W życiu każdego elektronika (i nie tylko) nadchodzi moment, gdy uświadamia sobie, że ma problem z poprawnym polutowaniem gęsto upakowanej płytki PCB. U mnie była to zaćma, a u innych może to wynikać z naturalnego ograniczenia ostrości przy obserwacji bliskich przedmiotów czy komponentów. Szczególnie znają to wszyscy mający do czynienia z elementami SMD.
Jednym z tańszych rozwiązań jest lampa z lupą powiększającą kilkukrotnie. I właśnie kilka dni temu mój dobry Kolega zdecydował się na zakup takowej.
Paczka nie jest (jak na tak spory przyrząd) duża; mieści się nawet na moim zagraconym biureczku:
Otwórzmy więc pudło i zajrzyjmy do wnętrza:
Jak widać, sama lampa z soczewką jest oddzielona od właściwego statywu i od tego trzeba zacząć montaż. Uchwyt na trzpień pierścienia z soczewką wsuwamy w zacisk, dokręcamy dość mocno (aczkolwiek z wyczuciem) śrubę i możemy zająć się odblokowaniem ramion statywu — wystarczy usunąć drucik blokujący i już.
Zanim umocujemy lampę w uchwycie umożliwiającym montaż na blacie biurka czy stołu, dobrze jest dokręcić (Z WYCZUCIEM) ściskające zawiasy śruby. Dzięki temu łatwiej jest operować tą konstrukcją. Sam uchwyt mocowania do stołu wydawał mi się dość delikatny (a miałem do czynienia z kilkoma podobnymi lampami polskiej produkcji), ale, jak się okazało, niesłusznie. Uchwyt dokręcamy do stołu, w odpowiednim miejscu wsuwamy w tuleję mocującą trzpień ramiona lampy i (z wyczuciem!) dokręcamy hamującą samowolny obrót ramienia śrubę.
W zasadzie to cały montaż. Pozostaje nam tylko podłączyć kabelek zasilania do ładowarki/zasilacza z gniazdem USB, wyregulować pierścień tak, by wygodnie było obserwować leżący na blacie element/płytkę i włączyć podświetlenie.
Ma ono kilka możliwości do wyboru: kolor światła (zimny biały, ciepły i neutralny) oraz regulację jasności.
Wszystko to i włączenie podświetlenia umożliwia „pilot” na przewodzie do zasilacza USB:
Tu uwaga — kolor neutralny to włączenie na raz diod białych zimnych i ciepłych, więc siłą rzeczy jasność (a więc i prąd zasilania) zwiększa się praktycznie do ponad 2,5 A. Jeśli nie posiadamy zasilacza/ładowarki o takich mocach, lepiej nie próbujmy podłączać lampy do komputera czy zasilacza o mniejszym nominalnym prądzie. Co prawda lampa będzie świecić (z mniejszą mocą), ale zasilacz zacznie się robić w krótkim czasie gorący... Wiem, bo sam nie miałem takiego i zmuszony byłem do przeprowadzenia dalszych testów z takim 2A/5V.
Niestety (co było do przewidzenia), zasilacz bardzo szybko stał się naprawdę... ciepły.
Z tego też powodu (oraz automatycznej regulacji jasności w aparacie) zdjęcia nie oddadzą rzeczywistych odczuć.
Mimo tego, że lampa nie uzyskiwała pełnej jasności, efekt był co najmniej bardzo dobry. Co ciekawe, niezależnie od wybranego koloru podświetlenia, nie było problemu z odczytem kodu paskowego na rezystorach.
(UWAGA — automatyczna regulacja balansu bieli nie oddaje na zdjęciach rzeczywistych różnic, szczególnie między światłem ciepłym a neutralnym — niestety...).
Najważniejsze jednak, że na obserwowanych przedmiotach nie było cieni, a sam element był naprawdę świetnie oświetlony. Powiększenie soczewki nie jest duże, ale to w tym wypadku zaleta. Mamy dzięki temu ostry obraz praktycznie w całym polu widzenia, co w soczewkach o dużym powiększeniu wcale nie jest takie oczywiste.
No właśnie; soczewka... W porównaniu do lamp, z jakimi miałem do tej pory do czynienia, wydaje się ona niezbyt duża. Jest sporo mniejsza od tych stosowanych w np. polskich lampach tego typu. Nieco ogranicza to dowolność ustawienia głowy względem soczewki, ale po chwili staje się to niezauważalnym aspektem. W każdym razie, ja na początku (MAJĄC PORÓWNANIE DO POLSKICH LAMP) żywiłem pewne obawy, czy nie utrudni to pracy, ale po dosłownie kilku chwilach zapomniałem o tym. Powiększenie zależy również od odległości oczu od soczewki i soczewki od obserwowanego przedmiotu. Najlepsze efekty uzyskamy, gdy jest ona dość blisko wzroku. A odległość od obserwowanego przedmiotu do soczewki pozostaje taka, że nie ma najmniejszego problemu z podejściem lutownicą czy HA do naprawianej płytki. W moim wypadku najlepszy rezultat zapewnia światło neutralne. Duża jego ilość daje nam przy okazji większy zakres odległości, dla której obserwowany przedmiot jest ostry, a i (przynajmniej u mnie) nie ma różnicy w oświetleniu biurka (mam lampki LED nad blatem właśnie z neutralną bielą światła). Natomiast nawet w wypadku zimnej bieli nie ma problemu z uzyskaniem odpowiedniej ostrości i odczytem kodu kreskowego. W lampach ze świetlówką bywało to nie do przeskoczenia.
Całość, po odpowiednim (z wyczuciem!) wyregulowaniu oporów na wszystkich zawiasach, jest naprawdę przyjemna w użytkowaniu. Zmiana położenia soczewki czy odsunięcie lampy znad obserwowanego elementu jest komfortowe. Nie ma bowiem obaw, jakie miałem podczas użytkowania innych lamp tego typu — sprężyny nie brzęczą, elementy ramion zachowują sztywność i się nie skręcają podczas przesuwania lampy, a (co najważniejsze) nie zaczyna opadać soczewka po kilku zmianach ustawienia. Nawet tuleja z trzpieniem umożliwiająca obrót całej lampy w płaszczyźnie poziomej pracuje płynnie — a to dzięki temu, że wewnątrz tejże jest wciśnięta druga tulejka plastikowa. Wskutek tego śruba blokująca nie kaleczy powierzchni trzpienia, a to było problemem w innych znanych mi lampach i powodowało, że próba jej przesunięcia za każdym razem powodowała u mnie obawę, czy aby się coś nie rozleci...
Tu muszę przeprosić, że nie zamieszczam zdjęć produktu zamocowanego już do blatu. Sumienie nie pozwoliło mi, by chwalić się publicznie bałaganem... wróć! Artystycznym nieładem mojego kącika. Mam nadzieję, że Koledzy wybaczą mi, że pozostanie to pewnym... niedomówieniem. Zaręczam jednak, że sama lampa po odsunięciu znad „powierzchni roboczej” i częściowym złożeniu (ściśnięciu ramion) nie zajmuje zbyt dużo miejsca: o ile ktoś ma do dyspozycji te kilkanaście cm przestrzeni — na pewno nawet.
Podsumowując — lampa, o której jest ten artykuł, mimo kilku ograniczeń (wielkość soczewki i wymagany duży prąd zasilacza), jest produktem, który mogę polecić. Za takie pieniądze (można odszukać oferty nawet z niższą ceną niż ta na fotce początkowej) nie znajdziemy nic lepszego. Pewne utrudnienie może stanowić konieczność posiadania właściwego zasilacza. Jednak dziś, gdy większość ładowarek może dostarczać prąd rzędu tych 2,5A i więcej, może się okazać, że ten problem nie istnieje i znajdzie się w domu odpowiedni.
Oczywiście — lupa nigdy nie zastąpi mikroskopu, ale i tego ostatniego za pięćdziesiąt kilka złotych nie kupisz... A przynajmniej takiego, który nadawałby się do pracy. Na pewno jednak te 2-2,5-krotne (zależy od tego, o czym pisałem wcześniej) daje naprawdę dużo komfortu podczas inspekcji PCB czy napraw drobnych sprzętów.
Każdy, kto raz spróbuje pracować z pomocą takiej „lampolupy”, przyklaśnie mi i potwierdzi. A że przy okazji nie ma ona wad spotykanych w innych (a i często sporo droższych) odpowiednikach — to dodatkowy argument za tym, aby rozważyć sens jej zakupu. Powiem szczerze, że gdybym miał więcej miejsca i czasu przed sobą, nie zastanawiałbym się ani chwili.
Pozdrawiam serdecznie.
Jednym z tańszych rozwiązań jest lampa z lupą powiększającą kilkukrotnie. I właśnie kilka dni temu mój dobry Kolega zdecydował się na zakup takowej.
Paczka nie jest (jak na tak spory przyrząd) duża; mieści się nawet na moim zagraconym biureczku:
Otwórzmy więc pudło i zajrzyjmy do wnętrza:
Jak widać, sama lampa z soczewką jest oddzielona od właściwego statywu i od tego trzeba zacząć montaż. Uchwyt na trzpień pierścienia z soczewką wsuwamy w zacisk, dokręcamy dość mocno (aczkolwiek z wyczuciem) śrubę i możemy zająć się odblokowaniem ramion statywu — wystarczy usunąć drucik blokujący i już.
Zanim umocujemy lampę w uchwycie umożliwiającym montaż na blacie biurka czy stołu, dobrze jest dokręcić (Z WYCZUCIEM) ściskające zawiasy śruby. Dzięki temu łatwiej jest operować tą konstrukcją. Sam uchwyt mocowania do stołu wydawał mi się dość delikatny (a miałem do czynienia z kilkoma podobnymi lampami polskiej produkcji), ale, jak się okazało, niesłusznie. Uchwyt dokręcamy do stołu, w odpowiednim miejscu wsuwamy w tuleję mocującą trzpień ramiona lampy i (z wyczuciem!) dokręcamy hamującą samowolny obrót ramienia śrubę.
W zasadzie to cały montaż. Pozostaje nam tylko podłączyć kabelek zasilania do ładowarki/zasilacza z gniazdem USB, wyregulować pierścień tak, by wygodnie było obserwować leżący na blacie element/płytkę i włączyć podświetlenie.
Ma ono kilka możliwości do wyboru: kolor światła (zimny biały, ciepły i neutralny) oraz regulację jasności.
Wszystko to i włączenie podświetlenia umożliwia „pilot” na przewodzie do zasilacza USB:
Tu uwaga — kolor neutralny to włączenie na raz diod białych zimnych i ciepłych, więc siłą rzeczy jasność (a więc i prąd zasilania) zwiększa się praktycznie do ponad 2,5 A. Jeśli nie posiadamy zasilacza/ładowarki o takich mocach, lepiej nie próbujmy podłączać lampy do komputera czy zasilacza o mniejszym nominalnym prądzie. Co prawda lampa będzie świecić (z mniejszą mocą), ale zasilacz zacznie się robić w krótkim czasie gorący... Wiem, bo sam nie miałem takiego i zmuszony byłem do przeprowadzenia dalszych testów z takim 2A/5V.
Niestety (co było do przewidzenia), zasilacz bardzo szybko stał się naprawdę... ciepły.
Mimo tego, że lampa nie uzyskiwała pełnej jasności, efekt był co najmniej bardzo dobry. Co ciekawe, niezależnie od wybranego koloru podświetlenia, nie było problemu z odczytem kodu paskowego na rezystorach.
(UWAGA — automatyczna regulacja balansu bieli nie oddaje na zdjęciach rzeczywistych różnic, szczególnie między światłem ciepłym a neutralnym — niestety...).
Najważniejsze jednak, że na obserwowanych przedmiotach nie było cieni, a sam element był naprawdę świetnie oświetlony. Powiększenie soczewki nie jest duże, ale to w tym wypadku zaleta. Mamy dzięki temu ostry obraz praktycznie w całym polu widzenia, co w soczewkach o dużym powiększeniu wcale nie jest takie oczywiste.
No właśnie; soczewka... W porównaniu do lamp, z jakimi miałem do tej pory do czynienia, wydaje się ona niezbyt duża. Jest sporo mniejsza od tych stosowanych w np. polskich lampach tego typu. Nieco ogranicza to dowolność ustawienia głowy względem soczewki, ale po chwili staje się to niezauważalnym aspektem. W każdym razie, ja na początku (MAJĄC PORÓWNANIE DO POLSKICH LAMP) żywiłem pewne obawy, czy nie utrudni to pracy, ale po dosłownie kilku chwilach zapomniałem o tym. Powiększenie zależy również od odległości oczu od soczewki i soczewki od obserwowanego przedmiotu. Najlepsze efekty uzyskamy, gdy jest ona dość blisko wzroku. A odległość od obserwowanego przedmiotu do soczewki pozostaje taka, że nie ma najmniejszego problemu z podejściem lutownicą czy HA do naprawianej płytki. W moim wypadku najlepszy rezultat zapewnia światło neutralne. Duża jego ilość daje nam przy okazji większy zakres odległości, dla której obserwowany przedmiot jest ostry, a i (przynajmniej u mnie) nie ma różnicy w oświetleniu biurka (mam lampki LED nad blatem właśnie z neutralną bielą światła). Natomiast nawet w wypadku zimnej bieli nie ma problemu z uzyskaniem odpowiedniej ostrości i odczytem kodu kreskowego. W lampach ze świetlówką bywało to nie do przeskoczenia.
Całość, po odpowiednim (z wyczuciem!) wyregulowaniu oporów na wszystkich zawiasach, jest naprawdę przyjemna w użytkowaniu. Zmiana położenia soczewki czy odsunięcie lampy znad obserwowanego elementu jest komfortowe. Nie ma bowiem obaw, jakie miałem podczas użytkowania innych lamp tego typu — sprężyny nie brzęczą, elementy ramion zachowują sztywność i się nie skręcają podczas przesuwania lampy, a (co najważniejsze) nie zaczyna opadać soczewka po kilku zmianach ustawienia. Nawet tuleja z trzpieniem umożliwiająca obrót całej lampy w płaszczyźnie poziomej pracuje płynnie — a to dzięki temu, że wewnątrz tejże jest wciśnięta druga tulejka plastikowa. Wskutek tego śruba blokująca nie kaleczy powierzchni trzpienia, a to było problemem w innych znanych mi lampach i powodowało, że próba jej przesunięcia za każdym razem powodowała u mnie obawę, czy aby się coś nie rozleci...
Tu muszę przeprosić, że nie zamieszczam zdjęć produktu zamocowanego już do blatu. Sumienie nie pozwoliło mi, by chwalić się publicznie bałaganem... wróć! Artystycznym nieładem mojego kącika. Mam nadzieję, że Koledzy wybaczą mi, że pozostanie to pewnym... niedomówieniem. Zaręczam jednak, że sama lampa po odsunięciu znad „powierzchni roboczej” i częściowym złożeniu (ściśnięciu ramion) nie zajmuje zbyt dużo miejsca: o ile ktoś ma do dyspozycji te kilkanaście cm przestrzeni — na pewno nawet.
Podsumowując — lampa, o której jest ten artykuł, mimo kilku ograniczeń (wielkość soczewki i wymagany duży prąd zasilacza), jest produktem, który mogę polecić. Za takie pieniądze (można odszukać oferty nawet z niższą ceną niż ta na fotce początkowej) nie znajdziemy nic lepszego. Pewne utrudnienie może stanowić konieczność posiadania właściwego zasilacza. Jednak dziś, gdy większość ładowarek może dostarczać prąd rzędu tych 2,5A i więcej, może się okazać, że ten problem nie istnieje i znajdzie się w domu odpowiedni.
Oczywiście — lupa nigdy nie zastąpi mikroskopu, ale i tego ostatniego za pięćdziesiąt kilka złotych nie kupisz... A przynajmniej takiego, który nadawałby się do pracy. Na pewno jednak te 2-2,5-krotne (zależy od tego, o czym pisałem wcześniej) daje naprawdę dużo komfortu podczas inspekcji PCB czy napraw drobnych sprzętów.
Każdy, kto raz spróbuje pracować z pomocą takiej „lampolupy”, przyklaśnie mi i potwierdzi. A że przy okazji nie ma ona wad spotykanych w innych (a i często sporo droższych) odpowiednikach — to dodatkowy argument za tym, aby rozważyć sens jej zakupu. Powiem szczerze, że gdybym miał więcej miejsca i czasu przed sobą, nie zastanawiałbym się ani chwili.
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY