Tester elementów elektronicznych... niby nic nowego, ale może jednak?
Mniej więcej w ten sposób myślałem, gdy postanowiłem zakupić ten tester - LCR-P1.
Nie jest on nowością - na Aliexpress pojawił się w zeszłym roku. Początkowo jednak jego cena odstręczała. Po jakimś czasie staniał, a ponadto zaczęły pojawiać się jego "recenzje" na YT, a nawet na znanych kanałach autorskich. Zdania były... różne. Przeważnie pozytywne, chociaż akurat w moim wypadku przeważyły nie parametry (w sumie mała różnica między np. prezentowanym kilka lat temu przeze mnie TC-1 - przynajmniej "na papierze"), ale... "DIZAIN". Tak, wygląd, inne podejście stylistyczne i dołączona przystawka, a raczej PODSTAWKA, do pomiarów elementów SMD.
Tak czy inaczej zamówiłem tester i po ok. 10 dniach (!!!) przesyłka trafiła do mnie.
Ponieważ tester był w "opakowaniu zbiorczym" - zamówiłem jeszcze kilka innych drobiazgów - więc dotarł w samym kartoniku i folii:
Otwieram pudełko, wysuwam "kieszonkę" z testerem i wyposażeniem, rozkładam wszystko na stole i oglądam, co też dostałem.
Prócz typowego dla tego typu testera (patrz TC-1) wyposażenia otrzymałem dodatkową przystawkę do SMD i elegancką (w porównaniu) instrukcję:
O TC-1 pisałem bardziej szczegółowo (https://www.elektroda.pl/rtvforum/viewtopic.php?t=3794066&highlight=), tu zdecydowana większość funkcji pozostała taka sama, więc nie będę się powtarzać, a skupię się na różnicach.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to obudowa - zwarta, z dobrą, czytelną szatą graficzną i możliwością zawieszenia na smyczy czy pętelce na rękę. Niby nic wielkiego, ale w połączeniu z estetycznym wyglądem? Na pewno jest mniejszy od TC-1 - bardziej płaski.
Dodatkowo (porównując do TC-1) jest przełącznik wyboru pomiaru; w pozycji górnej mierzymy tylko piloty IR, a w dolnym położeniu klawisza przełącznika możemy mierzyć elementy elektroniczne - podobnie jak w TC-1. Różnica dotyczy pomiaru diod Zenera - co prawda tak jak w TC-1 są dedykowane styki do podłączenia diod, ale zakres pomiarowy aktywujemy dodatkowym przyciskiem z opisem ZENER.
Dużą różnicą jest też sposób uruchamiania i wyłączenia testera - włączenie zasilania następuje po wciśnięciu klawisza TEST. Sam pomiar natomiast następuje po kolejnym naciśnięciu tego przycisku. Wyjątek stanowi zakres testu pilotów IR - tu wystarczy przełączyć tester na pomiar IR-Decoding, a sam test dokonywany jest po uruchomieniu pilota. Wyłączenie testera jest automatyczne - jeśli przez okres ok. minuty nie dokonujemy żadnych pomiarów, tester przejdzie w stan wyłączenia.
I tu wyjaśniam malkontentom ewentualne zarzuty o skracaniu całkowitego czasu pracy na wbudowanym akumulatorze - LCR-P1 ma akumulator o pojemności 300 mAh, co w porównaniu do TC-1 jest istotną różnicą.
Nie bez powodu informacja o tym znalazła się na spodniej ściance.
A czy w takim razie w budowie są jakieś różnice? Oceńcie sami:
Płytka wydaje się podobna, chociaż (co logiczne) bardziej "upakowana", jakby. Serce testera, czyli procek bez oznaczeń. Tak bez - nie jest to jakaś naklejka, ale puste pole po oznaczeniach. Reszta - jak widać - nic specjalnego, przynajmniej na oko. Skręcamy tester (cztery śrubki z łebkami pod kluczyk imbusowy) i sprawdzamy działanie, porównując wyniki ze znanym już TC-1.
Przypadkowy kondensator elektrolityczny:
Jakiś tranzystor NPN:
Rezystor (najdokładniejszy, jaki miałem - deklarowana dokładność wykonania to 0,5%) o wartości 10 Ω:
Też rezystor precyzyjny 0,2%, ale 10 kΩ:
I na koniec tych porównań 100 Ω 0,2% mierzony przez bohatera artykułu:
Poza tymi rezystorami mierzone były jeszcze diody LED, itp. elementy - podobnie jak w wypadku rezystorów wskazywane wyniki nieco się różniły, ale...
...ale nie ma w tym nic dziwnego - po pierwsze to TESTER, nie MIERNIK. Ma testować elementy, sprawdzać, czy są sprawne, odróżniać tranzystor od rezystora, a podstawowe parametry są tu tylko bonusem. To częsty błąd, myśleć że mamy oto miernik, który zapewni nam idealnie dokładny pomiar podanych parametrów. Nie w tych pieniądzach - prawdziwy miernik ma ponadto możliwość znacznie większej ilości pomiarów - np. dla różnych prądów kolektora, jak wygląda wzmocnienie mierzonego tranzystora, czy jaka jest pojemność kondensatora dla różnych częstotliwości. Tu mamy jakieś ustalone już wartości parametrów, dla których wykonujemy pomiar i nie mamy wpływu na nie.
Innymi słowy, każdy tester może sprawdzić element i powiedzieć nam, czy jest to element A, czy X, a może nawet Z, podać zmierzone parametry elementu dla ustalonych "programowo" warunków pomiaru i tyle. Jak za nieco ponad 100 zł to i tak dużo. Natomiast jeśli ktoś potrzebuje wiedzieć coś więcej - dla konkretnych warunków pracy - musi wydać sporo więcej. Tester, jaki by nie był, to nadal TYLKO tester i nie wymagajmy od niego, by miał superdokładność pomiaru. Zarówno TC-1, jak i LCR-P1 mają dokładność w granicach 10%, a to w zdecydowanej większości przypadków wystarcza; dla amatora na pewno jest wystarczająco dokładny i nie ma się czegoś więcej spodziewać.
Gdyby jednak ktoś chciał więcej się dowiedzieć na ten temat, zapraszam do odcinka poświęconego testerom elementów kanału Piotra Góreckiego. https://www.youtube.com/watch?v=OMBYY3TpwxU&t=1413s
Dla amatora (i nie tylko) ważnym parametrem jest na pewno czas potrzebny na wykonanie testu elementu i tu, niestety, TC-1 wygrywa. Nie wiem, czym jest to spowodowane, ale LCR-P1 praktycznie każdy element sprawdza tak samo długo - ok. 6 sekund. Porównując do TC-1, który pomiar tego samego elementu potrafi wykonać w 2 sekundy, jest to znaczna różnica. Z drugiej strony; czy dla amatora do sprawdzenia elementu podejrzanego za niesprawność, np. wzmacniacza, czas 6 sekund to aż tak dużo? Przecież nie sprawdza tych elementów taśmowo.
Inną ciekawostką jest fakt, że niezależnie, czy sprawdzamy kondensator 1 µF, czy 1000 µF, czas pomiaru jest taki sam. Jeśli ktoś z Kolegów wie, czym jest to spowodowane - chętnie poznam opinię. Co prawda mam swoje przypuszczenia w tej kwestii, jednak nie chciałbym niczego podpowiadać - bardziej bowiem liczę na uzasadnione pomysły.
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY