Zapraszam na testy lutownicy PST100 o mocy 65 W, zgodnej z grotami T12 i wyposażonej w mały wyświetlacz OLED służący m.in. do ustawienia temperatury. Prezentowana lutownica przeznaczona jest do współpracy z zasilaczem w standardzie PD 2.0, ale w zestawie otrzymujemy też prostą przejściówkę gniazdo Jack na USB C, co pozwala ją również uruchomić z typowego zasilacza od laptopa, tak jak inne stacje, takie jak prezentowany kiedyś KSGER.
Zacznijmy od parametrów produktu. Pokazywana tu lutownica jest lekka, przenośna i kompaktowa - nie posiada osobnej "bazy" tak jak inne T12, które już testowałem. Całość waży około 60 gramów i ma wymiary 230 x 17,5 x 17,5 mm. Dodatkowo na obudowie mamy wyświetlacz i przyciski - nie tylko od zmiany temperatury, lecz również do kalibracji, zmiany jednostki temperatury, ustawień snu, oraz do podejrzenia napięcia zasilania. Lutownica będzie oferować różne moce w zależności od tego napięcia, co przedstawia tabelka od sprzedawcy:
Całość sprowadziłem z Chin za około 100 zł. Zobaczmy, co takiego kupiłem:
Informacje na opakowaniu są nieco inne niż te z oferty, gdzie kupowałem. Tu jest mowa o pracy do 24 V i o mocy do 72 W, ale tego nie sprawdzałem. Model T12PRO.
W zestawie jest instrukcja, która wyjaśnia nam jak można tu się nawigować po menu.
I oto sam produkt - moja ładowarka z Xiaomi dała radę zapewnić mu napięcie 12 V:
Na szczęście w zestawie jest też ta przejściówka gniazdo Jack na USB C, więc w razie czego popracujemy i bez zasilacza zgodnego z PD 2.0.
Teraz jeszcze kilka fotek z wyświetlacza i ustawień, tym razem bez większego komentarza, bo wszystko jest w instrukcji:
Tyle wstępu, teraz pora przejść do testów.
Najpierw testy nagrzewania. Nagrzewanie przy napięciu 12 V zasilanie z mojego zasilacza (niepoprawnie, potocznie zwanego "ładowarką") do Xiaomi, model MDY-13-EE:
Lutownica w około 55 sekund osiąga 350°C. To dość słaby wynik, ale to tylko 12 V.
Dla porównania sprawdziłem nagrzewanie przy napięciu 18 V - zasilone z zasilacza od laptopa.
Przy takim zasilaniu lutownica już tylko w około 15 sekund osiąga 350°C. Znacznie lepiej.
W 15 sekund możemy rozpocząć pracę, ale jaką pracę? Sprawdźmy. Na początek coś prostego - lutowanie złącza szpilkowego do płytki developerskiej. Osobno sprawdziłem tu spoiwo ołowiowe (Cynel), które topi się w niższej temperaturze i jest wygodniejsze w pracy, oraz spoiwo bezołowiowe (Pb-free). Temperatura to 350°C, nie powinno być potrzeby jej podkręcać.
12 V, 350°C, spoiwo ołowiowe.
12V, 350°C, spoiwo bezołowiowe.
Poszło nieźle, nawet mimo starego zużytego grotu i ograniczonych ruchów przez kamerę. Z bezołowiowym było nieco trudniej, ale też luty po obejrzeniu wyglądają akceptowalnie. Chociaż ten jeden pin D... chyba poprawiałem poza kamerą. Lepiej byłoby dla spoiwa bezołowiowego podwyższyć temperaturę, ale chciałem móc pokazać porównanie.
Z tego powodu zdecydowałem się na trudniejszy test. Taką małą płytkę developerską jest łatwo polutować, nie potrzeba do tego dużej mocy grzewczej. Nie jest to zbyt miarodajne. Lepiej sprawdzić coś, co ma duże wylewki masy i potrzeba dużo ciepła, by to ogrzać. Sama temperatura 350°C na grocie nam nic nie da jeśli nie ma też pojemności cieplnej i mocy.
Wziąłem płytkę z dużą wylewką masy i spróbowałem do niej przylutować przewód.
12 V, 350°C, wylewka masy.
Tu poszło słabiutko. Za mało mocy. Grot nie potrafi roztopić tej "kałuży" spoiwa.
18 V, 350°C, wylewka masy.
Przy napięciu 18 V jest znacznie lepiej. Nawet tu udało się polutować. Sukces.
Na koniec jeszcze pobawiłem się wylutem - tu też oczywiście daje radę, choć napięcie 18 V jest mocno rekomendowane.
18 V, 350°C, wylut LED.
Podsumowując, można polutować i to nawet dużo, nie było rozczarowania tak jak w przypadku testowanych wcześniej lutownic akumulatorowych. Całość jest przenośna, poręczna i rzeczywiście nadaje się do pracy w praktyce. Przejściówka gniazdo Jack na USB C dla tej lutownicy również bardzo ułatwia sprawę, bo teraz jak jedziemy w trasę, to możemy wziąć tylko tę lutownicę, przejściówkę no i przykładowo zasilacz od laptopa (jeśli mamy zgodne złącze) i już możemy lutować. O opcji zasilania z powerbanka lub zasilacza PD już nawet nie wspominam, warto jednak pamiętać, że nie każdy zasilacz USB te PD wspiera - u mnie załączyło się tylko 12 V, a na 12 V praca już była niezbyt komfortowa. Sprzedawca jednak o tym pomyślał i te "awaryjne" zasilanie z DC Jack naprawdę ratuje sprawę.
Ostateczny werdykt zostawiam jednak Wam - jak uważacie, czy warto kupić taki przenośny gadżet, czy może lepsza jest "normalna" stacja?
Fajne? Ranking DIY Pomogłem? Kup mi kawę.