężnych z Chin (Aliexpress oczywiście...), gdyż cena dostępnych w kraju była (delikatnie mówiąc) lekko zawyżona. Te nowe szczęki okazały się zdecydowanie lepiej wykonane. Niestety (o czym wspominałem wcześniej) mosiądz jest, jaki jest i należy się liczyć z koniecznością ich wymiany po jakimś czasie.
Jak widać poniżej szczęki dokręcane są ręcznie nakręcaną nakrętką stalową i tu w porównaniu do poprzednio omawianej szlifierki udogodnienie — wbudowany klawisz blokujący wał na czas dokręcania narzędzia.
W opakowaniu szlifierki znajdziemy też i instrukcję, a w niej,,, w niej najwięcej uwagi poświecą się bezpieczeństwu użytkowania w/wym. szlifierki. Z jednej strony jest to norma, ale z drugiej... czy to zabawka dla dziecka, czy sprzęt przeznaczony raczej dla dorosłego mechanika/konstruktora? Żebym nie był źle zrozumiany; Nie mam nic przeciwko PRZYPOMNIENIU o konieczności zachowania bezpieczeństwa podczas pracy takim narzędziem, ale czy trzeba, zamiast kilku zdań robić z tego poemat... No nic. Najwidoczniej producent czy dystrybutor wolał się zabezpieczyć...
W każdym razie istotnych informacji jest tam niewiele:
No właśnie — zabezpieczenie przypomnę, że szlifierka (jak sama nazwa wskazuje) SZLIFUJE obrabiany materiał za pomocą tarcz — czy to ściernych, czy też szczotek z dużą prędkością — max. Według informacji z instrukcji to 20000obr/min. Wystarczy sobie wyobrazić drobinę rozpędzonego kamienia szlifierskiego czy drucika ze szczotki mosiężnej pędzącego w stronę oka... Brrr... Tak więc trochę racji w tej instrukcji jest, z tym że o tym chyba (???) każdy człowiek zajmujący się pracami, w których taka szlifierka byłaby potrzebna wie/powinien wiedzieć?
Nic to Baśka (jak mawiał Mały Rycerz ze znanej trylogii) - czas sprawdzić co to umie...
Nie byłem pewien, w jakim stanie są akumulatory (tym trzem LED w roli wskaźnika naładowania akumulatora jakoś nie dowierzam), więc postanowiłem podładować akumulator do pełna a przy okazji sprawdzić działanie ładowarki:
Nieco zdziwiło mnie umieszczenie kontrolki LED w podstawowe nasadki ładowarki... chociaż może to akumulator powinien stać a nasadka być na nim? Logika wskazywałaby raczej na nasadkę w postaci podstawy — chociażby ze względu na większe wymiary więc i stabilność. Ale co ja się tam znam...
Nieważne — po raptem kilkunastu minutach ładowarka zasygnalizowała ukończenie ładowania a ja mogłem pokazać Wam to narzędzie ... chciałem napisać "w pracy", ale jakoś wystarczyło mi to, co usłyszałem po włączeniu silnika.
Ewidentnie coś za głośna ta szlifiereczka... Silnik/ łożysko wału? Musiałem to sprawdzić.
Potwierdziły się moje przypuszczenia: Silnik (niewielki i raczej mocy porównywalnej z poprzednio opisywaną szlifierką) wyposażony w łożyska ślizgowe (panewki), a przy tak wysokich obrotach i nawet niezauważalnym biciu nasadzonego na oś silnika wału ... Na wszelki wypadek przesmarowałem kilkoma kroplami oliwy do maszyn zarówno panewki, jak i łożysko wału. Troszkę się zmniejszył hałas, ale wibracje pozostały...
Podsumowując — moc na pewno większa niż w poprzednio opisywanej szlifierce, przy tak wysokich obrotach na pewno mniej elektrycznie wysilony silnik (większe napięcie to mniejszy prąd przy zbliżonej mocy pobieranej, więc szczotki i komutator mniej będą narażone na wypalenia), ale wszystko (to oczywiście moje zdanie) bierze w łeb ze względu na te wibracje spowodowane złym (brakiem chyba) wyważenia i centrowania wału z osią silnika.
I wyjaśniło się umieszczenie w pierwszym zdaniu słowa "precyzyjna"...
No cóż — po pierwsze marka mówi za siebie (chyba nie trzeba nikomu mówić jaką sławą szczycą się wyroby spod znaku Parkside), a i sama budowa (i obudowa) szlifierki wskazują na bardziej "męskie" zastosowania — na pewno z precyzją nie mające zbyt dużo wspólnego. No właśnie — obudowa; Z racji na baterię akumulatorów (3 sztuki) średnica tejże szlifierki jest niezbyt poręczna — o ile poprzednią można było trzymać jak gruby flamaster (co jednocześnie umożliwia bardziej precyzyjne ruchy) to ta szlifierka, mimo że też akumulatorowa, musi być trzymana pełną dłonią a co za tym idzie operowania nią staje się trudniejsze. Dodając do tego zdecydowanie większą wagę — mamy obraz co do zastosowań tejże szlifierki. Nie znaczy to, że całkowicie ją skreślam jako przydatne narzędzie — nie! Po prostu ta nazwa nadana przez producenta jakoś mi tu nijak nie pasuje.
Podsumowując — Narzędzie przeznaczone do mniej wymagających prac i to raczej okazjonalnie (ciężar i utrudnione manewrowanie wymuszają czasowe odpoczynki — przynajmniej dopóki mięśnie się nie wyrobią...
Czy polecam? Raczej nie. Jeśli już to do naprawdę doraźnych i to niezbyt wymagających precyzji zastosowań.
Może (podkreślam — MOŻE!) to wina akurat tego konkretnego egzemplarza — nie wiem, Może faktycznie ktoś inny ma taką i jest zadowolony — bo nie bije i nie drży w ręku podczas pracy. Ale to tylko potwierdza opinię jaką sobie marka Parkside wyrobiła; Są to narzędzie pseudo-profesjonalne przeznaczone do używania niewymagającego dokładności obróbki i na pewno niezapewniające długotrwałej pracy.
Na koniec kilka szczegółów:
No i najważniejsze — nalepka z ceną:
Za 100 złotych można przemyśleć zakup — ale nie radzę oczekiwać cudów.
Pozdrawiam.
Fajne? Ranking DIY
